Pilne!
Monika Kowalska - zdjęcie główne

RAK po mnie wrócił❗️Jestem w trakcie TRZECIEGO CYKLU chemioterapii! Proszę, pomóż mi!

Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja

Organizator zbiórki:
Monika Kowalska, 49 lat
Strzegom
Nowotwór złośliwy piersi
Rozpoczęcie: 23 października 2026
Zakończenie: 23 stycznia 2027
29 765 zł(93,26%)
Brakuje 2150 zł
WesprzyjWsparły 272 osoby
Wpłać, wysyłając SMS
Numer telefonu
75365
Treść SMS
1029040
Koszt 6,15 zł brutto (w tym VAT)
HeyahOrangePlayPlusT-mobile

Przekaż 1,5% podatku

Numer KRS0000396361 Fundacja Siepomaga
Cel szczegółowy 1,5%1029040 Monika

Stała pomoc

Regularne wsparcie daje Monice poczucie bezpieczeństwa i pomoc w trudnej sytuacji, także po zakończeniu zbiórki.
Dowiedz się więcej o Stałej Pomocy
Wspieraj wygodnie przez:
BLIK - logo
Apple Pay - logo
Google Pay - logo
Mastercard - logo
Visa - logo

Tu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.

Wspieraj co miesiąc

Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja

Organizator zbiórki:
Monika Kowalska, 49 lat
Strzegom
Nowotwór złośliwy piersi
Rozpoczęcie: 23 października 2026
Zakończenie: 23 stycznia 2027

Opis zbiórki

Od prawie 5 lat toczę nierówną WALKĘ O ŻYCIE. Mój najgorszy wróg – rak piersi – nie chce odpuścić. Mam za sobą już 30 wlewów chemii... Niestety doszło do wznowy. Pomocy!

Wszystko zaczęło się w 2022 roku. Na przełomie maja i czerwca zwróciłam uwagę na dziwne objawy. Moja pierś swędziała, była twarda. Nie przypuszczałam, że to coś poważnego, bo zaledwie pół roku wcześniej miałam wykonywaną mammografię i USG, a wyniki były w normie. Udałam się do lekarza, który ponownie wykonał USG oraz zrobił biopsję. Diagnoza spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Byłam w szoku... Zawsze zdrowo się odżywiałam, uprawiałam sport, dbałam o siebie. To był cios, ale czułam determinację do walki z chorobą.

W lipcu dowiedziałam się, że mam nowotwór złośliwy piersi, a już w sierpniu rozpoczęłam leczenie. Przeszłam 18 wlewów chemioterapii i 20 naświetleń radioterapii radykalnej. W marcu 2023 roku wykonano mi jednostronną mastektomię. Cały proces był dla mnie ogromnie wyczerpujący. Straciłam włosy, siłę i apetyt – czułam się jak wrak człowieka. Ale co innego mogłam zrobić? To była jedyna szansa na wyzdrowienie. Po zakończonym leczeniu wydawało się, że wszystko jest dobrze. Wiosną 2024 r. wróciłam do pracy, czując, że w końcu wracam do życia. Ale los ze mnie zadrwił.

W październiku 2024 roku po badaniach kontrolnych dowiedziałam się, że stwierdzono przerzuty do wątroby. Wiadomość o nawrocie i konieczności powrotu do chemioterapii całkowicie mnie załamała. Płakałam, krzyczałam i nie mogłam w to uwierzyć. Okres ponownego leczenia był dla mnie bardzo trudny.  Dokuczały mi wysokie gorączki i silne, wycieńczające wymioty. Pamiętam, jak sobie wtedy pomyślałam: „Wolę umrzeć, niż tak cierpieć”. Mój stan był tak ciężki, że spędziłam w szpitalu na oddziale 10 dni. Nie mogłam przyjąć 13. wlewu chemii, ponieważ moje serce było zbyt osłabione, a lekarze ostrzegali, że kolejna dawka grozi zawałem. Chemię skończyłam w listopadzie 2025 roku. Myślałam, że mogę zejść już z tego pola bitwy. Bo ile mogę walczyć?

Monika Kowalska

W czerwcu 2026 mogłam znowu wrócić do pracy. Ale podczas wrześniowych badań kontrolnych wykazano nawrót choroby. Nie mogłam uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Choroba znowu wróciła. Trzeci raz próbuje zabrać mi życie. Czemu znowu muszę walczyć? Przecież CHCĘ ŻYĆ! Jak każdy... Znowu musiałam przerwać pracę i iść na zwolnienie chorobowe. Po raz trzeci rozpoczęłam chemioterapię. Nie wiem, jak mój organizm zniesie to ponownie. Ale znalazłam w sobie resztki sił, by znowu zawalczyć.

Szczęściem w tym wszystkim są moi bliscy. Mój ukochany mąż opiekuje się mną i wozi mnie na leczenie – jest dla mnie ogromnym wsparciem. Mam też dwójkę dzieci i to właśnie dla nich oraz dla całej rodziny tak bardzo chcę żyć. Choroba sprawiła, że zaczęłam inaczej patrzeć na świat i doceniać każdą chwilę. Każdy dzień jest dla nas wielką niewiadomą. Jestem już bardzo osłabiona – nie mam siły na spacery po górach, ale na szczęście udaje mi się jeszcze jeździć nad moje ukochane morze. Taki wyjazd, nawet zimą, daje mi siłę i otuchę.

Nie ukrywam, że ta trwająca już prawie 5 lat choroba bardzo mocno wpływa na stan naszych finansów. Mimo wsparcia rodziny nie jest lekko. Leczenie i rehabilitacja wiążą się z naprawdę ogromnymi kosztami. Kwestia pieniędzy odbiera mi spokój. Każdego dnia martwię się, że nie będę już miała za co opłacić leczenia, że czeka mnie przegrana w tej nierównej walce. Tak bardzo chcę żyć! Błagam o pomoc!

Monika

Wybierz zakładkę
Sortuj według