Nie zgadzam się na śmierć! Czy pomożesz mi pokonać raka?

Zbiórka na cel: Naświetlanie ciężkimi jonami węgla - ratowanie życia Darii
Zbiórka zakończona
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 16 943 osoby
271 494,57 zł (101,98%)

Daria Wierzbicka, 19 lat

Nowotwór gruczołowo-torbielowaty nosogardła, naciekający na podstawę czaszki

Kietrz, opolskie

Rozpoczęcie: 17 Stycznia 2018
Zakończenie: 29 Stycznia 2018

30 Stycznia 2018, 16:51
Mamy 100%, dziękujemy!

Z jednej strony wiem, że mam raka - jednego z najgorszych, w czwartym stadium. Że dają mi małe szanse, a jeśli nie rozpocznę leczenia jonami - właściwie żadnych… Ale ja chcę żyć, przecież mam dopiero 18 lat! Nie poddam się i jeśli będzie trzeba - do samego końca nie pozwolę rakowi wygrać. Nie położę się i nie będę czekała na śmierć, bo życie jest zbyt piękne, by je stracić. Bardzo Cię proszę - pomóż mi wykorzystać ostatnią szansę na pokonanie nowotworu. Moja rodzina robi, co może, ale nie mamy pieniędzy, które są ceną za moje życie. Mam siłę do walki, potrzebuję tylko i aż Twojego wsparcia...

Kiedy byłam mała, wydawało mi się, że mama jest wszechmocna. Gdy w maju dowiedziałam się, że mam raka, również przeszło mi przez myśl - przecież nic mi się nie stanie, mama mnie uratuje. Ale nie jestem już dzieckiem, wiem, że to niemożliwe… Codziennie mówię mamie, że chcę po prostu żyć, że się nie poddam! Widziałam przecież, jak na raka umiera mój dziadek… Przegrał walkę z nowotworem zaraz po tym, jak ja dowiedziałam się o swojej diagnozie. Poddał się. Ale ja tak nie zrobię. Nie chcę, nie mogę umrzeć! Mam przecież szkołę, za kilka miesięcy zdaję maturę, chcę iść na studia… Po prostu żyć…

Byłam normalną, szczęśliwą nastolatką. Właśnie skończyłam 18 lat, miałam marzenia i plany. Było idealnie… Sielanka jednak szybko się skończyła, zupełnie jakbym musiała zapłacić za swoje szczęście i beztroskę. Zaczął boleć mnie kark - coraz częściej i mocniej. Pojechałam z mamą do lekarza, który od razu wysłał mnie do szpitala na kompletne badania. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że wkrótce usłyszę wyrok śmierci… Los jednak chciał inaczej - wybrał dla mnie niezwykle wyboistą drogę do przejścia.

Data początku i końca - 16 maja 2017 roku. Nigdy jej nie zapomnę bo właśnie wtedy dowiedziałam się, że mam w sobie gigantycznego guza - złośliwy nowotwór. O godzinie 11:00, po dokładnych badaniach lekarz zaprosił moją mamę do gabinetu. Powiedział jej wtedy: ”pani córka ma rozległy naciek nowotworowy w głowie”. Gdy ją potem zobaczyłam, już wiedziałam, że jest źle… Nigdy wcześniej nie widziałam mojej mamusi w takim stanie, tak zrozpaczonej… Chyba nawet bardziej niż o siebie, bałam się o nią. Na raka właśnie umierał jej tata, a mój dziadek, a teraz jeszcze wyrok śmierci usłyszała córka! Każdy inny by się załamał, ale nie my… Postanowiłyśmy walczyć, postanowiłam być silna - dla siebie i dla mamy. Straciła ojca, ale nie straci córki, nie pozwolę na to!

Powrót ze szpitala był koszmarny… To nie był ten sam dom, coś się zmieniło. W tym czasie trwały przygotowania do Pierwszej Komunii Świętej mojego młodszego brata, jednak zamiast przeżywać radość, wszyscy prosili Boga, by ta diagnoza okazała się wielką pomyłką. Byśmy obudzili się z tego koszmaru i było jak dawniej… Ale to było niemożliwe.

Czekaliśmy na wyniki biopsji, mając nadzieję do samego końca - przecież ta umiera ostatnia. W międzyczasie zmarł mój dziadek… Zaraz potem otrzymaliśmy ostateczną diagnozę. Okazało się, że mam nowotwór gruczołowo-torbielowaty nosogardła naciekający na podstawę czaszki. Jest ogromny, oplata nerwy wzrokowe i główne naczynia przy karku. Złe wieści, tragiczne wręcz… IV stadium rozwoju, niezwykle złośliwy, nieoperacyjny. Na początku to do mnie nie docierało, a gdy uświadomiłam sobie, że przecież umieram i nikt nie jest w stanie mi pomóc, pojawił się bunt. To było niesprawiedliwe…

Najgorsze w tym wszystkim było to że, lekarze nie dawali nam żadnej nadziei. Słyszeliśmy tylko, że w takim stadium choroby i z taką wielką masą w głowie powinnam mieć oczopląs, paraliż twarzy oraz wyniszczony organizm. Tymczasem ja widziałam, wyglądałam normalnie i poza bólem w karku, nic mi nie było! Patrzyłam na swoje odbicie w lustrze i powtarzałam sobie, że jest we mnie nowotwór, chociaż nie mogłam w to uwierzyć. Dopiero gdy odczułam skutki chemioterapii, naprawdę zobaczyłam śmierć. I zaczęłam jej uciekać.

Lekarze mieli nadzieję, że po 3 cyklach guz chociaż trochę się zmniejszy - niestety, nie było żadnego rezultatu. Wzięłam więc kolejne chemie z nadzieją, że cokolwiek pomogą. Wypadły mi włosy, ale przecież jest peruka. Moja twarz stała się szara, ale są kosmetyki, którymi maskuję chorobę. Nie dam sobie wypisać śmierci na twarzy, o każde mało zwycięstwo nad nią daje mi siłę do dalszej walki. Mimo bólu, staram się żyć normalnie. W piątek, 6 stycznia, wzięłam ostatnią chemię. Normalnie przez tydzień leżałam w łóżku połykając łzy bólu, ale przecież miałam za tydzień studniówkę! I dopięłam swego - fryzjerka pięknie uczesała moją perukę, a ja mogłam być tego dnia ze swoją klasą. Teraz uczę się do matury. Czy myślę, że mogę jej nie doczekać? Wcale! Myślami odganiam śmierć, by po mnie nie przyszła. Cały czas uciekam…

Ale nowotwór nie słucha. Lekarze nie mają już pomysłu, zasugerowali leczenie za granicą. Zostałam zakwalifikowana do terapii ciężkimi jonami węgla w Klinice Uniwersyteckiej w Heidelbergu, które trafią bezpośrednio do guza. Powinny go zmniejszyć, dać mi więcej czasu, by pokonać raka. To dla mnie ogromna nadzieja. Lekarze są dobrej myśli, a każdy % więcej szans na przeżycie jest dla mnie zbawieniem. Mam jeszcze tyle do zrobienia…

Niestety, nie moja rodzina nie ma tak ogromnych pieniędzy, dlatego proszę Cię o pomoc. Dopiero gdy uzbieramy całą sumę, dostanę termin terapii, a wiem, że muszę rozpocząć ją jak najszybciej. Uciskający guz może w każdej chwili spowodować wylew lub udar, w każdej chwili mogę umrzeć... Każdego dnia staram się po prostu żyć, chociaż najbardziej boli, gdy ludzie mówią: taka ładna, a ma raka? Albo: to niemożliwe, że umierasz. Za ładnie wyglądasz! Mogłabym płakać, zrezygnować ze szkoły, zamknąć się w domu i czekać na śmierć. Ale przecież ciągle tu jestem, ciągle żyję! I walczę, mimo wszystkich przeciwności. Jeśli mi pomożesz, wierzę, że wygram. Daj mi proszę szansę...

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 16 943 osoby
271 494,57 zł (101,98%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość