Ratując człowieka, prawie zginąłem... Pomóż mi znów być zdrowym tatą

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 317 osób
15 307 zł (16,31%)
Brakuje jeszcze 78 514 zł
Wesprzyj Wesprzyj
Zbiórka na cel
rehabilitacja w specjalistycznym ośrodku - jedyna szansa na pełną sprawność

Paweł Kabat, 47 lat

Przystanki, wielkopolskie

stan po wypadku: uraz wielonarządowy, uraz kręgosłupa, odbity rdzeń kręgowy, obustronne złamanie żeber i mostka, poważne uszkodzenie nerwu obwodowego

Rozpoczęcie: 3 Stycznia 2019
Zakończenie: 1 Sierpnia 2020

05 Czerwca 2019, 13:55
Paweł znów trafił do szpitala!

Dostaliśmy wiadomość od partnerki Pawła: 

Po powrocie do domu Paweł rozpoczął intensywną, domową rehabilitację. Jego stan stopniowo się poprawia. Niestety, na naszej drodze pojawił się kolejny problem, Paweł znów trafił do szpitala, konieczne jest włączenie żywienia dojelitowego, obecnie podłączone jest żywienie dożylne. Na czas regeneracji trzustki to jedyna opcja. 

Paweł Kabat

Nie wiemy, jak długo potrwa ta sytuacja, ale jedno jest pewne, na ten czas musimy zrezygnować z turnusów rehabilitacyjnych i możemy prowadzić wyłącznie zajęcia ze specjalistami w domu. 

Paweł wciąż potrzebuje pomocy!  

Paweł marzy tylko o sprawności. Cichy bohater prawie zginął podczas ratowania innego pracownika budowy. Nie wiedział, że jeden dzień całkowicie zmieni jego życie. Zabierze sprawność, marzenia i uwięzi w szpitalnej sali na długie miesiące. Uniemożliwi nawet zobaczenie ukochanej córeczki, Wiktorii...

Karolina, partnerka Pawła: 31 sierpnia 2018 roku. Ten dzień zapadnie w mojej pamięci na zawsze… Zaczął się jak każdy inny, zjedliśmy śniadanie, ja zostałam z córeczką, a Paweł pojechał do pracy. Nie spodziewałam się, że mówiąc szybkie „do widzenia” żegnam się z tą wersją Pawła, którą znałam od lat...

Paweł Kabat

Paweł: Lato na budowie to zawsze mnóstwo zadań. Praca murarza sprawiała, że wciąż miałem coś do zrobienia. W ostatni dzień sierpnia od rana zabrałem się do obowiązków. Nagle usłyszałem przeraźliwe wołanie o pomoc. Pobiegłem sprawdzić, co się dzieje. Na jednego z pracowników przewróciły się ważące kilka ton okna. Wspólnie z kolegami udało nam się go uratować. Na szczęście jemu nic się nie stało. Wracałem na swoje miejsce pracy, kiedy to okna przygniotły mnie… Ważyły ponad 600 kilogramów. Pierwsze, co poczułem, to ogromny ból... A później cały świat zniknął…

Karolina: W moich drzwiach pojawiła się żona właściciela firmy. To ona przekazała mi tragiczną informację, że wydarzył się wypadek... Przerażona pojechałam do szpitala. W drodze odebrałam telefon, Paweł powiedział, że wszystko będzie dobrze, że będzie walczył. Wzięłam to za dobrą monetę, był przytomny. Kiedy dotarłam na miejsce, trwała operacja, docierały do mnie szczątki informacji. Coraz tragiczniejszych…

Po operacji Paweł zapadł w śpiączkę. Miał rozległe obrażenia: uraz wielonarządowy i kręgosłupa, odbity rdzeń kręgowy, złamanie żeber i mostka, poważne uszkodzenie nerwu obwodowego… To był dopiero początek. Przez długi czas nie wiedziałam, co będzie dalej. Paweł nie odzyskiwał przytomności. Lekarze niewiele mówili. Gdy pytałam o realne szanse, nikt nie chciał mnie o niczym zapewniać. Dzieliłam czas pomiędzy opieką nad roczną córką a odwiedzinami w szpitalu. Nie miałam czasu myśleć. W końcu Paweł się obudził… To był cud. Przez pierwsze dni był otumaniony lekami, potem zaczął kontaktować… Rozpoczął pracę z prywatnym rehabilitantem, pojawiły się pierwsze postępy. Malutki promyk nadziei, że jeszcze może być dobrze. A później kolejne ciosy,  operacje, przerwanie prywatnej rehabilitacji. Paweł stał się cieniem samego siebie.

Musiałam być silna dla Wiktorii, nasza półtoraroczna córeczka woła „tata” i szuka go w domu. Z czasem mam wrażenie, że zaczęła go zapominać… Ich ostatnie spotkanie odbyło się w Święta Bożego Narodzenia. Nie mogłam powstrzymać łez, musiałam uciec do innego pomieszczenia. Paweł chce już wrócić do domu, tęskni, pobyt w szpitalu wykańcza go fizycznie i psychicznie. Niedługo dostanie wypis. Przede mną perspektywa opieki nad dzieckiem i Pawłem. Mój partner, który zawsze był pełen energii, pracował i zarażał uśmiechem, teraz leży w łóżku i nie jest w stanie samodzielnie się podnieść, chodzić czy ubrać.  Przed nim długa i bardzo trudna droga, żeby odzyskać sprawność… Będę mu pomagać, ale sama nie dam sobie rady.

Paweł Kabat


Paweł: Jeszcze pół roku temu mogłem wszystko, teraz poruszenie palcem u stopy jest dla mnie wysiłkiem, na który mogę sobie pozwolić dosłownie kilka razy dziennie. Nie mogę wziąć na ręce własnego dziecka. Nie mogę obserwować kolejnych kroków Wiktorii. Kiedy patrzę na Karolinę, wiem, że ukrywa przede mną swój strach. Wiem, że jest jej ciężko… Nie chcę zostawiać jej samej. Chcę być ojcem, mężem, mężczyzną. Tylko i aż tyle.


Karolina: Naszą jedyną nadzieją jest intensywna rehabilitacja w prywatnym ośrodku. Jedynie dzięki niej Paweł będzie mógł być znów być sprawny i samodzielny… Tylko intensywne oddziaływanie na mięśnie, połączone z ciężką pracą Pawła, może przywrócić, chociaż część sprawności. W sprawie toczy się postępowanie karne. Może potrwać wiele lat, a w leczeniu Pawła liczy się tu i teraz. Każda wpłata to mały krok na drodze do odzyskania zdrowia. Każda złotówka zwiększa szanse na to, że już niebawem Paweł weźmie na ręce Wiktorię... Proszę, pomóż nam spełnić jedyne marzenie, marzenie o normalności, o tym, by było tak, jak przed wypadkiem...

Pomogli

Ładuję...

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 317 osób
15 307 zł (16,31%)
Brakuje jeszcze 78 514 zł
Wesprzyj Wesprzyj