
STOP! Nowotwór złośliwy i cukrzyca rujnują zdrowie nastoletniej Oliwii! Błagam, pomóż!
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja, zakup sprzętu medycznego, dojazd do szpitala
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja, zakup sprzętu medycznego, dojazd do szpitala
Aktualizacje
Ratunku! Niezbędna pomoc dla Oliwii!
Kochani,
Oliwia wciąż walczy z nowotworem i cukrzycą! Komórki są złośliwe, w każdej chwili mogą zaatakować inne organy – to jest jak najgorszy scenariusz! Aby tego uniknąć potrzeba ciągłej obserwacji, leków, dojazdów do specjalistów. Cukrzyca dodatkowo osłabia organizm, który i tak broni się jak może. Przed każdą kontrolą boimy się tego, co możemy usłyszeć.
Ilość złych informacji jest przytłaczająca dla dorosłego, a co dopiero dla nastolatki. Każda diagnoza, każdy zły wynik rzutuje na przyszłość Oliwki, zadając kolejne ciosy i odbierając kolejne plany i marzenia.
Jedyne co mogę dla niej zrobić, to być przy niej i zadbać o to, byśmy nie ominęły żadnej ważnej wizyty. Te jednak stanowią wyzwanie finansowe, któremu coraz ciężej sprostać. Bez pomocy nie damy rady wszystkiego realizować. Zebrane dotychczas środki przez ostatnie miesiące dały zabezpieczenie finansowe na niezbędne leczenie i badania, lecz są już na wyczerpaniu a potrzeby wcale nie maleją – wręcz przeciwnie.
Proszę, z całego serca – proszę o pomoc dla mojej córki. To dzięki Wam możemy dalej walczyć!
Mama
Opis zbiórki
Kiedy wydaje się, że gorzej być nie może życie jak na złość próbuje udowodnić, że jednak może. Samotnie wychowuję dwoje moich nastoletnich dzieci i zawsze dawaliśmy radę. Niestety, wydarzenia z maja tego roku postawiły nas w sytuacji, w której po raz pierwszy zwątpiłam w swoje siły.
Nasze życie zatrzymało się w miejscu, gdy w maju otrzymaliśmy diagnozę cukrzycy typu I u mojej córki Oliwki. Byłam w szoku. Widziałam, że Oliwka schudła, była bardzo zmęczona, ciągle odczuwała pragnienie. W miejscowym szpitalu nie mogli nam pomóc i karetką została przewieziona do Szczecina. Poziom cukru był zwiększony siedmiokrotnie! To nie był koniec rozpoczętego dramatu.

Przy okazji innych badań, na tarczycy zauważono guzki. Profilaktycznie zrobiono biopsję, przy której uspokajano nas, że to rutynowe badania i nie powinnyśmy się martwić. Ledwo wróciłyśmy do domu i starałyśmy się oswajać się życie z chorobą, gdy przyszły wyniki biopsji – nowotwór złośliwy IV stopnia. Wtedy pękłyśmy. Gdybym mogła oddać swoje zdrowie, życie za moje dzieci – zrobiłabym to bez wahania. Cały świat nam się zawalił.
W sierpniu Oliwka miała usuniętą całą tarczycę. Zaczęło się leczenie onkologiczne, na które dojeżdżamy prawie 500 km w jedną stronę. Młodszy syn został w domu i czeka na nas. Ja jestem przy córce i codziennie dzwonię do niego, martwiąc się, czy niczego mu nie brakuje. Bez pomocy finansowej nie damy rady. Koszty związane z leczeniem wykraczają poza nasz budżet. To jest moment, w którym muszę prosić o pomoc, bo inaczej nie poradzimy sobie.
17 listopada Oliwia trafiła na onkologię. Nie wiemy, co będzie za tydzień, na święta czy za rok o tej porze. Nie wiem, kiedy Oliwia wyzdrowieje – czy pójdzie na studniówkę, czy będzie pisała maturę ze swoją klasą, jak będzie świętować 18-stkę. Nowotwór budzi ogromny strach samą nazwą, ale my się nie damy. Nie możemy...
Agnieszka – mama Oliwki
- Wpłata anonimowa50 zł
- Rafał berlin200 zł
Mam nadzieje że wam sie uda przetrwać to trzymam kciuki
20 złZdróweczka życzymy
- Wpłata anonimowaX zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- toja5 zł
trzymaj sie