

PILNE❗️Guz mózgu w głowie młodej mamy! Ratujmy życie Pauliny!
Cel zbiórki: Protonoterapia, by ratować wzrok i życie Pauliny
Cel zbiórki: Protonoterapia, by ratować wzrok i życie Pauliny
Aktualizacje
Dobre wieści! Paulina przejdzie protonoterapię!
Kochani,
los Pauliny, młodej mamy dwóch małych chłopców, poruszył Wasze serca - udało się uzbierać ogromną kwotę na jej leczenie!
Dzisiaj Paulina zadzwoniła do nas z dobrymi wieściami. Udało jej się zakwalifikować na protonoterapię w Szwajcarii! Część kosztów leczenia pokryje szwajcarska kasa chorych. To, co będzie musiała zapłacić Paulina, uda się pokryć ze środków ze zbiórki!
Do ostatniej chwili nie wiadomo było, czy protonoterapia będzie możliwa - guz niestety zlokalizowany jest w bardzo trudnym miejscu, na nerwie wzrokowym... Na szczęście udało się. Przed Pauliną tygodnie chemioterapii, a potem protonoterapia, która ma doprowadzić do ostatecznego celu - zwycięstwa nad chorobą nowotworową, do tego, by Paulina żyła i wyzdrowiała!
Paulina jest młoda, pełna energii i woli życia, walczy - bo ma dla kogo! Jest piękna, zewnętrznie i wewnętrznie... Z całych sił trzymamy kciuki zaciśnięte za to, aby jej historia miała szczęśliwe zakończenie.
A Wam wszystkim dziękujemy z całego serca za wsparcia, za każdą wpłaconą złotówkę, za udostępnienia, modlitwy, moc dobrych myśli i słów. To dzięki Wam Paulina może walczyć o życie.
Dziękujemy! ❤️
Opis zbiórki
PILNE! W głowie Pauliny tyka śmiertelna bomba – guz mózgu… Potrzebna jest pomoc, by ratować jej życie! Guz naciska na nerwy wzrokowe, Paulinie grozi ciemność… Czekamy na kosztorys ze szpitala – szacowane koszty leczenia to około 300-400 tysięcy złotych!
Mam na imię Paulina, jestem mamą dwóch małych chłopców – Kacpra i Filipka… Mam 26 lat, za kilkanaście dni będę obchodzić kolejne urodziny. Mam też śmiertelną chorobę – kilka tygodni temu lekarze odkryli, że mam guza mózgu. Zawsze żyłam pełnią życia, myślałam pozytywnie, dziś jednak nie opuszcza mnie strach… Proszę o ratunek!

O chorobie dowiedziałam się w maju. Częste bóle głowy nie zwiastowały nic dobrego, cierpiałam na migreny, ale nigdy żaden lekarz nie skierował mnie na właściwe badania. W końcu przyszedł dzień, w którym ból był już nie do wytrzymania… Pojechałam do szpitala na ostry dyżur. Gdy z niego wyszłam, już nic nie było takie jak przedtem...
Badanie głowy nie pozostawiało złudzeń - guz mózgu. W tamtej chwili zawalił mi się świat. Jestem pielęgniarką, uwielbiam pracę z pacjentami. Wielokrotnie byłam świadkiem ich zmagań o zdrowie i życie. Robiłam wszystko, by służyć wsparciem, zapewniać profesjonalną opiekę, uśmierzać ból. Po raz pierwszy znalazłam się jednak po tej drugiej stronie… Teraz to ja jestem pacjentką, która znalazła się w śmiertelnym niebezpieczeństwie…
Rozpacz, strach, a razem z nimi mnóstwo pytań - co dalej? Co, jeśli przegram? Co będzie z moimi dziećmi, przecież to jeszcze mali chłopcy? Jeśli stracą mamę, kto się nimi zajmie równie dobrze, jak ja? Ta niepewność i lęk o ich przyszłość są czymś, co towarzyszy mi do teraz...

Natychmiast skierowano mnie do kliniki neurochirurgicznej, tam zrobiono kolejne badania. Po miesiącu usłyszałam, że prawdopodobnie jest to glejak, zlokalizowany w jednym z najgorszych możliwych miejsc - skrzyżowania nerwu wzrokowego. Wiedziałam, co to znaczy. Glejak to niestety jeden z najbardziej złośliwych i niebezpiecznych nowotworów mózgu… Ciężko go się leczy, często wraca. Odczekano dwa miesiące, by sprawdzić, czy guz rośnie i czy to oznacza, że jest złośliwy. Biopsja była niemożliwa do przeprowadzenia, ponieważ groziła mi utrata wzroku. Sprawdził się niestety najgorszy scenariusz lekarzy - guz rósł...
Jedyne, co czuję od 9 maja, czyli od dnia diagnozy, to strach… Strach, że stracę wzrok i nigdy nie ujrzę swoich chłopców. Strach, że stracę życie i moje dzieci będą wychowywać się bez mamy… Że będę tylko wspomnieniem… Nie mogę się poddać – muszę walczyć!
Radioterapia odpada w moim przypadku – guz zlokalizowany jest w takim miejscu, że groziłoby to całkowitą ślepotą… Moją szansą jest protonoterapia, w trakcie której wiązka leczenia jest wycelowana bezpośrednio na guz, niszczy więc komórki nowotworowe, ale nie pozostałe. Czekam na decyzję konsylium lekarskiego z Szwajcarii, jestem w kontakcie też ze Szpitalem w Monachium. Już teraz wiem, że będą to olbrzymie koszty, których sama nie jestem w stanie udźwignąć. Może być tak, że z dnia na dzień dowiem się, że leczenie muszę rozpocząć natychmiast…

Głowa boli mnie codziennie, ale staram się uśmiechać mimo bólu… Jest tak dotkliwy, że od maja nie mogę pracować… Wierzę, że pokonam chorobę, że czeka mnie jeszcze wiele wspaniałych lat, podczas których pokażę moim chłopcom, jak wspanialy jest świat… Aby jednak tak było, muszę tu być…
Proszę, pomóż mi, bym mogła żyć dla siebie i dla swoich dzieci!
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa5 zł
- Wpłata anonimowa10 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa30 zł
- Wpłata anonimowa20 zł