
2 miesiące przed ślubem diagnoza - guz mózgu❗️Pomóż Natalii w najważniejszej walce jej życia!
Cel zbiórki: ratowanie życia - leczenie onkologiczne i terapia TTFields
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
1 wspierający co miesiącTu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiąc- Anonimowy Pomagaczwspiera już 7 miesięcy
Cel zbiórki: ratowanie życia - leczenie onkologiczne i terapia TTFields
Aktualizacje
Zbiórka trwa❗️Potrzebuję pomocy, bo mam dla kogo i o co walczyć... I przede wszystkim chcę żyć❗️
Po około 5 miesiącach wracam do Was z aktualizacją. Zastanawiałam się, jak napisać ten post. Ostatnie miesiące były dla mnie mieszanką różnych emocji - strachu, niepewności, nadziei, ale też ogromnej wdzięczności i wielu naprawdę pięknych chwil.
Na początku września byłam w Bydgoszczy na kontroli. Cały czas jestem w trakcie trwania chemioterapii i przede mną jeszcze długa droga.
Ale jest też coś, co daje mi ogromną siłę. Mój ostatni rezonans z czerwca wyszedł prawidłowo. Nie ma żadnych zmian wskazujących na wznowę.
I choć taki wynik przynosi ogromną ulgę, nie oznacza, że nagle przestałam się bać. Strach nadal jest gdzieś we mnie. Czasami mocniejszy, czasami cichszy. Chyba już nauczyłam się, że przy tej chorobie nie da się po prostu wyłączyć myśli i przestać się martwić.
Dlatego staram się robić coś, czego wcześniej nie doceniałam, aż tak jak teraz — cieszyć się tym, co mam dzisiaj; cieszyć się chwilą.
W ostatnim czasie pojawił się u mnie nowy, bardzo silny lęk. Zaczęłam panicznie bać się wkłuć. Pobieranie krwi czy samo zakładanie wenflonu, które wcześniej były po prostu kolejnym elementem leczenia, zaczęły wywoływać we mnie ogromny strach.
To może wydawać się małym problemem w porównaniu z tym, przez co przechodzę, ale dla mnie stało się to naprawdę trudne. Choroba i długotrwałe leczenie zostawiają ślad nie tylko w ciele, ale również w głowie. I chyba dopiero teraz coraz mocniej rozumiem, jak bardzo psychika potrzebuje czasu, żeby poradzić sobie z tym wszystkim.

Przez te ostatnie miesiące naprawdę było się z czego cieszyć. To był czas świętowania. Moich urodzin i urodzin moich przyjaciółek. W kwietniu skończyłam 30 lat. I chyba jeszcze bardziej niż kiedyś doceniłam to, że mogłam ten dzień przeżyć, śmiać się, być z bliskimi i po prostu cieszyć się życiem.
Było też kilka cudownych wyjazdów z najbliższymi. Były rozmowy, śmiech, wspólne chwile, małe radości i momenty, które pewnie dla kogoś z boku nie znaczą wiele, a dla mnie znaczą dziś naprawdę wszystko...
Bo choroba nauczyła mnie, że szczęście nie zawsze musi być czymś wielkim. Czasami szczęściem jest zwyczajny dzień bez złych wiadomości. Wyjazd z ukochanymi osobami. Urodzinowy tort. Śmiech przyjaciółek. Przytulenie. Poranna kawa. To, że mogę być tu, gdzie jestem. I za to wszystko jestem ogromnie wdzięczna.
Jednocześnie cały czas patrzę w przyszłość i przygotowuję się do kolejnego etapu — chciałabym rozpocząć leczenie metodą Optune. To dla mnie bardzo ważny cel i kolejna szansa, o którą chcę walczyć.
Niestety, cały czas brakuje mi jeszcze sporej kwoty, aby móc rozpocząć to leczenie. Dlatego moja zbiórka nadal trwa.
Jeśli macie możliwość mnie wesprzeć - będę ogromnie wdzięczna. Każda złotówka przybliża mnie do tego celu.
Dziękuję Wam za to, że jesteście. Za każdą wpłatę, każde udostępnienie, każdą wiadomość i każde dobre słowo. Za to, że przez cały ten czas nie pozwalacie mi czuć, że jestem w tej walce sama.
Mam dla kogo walczyć. Mam o co walczyć. I przede wszystkim — chcę dalej żyć.
Natalia
Wiadomość od Natalii - najnowsze wieści z frontu walki z glejakiem❗️
Kochani,
17 marca razem z moimi rodzicami pojechaliśmy do Bydgoszczy, żeby odebrać wyniki kontrolnego badania. Jak zawsze – stres, strach i milion myśli w głowie…
Ale tym razem wydarzył się mały cud. Drugi rezonans kontrolny okazał się czysty!
Nie potrafię opisać, co wtedy poczułam. Ogromna ulga, wzruszenie, radość… i łzy, których nie dało się powstrzymać. Dla mnie i dla moich rodziców – którzy są przy mnie na każdym kroku – to był moment, na który tak bardzo czekaliśmy.
Tego samego dnia odebrałam również kolejne dawki chemii na najbliższe miesiące. Leczenie trwa dalej, ale ten wynik dał mi ogromną siłę i nadzieję, że idziemy w dobrą stronę. Kolejna kontrola w Bydgoszczy czeka mnie w czerwcu.

Jestem jedynaczką. Widzę, ile kosztuje to wszystko moich rodziców – ich strach, ich bezsilność… ale też niesamowitą miłość i siłę, którą mi dają każdego dnia.
Dziękuję, że jesteście ze mną w tej drodze. Wasze wsparcie daje mi coś bezcennego – nadzieję, że jeszcze wszystko będzie dobrze.
Proszę też o dalszą pomoc, od której zależy moje życie. Wiem, że mogę wygrać tę walkę. Jeśli dacie mi szansę!
Natalia
Parę słów ode mnie o tym, co się dzieje i jak się czuję...
W ostatnim tygodniu lutego pojechałam do Bydgoszczy na rezonans magnetyczny. Mimo że samo badanie dobrze znam, a charakterystyczny hałas maszyny nie jest mi obcy, tym razem bardzo się go obawiałam...
Rezonans zawsze wykonywany jest z kontrastem, a to wiąże się z założeniem wenflonu. Ostatnio bardzo źle znoszę wszelkie wkłucia i pobieranie krwi. To dla mnie niezwykle stresujący moment, który powoduje napięcie w całym ciele. Chcąc nauczyć się innej reakcji i lepiej radzić sobie z tym napięciem, podjęłam współpracę z psychologiem. Myślę, że będzie to dla mnie bardzo cenna pomoc – zwłaszcza że w marcu mija rok od diagnozy, operacji i życiowej zmiany o 180 stopni.
Bywają chwile, kiedy jest mi ciężko. A jednak na pytanie „Jak się czujesz?” odpowiadam: „Dobrze” – bo naprawdę tak właśnie jest. Jednocześnie zmagam się z wieloma ukrytymi skutkami ubocznymi, które towarzyszą mi na co dzień: uderzeniami gorąca, zatrzymywaniem wody w organizmie, szybkim zmęczeniem czy trudnościami z redukcją nadprogramowych kilogramów.

Nieustannie pracuję nad swoją głową i nad różnymi myślami, które – choć nieuniknione – staram się oswajać i układać na nowo...
Do Bydgoszczy wracam 17 marca. Wczesnym rankiem wyruszamy z moimi rodzicami. Czeka mnie konsultacja z lekarzem prowadzącym oraz kolejna chemia. Podczas tej wizyty poznam również wyniki rezonansu.
Bardzo proszę o trzymanie kciuków i - przede wszystkim - o pomoc... Nie poddaję się i zbieram dalej, bo leczenie, którego dotyczy zbiórka, jest dla mnie szansą na więcej czasu... Na życie. Będę wdzięczna za każdą złotówkę.
Natalia
Opis zbiórki
Mam na imię Natalia, mam 29 lat i wydawało się, że mam przed sobą "swój rok". Obecnie robię wszystko, co w mojej mocy, aby ograniczyć skutki choroby, z którą przyszło mi się zmierzyć. Dwa miesiące przed tym, gdy miałam stanąć na ślubnym kobiercu, w białej sukni, obok ukochanego człowieka, usłyszałam słowa, których nikt się nie spodziewał: złośliwy nowotwór mózgu. Tak zaczęła się moja walka, w której bardzo potrzebuję Twojej pomocy. Kocham życie i jeszcze wiele mam do zrobienia...
Zaczęło się od tego, że przez trzy miesiące żyłam z potwornym bólem głowy. Wydawało się, że to bardzo silne stany migrenowe. Kiedy bolało tak, że nie byłam w stanie jeść ani pić, zgłosiłam się do lekarza. Nie sądziłam, że stanie się początkiem walki o życie. Leki, zapisane przez lekarza, nie pomogły... Ruszyła pilna diagnostyka.
W końcu trafiłam do neurologa, który zlecił tomografię głowy. Po trzech dniach poznałam diagnozę, która w jednej sekundzie zmieniła całe moje dotychczasowe życie – guz. W mojej głowie znaleziono zmianę wielkości wielkości 29 x 31 milimetrów. Lekarze nie wiedzieli jeszcze, z czym dokładnie mają do czynienia.
To był bardzo trudny czas... Kurczowo trzymałam się jednej myśli — w końcu znam powód bólu. Liczyłam, że zostanie wdrożone leczenie i że w końcu zniknie ten przeraźliwy ból. Tego dnia wróciłam do domu tylko po to, by spakować swoje rzeczy i razem z partnerem pojechałam do szpitala.

Boję się szpitali, igieł, a te musiały się stać moją codziennością. Zostałam przyjęta na oddział neurochirurgii z myślą, że czeka mnie operacja. I tak się stało. Dwa dni później - 14 marca — przeszłam zabieg usunięcia guza. Wszystko działo się w błyskawicznym tempie – w środę trafiłam do szpitala, a już w poniedziałek wypuszczono mnie do domu. Zamiast radości i ulgi w mojej głowie pojawiło się jedno pytanie: co dalej...?
Czas po operacji był dla mnie naprawdę ciężki... Nie spodziewałam się komplikacji, które spowodował gromadzący się płyn mózgowo-rdzeniowy. Problemy ze snem, ciągłe dolegliwości bólowe, narastające osłabienie... Chwilami było tak źle, że musiałam wzywać karetkę. Nie jadłam, nie piłam, moje ciało odmawiało posłuszeństwa. Nie byłam w stanie nawet jechać, by odebrać wyniki histopatologii. Zrobił to za mnie tata. Pamiętam dokładnie ten dzień - był 21 marca, a ja zastanawiałam się kiedy przyjdzie do mnie wiosna, a wraz z nią dobre wiadomości. Okazało się, że guz w mojej głowie to glejak IV stopnia – złośliwy i bardzo agresywny guz mózgu.
Wiedziałam, że to nie koniec walki, ale dopiero początek, bo mam do czynienia ze śmiertelnie groźnym przeciwnikiem. Podjęłam decyzję, że zmieniam Warszawę na Bydgoszcz, gdzie czekało mnie sześciotygodniowe leczenie: chemia i radioterapia, a potem leczenie uzupełniające – kolejne dawki chemii. Najtrudniejszy moment? Utrata włosów. Dziś wiem, że to konsekwencja leczenia, którą trzeba zaakceptować, ale na początku mojej drogi ciężko było mi pogodzić się z wypadającymi włosami.
Dopiero teraz powoli wracam do funkcjonowania – wracam do pracy - pracuję w branży hotelarskiej, na stanowisku kierownika ds. szkoleń. Wciąż walczę o życie, ale w głowie ciągle pozostaje strach przed chorobą. I przed wznową, bo glejak to nowotwór, który niestety lubi wracać. W Polsce, możliwości leczenia są mocno ograniczone.
Szansą dla mnie jest leczenie nierefundowane - terapia Optune (TTFields) - metoda leczenia nowotworów mózgu. Polega na noszeniu przez większość dnia specjalnego "czepka", urządzenia, który generuje zmienne pola elektryczne. Spowalniają one podział komórek nowotworowych, co może spowolnić lub znacząco zatrzymać rozwój choroby. Niestety to leczenie jest koszmarnie drogie... Miesiąc użytkowania takiego urządzenia to około 120 tysięcy złotych!

Jak wspominałam, diagnozę usłyszałam dwa miesiące przed ślubem... W jednej chwili cały świat się zatrzymał. Zamiast radosnych przygotowań był ogromny strach... Były dni pełne bólu i wyczerpania. Ale wtedy obok mnie był Karol – mój narzeczony, a dziś mąż. Trzymał mnie za rękę, wspierał, kiedy ja sama nie miałam siły, przypominał mi, że mimo choroby mam prawo do szczęścia. Nie miałam już wątpliwości, że to na zawsze, że w zdrowiu i chorobie... Wzięliśmy ślub w planowanym terminie, lekarze uznali, że dam radę. Cieszyłam się, że choroba nie odebrała mi najpiękniejszego dnia w moim życiu - był magiczny.
Chcę zrobić wszystko, by pokonać nowotwór. Mam serce przepełnione determinacją i wdzięcznością, bo wiem, że nie walczę sama. Mam ogromne wsparcie rodziny, przyjaciół i najlepszego na świecie męża. Potrzebuję tylko pomocy w zebraniu środków na leczenie, by móc pokonać glejaka. Chcę wrócić do pracy, pojechać w podróż poślubną. Za każde wsparcie w tej walce będę bardzo wdzięczna.
Natalia
- Wpłata anonimowa15 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowaX zł
- tymon7 zł
- Wpłata anonimowa40 zł