Twoje ustawienia przeglądarki są nietypowe i niektóre funkcje strony mogą działać nieprawidłowo.

Zalecamy sprawdzenie ustawień i włączenie plików cookie.

Skarbonka

1000wpłat po 10zł Wiktoria

Avatar organizatora
Organizator:Strona na Facebooku:Dobro Zawsze Wraca Pomagamy

Skarbonka została założona z inicjatywy organizatora, który odpowiada za jej treść.

Zaczynamy Challange dla Wiktorii.

Poszukujemy 1000 wspaniałych serc którzy dziś wpłacą 10 zł na zbiórkę .

 

Jeśli każdy z Nas dziś wpłaci Dyszke uzbieramy piękną kwotę na leczenie i rehabilitację Wiktorii.

Po wpłacie proszę skomentuj ten post i oznacz 10 swoich znajomych w komentarzu pod tym postem dla zasięgu zbiórki publicznej.

https://www.facebook.com/share/p/1FnTpWuSEr/ (otwiera nową kartę)

Udostępnij Skarbonkę .

 

😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥

Słowa Mamy Wiktorii 🥺😥💔👇

„Monitor pokazał 0, widziałam jej śmierć. Śmierć własnego dziecka!" Pomóż w walce o Wiktorię❗️ Wiktoria urodziła się jako wcześniak z krytyczną wadą serca – lekarze nie dawali nam szans na przeżycie! To był ogromny szok, nie wiedziałam, że urodzę chore dziecko! Miałam 26 lat, zdrowych 2 synów, męża, dom, dobrą pracę, przecudowne życie u boku najbliższych… Niestety, życie nas nie oszczędziło… Wody odeszły mi w 29. tygodniu ciąży. Leżałam na patologi ciąży bez ruchu, aby zachować resztki wod płodowych. Walczyłam do 33. tygodnia ciąży, jednak Wiki, która nie dawała już rady w brzuszku, postanowiła wyjść. Tym razem nie udało się temu zapobiec. W nocy z 17 na 18 marca 2009 roku moja córka przyszła na świat w zamartwicy… Ja też umierałam! Dostałam częstoskurczu napadowego. Było ciężko mnie ustabilizować… Widziałam ukradkiem przez zamroczone oczy malutką istotkę o granatowej skórze. Córeczka nie oddychała Wiki ważyła zaledwie 1300 gramów i mierzyła 47 cm. Bezbronna miała tylko mnie – totalnie nieprzygotowaną na taką walkę – młodą mamę! Spędziłam w szpitalu 3 długie miesiące, jednak do domu wróciłam bez dziecka. Wiki kolejne 3 miesiące walczyła – na OIOM-ie, na patologii noworodka, na kardiologii dziecięcej. 27 maja 2009 roku, akurat w urodziny mojego męża, została wypisana do domu. Wikusia była karmiona sondą, a my przeżywaliśmy koszmar… Dwa wylewy krwi do mózgu, paraliż prawostronny… Kolejne 1,5 roku było niezwykle ciężkie: wieczne infekcje, nieprzybieranie na wadze. Wiki nie rozwijała się prawidłowo. Była sina, wręcz granatowa. Męczyła się, nie mówiła, nie siedziała. Diagnozy zamieniały się w długą, ponurą litanię: zamartwica urodzeniowa, wrodzona złożona wada serca, stan po wielokrotnych operacjach kardiologicznych, bradykardia zatokowa, niewydolność serca skompensowana, sinica centralna, niedowład obwodowy nerwu twarzowego, dysmorfia twarzy, skolioza, niedoczynność tarczycy. Gdy córeczka miała 1,5 roczku, pojechaliśmy na pierwszą z trzech planowanych operacji korekty serca. W szpitalu byliśmy z córeczką cały dzień, lecz na noc pojechaliśmy do mieszkania, które wynajmowaliśmy. Około 6 rano pojechaliśmy do Wiktorii… Kiedy weszliśmy do jej sali, zobaczyliśmy, jak leżała na brzuszku… Sina jeszcze bardziej niż zawsze. Kolejny atak aksonemiczny. Monitor pokazał 0. Umierała. Córka została natychmiast przewieziona na OIOM. Ratowali ją przy nas. Na naszych oczach. Widziałam jej śmierć. Śmierć własnego dziecka. Jedynej córeczki, która była dla mnie całym światem. Wiki była operowana w trybie natychmiastowym, jej stan był krytyczny. Po opływie zaledwie doby trafiła na stół operacyjny po raz kolejny, bo serce wciąż nie pracowało prawidłowo. Płacz, łzy, czekanie… Najgorsze było to, że nie mogłam być przy niej. Bałam się każdego telefonu, każdej wiadomości… W wieku 1,5 roku ważyła zaledwie 6 kilo. W lipcu 2021 roku Wiktoria przeszła kolejną operację. Wtedy była już jednak świadoma tego, co się dzieje i co ją czeka. My też! Jadąc na salę operacyjną, żegnała się z nami z uśmiechem na twarzy, ale ja widziałam w jej oczach ten strach. Operacja trwała 10 godzin i na szczęście wszystko się udało… Niestety, tak trudne doświadczenia – i to w tak młodym wieku – odcisnęły się silnym piętnem na psychice i funkcjonowaniu córki. Do dziś potrzebuje wsparcia specjalistów, by poradzić sobie z tym wszystkim, co przeżyła. Koszty wizyt u specjalistów, dojazdów, zakup leków... To wszystko wiąże się z zawrotnymi wydatkami. Dodatkowo problemy ze zdrowiem pojawiły się także u taty Wiktorii… Ja, mama, nie wiem już jak szukać pomocy, jak sobie z tym wszystkim radzić. Moje życie to nieustanna walka – pełna wzlotów i upadków. Oni mają tylko mnie, a ja w tej chwili mogę liczyć tylko na Was, ludzi o dobrych sercach. Dlatego proszę Was o wsparcie. Każdy gest dobrego serca jest tu bezcenny i daje szansę na zdrową i bezpieczną przyszłość mojej córki… Mama Wiktorii (otwiera nową kartę)

220 złCEL: 10 000 zł
Wsparło 6 osób

Wszystkie środki zebrane na skarbonce trafiają
bezpośrednio
na docelową zbiórkę:

Przekaż 1,5% podatku

Numer KRS0000396361 Fundacja Siepomaga
Cel szczegółowy 1,5%0946913 Wiktoria

Zaczynamy Challange dla Wiktorii.

Poszukujemy 1000 wspaniałych serc którzy dziś wpłacą 10 zł na zbiórkę .

 

Jeśli każdy z Nas dziś wpłaci Dyszke uzbieramy piękną kwotę na leczenie i rehabilitację Wiktorii.

Po wpłacie proszę skomentuj ten post i oznacz 10 swoich znajomych w komentarzu pod tym postem dla zasięgu zbiórki publicznej.

https://www.facebook.com/share/p/1FnTpWuSEr/ (otwiera nową kartę)

Udostępnij Skarbonkę .

 

😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥😥

Słowa Mamy Wiktorii 🥺😥💔👇

„Monitor pokazał 0, widziałam jej śmierć. Śmierć własnego dziecka!" Pomóż w walce o Wiktorię❗️ Wiktoria urodziła się jako wcześniak z krytyczną wadą serca – lekarze nie dawali nam szans na przeżycie! To był ogromny szok, nie wiedziałam, że urodzę chore dziecko! Miałam 26 lat, zdrowych 2 synów, męża, dom, dobrą pracę, przecudowne życie u boku najbliższych… Niestety, życie nas nie oszczędziło… Wody odeszły mi w 29. tygodniu ciąży. Leżałam na patologi ciąży bez ruchu, aby zachować resztki wod płodowych. Walczyłam do 33. tygodnia ciąży, jednak Wiki, która nie dawała już rady w brzuszku, postanowiła wyjść. Tym razem nie udało się temu zapobiec. W nocy z 17 na 18 marca 2009 roku moja córka przyszła na świat w zamartwicy… Ja też umierałam! Dostałam częstoskurczu napadowego. Było ciężko mnie ustabilizować… Widziałam ukradkiem przez zamroczone oczy malutką istotkę o granatowej skórze. Córeczka nie oddychała Wiki ważyła zaledwie 1300 gramów i mierzyła 47 cm. Bezbronna miała tylko mnie – totalnie nieprzygotowaną na taką walkę – młodą mamę! Spędziłam w szpitalu 3 długie miesiące, jednak do domu wróciłam bez dziecka. Wiki kolejne 3 miesiące walczyła – na OIOM-ie, na patologii noworodka, na kardiologii dziecięcej. 27 maja 2009 roku, akurat w urodziny mojego męża, została wypisana do domu. Wikusia była karmiona sondą, a my przeżywaliśmy koszmar… Dwa wylewy krwi do mózgu, paraliż prawostronny… Kolejne 1,5 roku było niezwykle ciężkie: wieczne infekcje, nieprzybieranie na wadze. Wiki nie rozwijała się prawidłowo. Była sina, wręcz granatowa. Męczyła się, nie mówiła, nie siedziała. Diagnozy zamieniały się w długą, ponurą litanię: zamartwica urodzeniowa, wrodzona złożona wada serca, stan po wielokrotnych operacjach kardiologicznych, bradykardia zatokowa, niewydolność serca skompensowana, sinica centralna, niedowład obwodowy nerwu twarzowego, dysmorfia twarzy, skolioza, niedoczynność tarczycy. Gdy córeczka miała 1,5 roczku, pojechaliśmy na pierwszą z trzech planowanych operacji korekty serca. W szpitalu byliśmy z córeczką cały dzień, lecz na noc pojechaliśmy do mieszkania, które wynajmowaliśmy. Około 6 rano pojechaliśmy do Wiktorii… Kiedy weszliśmy do jej sali, zobaczyliśmy, jak leżała na brzuszku… Sina jeszcze bardziej niż zawsze. Kolejny atak aksonemiczny. Monitor pokazał 0. Umierała. Córka została natychmiast przewieziona na OIOM. Ratowali ją przy nas. Na naszych oczach. Widziałam jej śmierć. Śmierć własnego dziecka. Jedynej córeczki, która była dla mnie całym światem. Wiki była operowana w trybie natychmiastowym, jej stan był krytyczny. Po opływie zaledwie doby trafiła na stół operacyjny po raz kolejny, bo serce wciąż nie pracowało prawidłowo. Płacz, łzy, czekanie… Najgorsze było to, że nie mogłam być przy niej. Bałam się każdego telefonu, każdej wiadomości… W wieku 1,5 roku ważyła zaledwie 6 kilo. W lipcu 2021 roku Wiktoria przeszła kolejną operację. Wtedy była już jednak świadoma tego, co się dzieje i co ją czeka. My też! Jadąc na salę operacyjną, żegnała się z nami z uśmiechem na twarzy, ale ja widziałam w jej oczach ten strach. Operacja trwała 10 godzin i na szczęście wszystko się udało… Niestety, tak trudne doświadczenia – i to w tak młodym wieku – odcisnęły się silnym piętnem na psychice i funkcjonowaniu córki. Do dziś potrzebuje wsparcia specjalistów, by poradzić sobie z tym wszystkim, co przeżyła. Koszty wizyt u specjalistów, dojazdów, zakup leków... To wszystko wiąże się z zawrotnymi wydatkami. Dodatkowo problemy ze zdrowiem pojawiły się także u taty Wiktorii… Ja, mama, nie wiem już jak szukać pomocy, jak sobie z tym wszystkim radzić. Moje życie to nieustanna walka – pełna wzlotów i upadków. Oni mają tylko mnie, a ja w tej chwili mogę liczyć tylko na Was, ludzi o dobrych sercach. Dlatego proszę Was o wsparcie. Każdy gest dobrego serca jest tu bezcenny i daje szansę na zdrową i bezpieczną przyszłość mojej córki… Mama Wiktorii (otwiera nową kartę)

Wpłaty

Sortuj według