Dziewczyna, którą pochowano za życia...

Zbiórka zakończona
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 3 574 osoby
51 064 zł (100%)
Zbiórka na cel
Intensywna rehabilitacja dla Patrycji

Patrycja Runka, 32 lata

Kędzierzyn-Koźle, opolskie

Pourazowe pęknięcie wątroby, uraz czaszkowo-mózgowy z cechami obrzęku mózgowia, wieloodłamowe złamanie kręgu C2, odma opłucnowa, padaczka, kurczowe porażenie lewostronne, zespół psychoorganiczny

Rozpoczęcie: 29 Września 2017
Zakończenie: 4 Lipca 2018

Poprzednie zbiórki

36 274 zł (100,58%)
Intensywna rehabilitacja oraz wózek inwalidzki

4 254

24.03.2017 - 01.05.2017

Intensywna rehabilitacja oraz wózek inwalidzki

4 254

36 274 zł

24.03.2017 - 01.05.2017

Co czuje matka, kiedy jej walczącej o życie córce ktoś wyznacza termin pogrzebu? Kiedy każdy telefon, to telefon z kondolencjami? Kiedy lekarze na pytanie o to, co z jej dzieckiem uciekają wzrokiem i mówią, że nie ma żadnych szans? Że najlepiej przygotować się na najgorsze? Historia Beaty i Patrycji to historia o sile matczynej miłości i o sile wiary. Wiary we własne dziecko. Kilka miesięcy temu do walki o Patrycję stanęliśce również Wy. Dzięki Wam Patrycja znalazła się na drodze po swoją sprawność i dzielnie idzie do przodu. Bez pieniędzy na rehabilitację trzeba będzie z tej drogi zawrócić, bo cena za powrót do normalności jest niewyobrażalnie duża. Dla mamy Patrycji nie ma dzisiaj niczego ważniejszego, niż walka o córkę, dlatego decyduje się prosić Was o pomoc po raz drugi.

Byli młodzi, piękni, radośni. Chcieli bawić się i śmiać. To był maj, piękna pogoda. Kiedy ona wyszła z pracy, on już na nią czekał. Patrycja pocałowała go w policzek i zapięła kask. Łukasz odpalił silnik, a ona usiadła za nim. Objęła go w pasie i ruszyli. Nie mieli pojęcia, że to będzie ich ostatnia wspólna przejażdżka.

Patrycja Runka

Beata znowu nie mogła znaleźć telefonu, a ten dzwonił i dzwonił. Znalazła go w końcu w jakiejś kieszeni. Spojrzała na ekran — dzwonił syn. Rzucił tylko, że się spóźni, bo na Wojska Polskiego jest jakiś poważny wypadek i rozłączył się. Kobieta zaczęła drżeć. Nie miała pojęcia co to za wypadek, ale coś jej nie dawało spokoju. Biegała nerwowo po mieszkaniu, aż w końcu chwyciła ponownie za komórkę i oddzwoniła do syna. Chłopak opowiedział jej, że roztrzaskał się jakiś żółty motocykl, że ktoś leży na ulicy, a ktoś inny jest reanimowany w karetce. Mówił coś jeszcze, ale Beata już go nie słyszała… Rozłączyła się i zadzwoniła do córki, która już powinna wrócić z pracy. Trzęsącymi się rękoma wybrała numer, ale telefon Patrycji nie odpowiadał. Za każdym razem odzywał się tylko chłodny głos automatu informującego o tym, że abonent jest czasowo niedostępny. Wtedy wiedziała już wszystko.

Błysk kogutów, tłum ludzi i policjanci próbujący nie dopuścić gapiów zbyt blisko. Serce biło jej jak oszalałe, a w gardle czuła ucisk, kiedy biegła w stronę miejsca wypadku. Na nogach miała tylko klapki, tak bardzo jej się spieszyło. Musiała dowiedzieć się co się stało, bo nic nie szarpie nerwów bardziej niż niepewność. Kiedy przeciskała się przez tłum, poczuła na ramieniu czyjąś dłoń. Odwróciła się, znała tę dziewczynę.
 - Łukasz nie żyje, a Patrycję reanimują w karetce
Dalej Beata już nic nie słyszała. Nastała cisza, a potem pisk w uszach. Przez moment wydawało się jej, że traci wzrok…

Wiedziała, że jest źle, była na to przygotowana, ale to, co usłyszała w szpitalu, zwaliło ją z nóg. Stan jej córki był krytyczny: złamany kręgosłup, połamane żebra i przebite płuca, poważny uraz mózgu i rozszarpana wątroba. Lekarze nie dawali żadnych szans. Patrycję przewieziono do szpitala w Opolu, ale jeszcze na trasie musiała być dwa razy reanimowana. Nikt nie wierzył w to, że uda jej się przeżyć. Nikt poza jej matką. Choć lekarze mówili jej, że Patrycja w najlepszym wypadku będzie rośliną, to Beata nie dopuszczała do siebie tych informacji.

Kobieta coraz częściej odbierała telefony z kondolencjami. Po internecie zaczęła nawet krążyć informacja z terminem pogrzebu. Patrycję próbowano pochować za życia, ale ona wciąż walczyła, a matczynej wiary we własne dziecko nic nie było w stanie złamać. Beata jeździła do Częstochowy i na kolanach błagała Boga o to, by oddał jej dziecko. I wtedy stał się cud! Po wyjściu z Sanktuarium zadzwonił telefon. To był przyjaciel Patrycji, który był przy niej, kiedy Beata modliła się za nią w Częstochowie. Krzyknął do słuchawki - To działa! Patrycja otworzyła oczy, a jej mama wiedziała, że została wysłuchana.

Patrycja Runka

Życiu Patrycji nie zagrażało już niebezpieczeństwo, ale prognozy nie były optymistyczne. Jej stan nadal był ciężki, a lekarze powtarzali to, co na początku — uszkodzenie jest bardzo poważne, Patrycja będzie na poziomie noworodka. Dziewczynę przeniesiono na oddział neurologii. Nie było z nią kontaktu, aż do momentu, gdy zaczęła mówić w jakimś zupełnie niezrozumiałym języku. Czymś, co brzmiało jak mieszanka hiszpańskiego z portugalskim...

W końcu Patrycja trafiła do domu. Codziennie była rehabilitowana i wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Do czasu… Wreszcie Beata zauważyła, że wszystko zaczyna się cofać, że zamiast być lepiej — jest coraz gorzej. Niezłomna matka zaczęła szukać pomocy na własną rękę.

Na pierwszy turnus rehabilitacyjny do Krakowa pojechały w lipcu 2015 roku. Ten wyjazd otworzył Beacie oczy na wszystko. Na to, jak powinna wyglądać rehabilitacja, jakie sprzęty są potrzebne Patrycji. Poczuła, że jest we właściwym miejscu, a Patrycja szybko zaczęła robić postępy. Dziewczyna ma pourazową padaczkę i niedowład całej lewej strony ciała. Choć uszkodzenie jej mózgu jest nieodwracalne, to z uwagi na fakt, że jest młodą osobą ma jeszcze szansę na to, żeby wiele wypracować. Dzisiaj można z nią normalnie rozmawiać, a specjaliści twierdzą, że wciąż jest jeszcze szansa na to, że będzie chodzić.

Patrycja Runka

Dziewczynie nie udałoby się osiągnąć tak wiele, gdyby nie wiara i determinacja jej mamy. Kobiety, której cierpienie jest nie mniejsze niż cierpienie jej córki. Bo opieka nad osobą niepełnosprawną, to wyrzeczenie się samego siebie. Beata musiała zrezygnować z pracy, bo Patrycja ze względu na swój stan nie powinna zostawać sama w domu. Dziewczynę trzeba myć, przewijać, przenosić z wózka na łóżko. Dla drobnej kobiety to potworny wysiłek, bowiem Patrycja po lekach bardzo przytyła. Ból fizyczny jest jednak niczym w porównaniu z bólem psychicznym. Kiedy cierpi Patrycja, cierpi też jej mama — bo jak zareagować na sytuację, kiedy córka z rozpaczy wyrywa sobie włosy z głowy? Kiedy rzuca przedmiotami? Kiedy pyta matkę, dlaczego nie mogła umrzeć?

W takich momentach łatwo o to, by zwątpić, ale przecież są też te lepsze chwile. Te, kiedy Patrycję boli mniej, kiedy się uśmiecha. Kiedy dziękuję mamie i mówi, że ją kocha. Wie wtedy, że trzeba walczyć. Trzeba pracować i nie wolno się poddać. Najważniejsza dla dziewczyny jest rehabilitacja, której nie można przerwać, dzięki której Patrycja czuję się lepiej, a Beacie jest lżej. Rehabilitacja ma jednak swoją cenę. Cenę przekraczającą możliwości finansowe Beaty. Kilka miesięcy temu, dzięki Waszej pomocy, Patrycja rozpoczęła rehabilitację i otrzymała nowy wózek. Musimy walczyć dalej, bo przerwanie tego wszystkiego w tym momencie będzie oznaczało tylko jedno: stratę tego, co zostało osiągnięte. 

Patrycja Runka

Od wypadku minęły ponad dwa lata. Dwa lata, które wywróciły życie dwóch kobiet do góry nogami. Choć los tak okrutnie z nich zadrwił, nie zdołał zniszczyć tego, co najcenniejsze — matczynej miłości. Matczyną miłością nie da się jednak opłacić rehabilitacji. Te dzielne kobiety potrzebują naszej pomocy, by mogły dalej walczyć o powrót do normalnego życia, by kiedyś mogły jeszcze pójść na wspólny spacer...

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 3 574 osoby
51 064 zł (100%)