
TRAGEDIA❗️Zabezpieczenia nie wytrzymały i Piotrek spadł z 13 metrów❗️Potrzebna pomoc❗️
Cel zbiórki: Roczna rehabilitacja neurologiczna, leczenie
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
1 wspierający co miesiącTu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiąc- Anonimowy Pomagaczzaczyna wspierać co miesiąc
Cel zbiórki: Roczna rehabilitacja neurologiczna, leczenie
Opis zbiórki
20 lipca 2026 roku nasze życie legło w gruzach. Nasz ukochany syn uległ tragicznemu wypadkowi. Spadł z wysokości 13 metrów podczas wspinaczki skalnej.
Ponad dwa lata temu ukończył międzynarodowe szkolenie IRATA i rozpoczął pracę jako alpinista przemysłowy. Jednak jego prawdziwą pasją stała się wspinaczka skalna. Niemal codziennie wspinał się w skałkach w Krakowie i okolicach, a gdy pogoda nie sprzyjała, ćwiczył na sztucznych ściankach. Czytał, szkolił się i gromadził sprzęt. Z dumą pokazywał miejsca, gdzie wyznaczył własne trasy. Lubił to, co robił, a jeszcze bardziej cenił ludzi, których spotykał. Budował relacje i tworzył atmosferę swobody i dobrej energii. Przez lata zgromadził grono wspaniałych przyjaciół, którzy są przy nim także dziś.
I nagle wszystko się zmieniło.
Wieczorem odebrałam telefon z informacją, że Piotrek spadł podczas wspinaczki i został zabrany helikopterem do Szpitala Uniwersyteckiego. Ziemia usunęła mi się wtedy spod nóg. W jednej chwili moje życie się zatrzymało. Każda sekunda drogi do szpitala wydawała się wiecznością. Z SOR odesłano nas na neurochirurgię. Piotrek był na sali operacyjnej. Nie wiedzieliśmy, ile to potrwa ani co się stało. Mieliśmy czekać.

A to czekanie było zabójcze. Lekarze walczyli o życie najbliższej mi osoby, mojego syna, a ja nie mogłam nic zrobić. Wysyłałam wiadomości z prośbą o modlitwę do wszystkich bliskich i próbowałam ustalić, co się wydarzyło. W końcu dotarliśmy do osoby, która wspinała się razem z Piotrkiem. Dowiedzieliśmy się, że Piotrek wspinał się tradowo – z własną asekuracją – i odpadł, gdy był już niemal na szczycie skały. Założone zabezpieczenia nie zadziałały. Spadł z wysokości około 13 metrów.
To, że przeżył do czasu przyjazdu strażaków i ratowników Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, zawdzięczamy akcji reanimacyjnej prowadzonej przez lekarza, który wspinał się obok i był świadkiem wypadku.
Po przyjeździe służb stan Piotrka określono na 3/15 w skali GCS – najniższy możliwy wynik, oznaczający bezpośrednie zagrożenie życia. Wprowadzono go w śpiączkę farmakologiczną i zaintubowano. Został natychmiast zakwalifikowany do operacji ratującej życie z powodu urazowego krwotoku podtwardówkowego i ogniskowego urazu mózgu. Układ komorowy uległ przemieszczeniu o 8 mm w prawą stronę. Do tego doszło wieloodłamowe złamanie kości czaszki i twarzoczaszki, kości nosa oraz oczodołu. Neurochirurdzy wykonali kraniektomię odbarczającą i usunęli ostry krwiak podtwardówkowy.
Czekaliśmy na korytarzu, nie mogąc złapać tchu. Lekarze opisywali zabiegi i przygotowywali nas na najgorsze. Miałam wrażenie, że śnię, że to nie dzieje się naprawdę.
W końcu wpuszczono nas na OIOM. Leżała tam nieruchoma postać – zabandażowana głowa, spuchnięta twarz, której nie rozpoznawałam, liczne rany i potłuczenia na całym ciele. Mój syn. Mogłam dotknąć jego ręki – była zimna. Leżał podpięty do aparatury podtrzymującej życie, otoczony dziesiątkami rurek i urządzeń.
Operacja usunięcia krwiaka była dopiero pierwszym krokiem. Nadal istniało ryzyko wzrostu ciśnienia wewnątrzczaszkowego, braku możliwości samodzielnego oddychania, a także porażenia prawej strony ciała z uwagi na uszkodzenie lewej półkuli mózgowej. Strach nas nie opuszczał. Pomimo że mogliśmy być przy jego łóżku na OIOM-ie tylko dwie godziny dziennie, nasze myśli i emocje cały czas krążyły wokół Piotrka. Wylaliśmy morze łez. Setki ludzi, rodzina, znajomi... modliliśmy się za jego zdrowie i życie.
Lekarze podjęli decyzję o kolejnej operacji – stabilizacji złamań kości twarzoczaszki i lewego oczodołu. Następnego dnia rozpoczęto stopniowe wybudzanie. A Piotrek każdego dnia udowadniał wszystkim, że jest silny i walczy. Ciśnienie nie wzrosło. Obrzęk mózgu powoli się zmniejszał. Piotrek wybudził się, a następnie zaczął samodzielnie oddychać.

Cuda się zdarzają.
W niecały miesiąc po wypadku stan Piotrka jest stabilny i wraca on do sprawności fizycznej. Jednak życie po takim wypadku nie będzie już takie jak wcześniej. W wyniku uszkodzenia lewej półkuli mózgowej cierpi na afazję. Za kilka miesięcy czeka go kranioplastyka – rekonstrukcja czaszki.
Od momentu wypadku płynęło do nas ogromne wsparcie od setek osób. W tragedii, jaka na nas spadła, każdy chciał pomóc – lekarze, rodzina, przyjaciele i wielu ludzi przejętych losem naszego ukochanego syna. W tamtym czasie jego stan zdrowia był ciągle niepewny. Nie wiedzieliśmy, co przyniesie każda kolejna godzina. Dziś, po czterech tygodniach walki, wiemy już, co nas czeka i możemy się na to przygotować.
Lekarze oceniają, że rehabilitacja neurologiczna po takim urazie potrwa od roku do nawet dwóch lat. A ja wiem, bo znam dobrze mojego syna – poradzi sobie i wyzdrowieje. Zawsze był silny, wytrwały i nie poddawał się łatwo.
Jednak koszty długofalowej rehabilitacji neurologicznej przekraczają nasze możliwości finansowe. Dlatego zwracamy się z prośbą do wszystkich ludzi dobrej woli o wsparcie. Każda wpłata i każde udostępnienie przybliżają Piotrka do odzyskania sprawności i powrotu do aktywnego życia.
Z całego serca dziękujemy za każdą okazaną pomoc.
Mama Piotrka
- Wpłata anonimowa200 zł
- Mateusz Bobak50 zł
- m20 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa100 zł