
Wyszedł do pracy, do domu już nigdy nie wrócił... Ratujemy Piotra!
Cel zbiórki: Pobyt w ośrodku rehabilitacyjnym
Cel zbiórki: Pobyt w ośrodku rehabilitacyjnym
Opis zbiórki
Chwile, które ciągną się za nami cieniem do końca życia, o których nie da się tak po prostu powiedzieć bez żalu i smutku do nieobliczalnego losu. To momenty, które bez jakiejkolwiek zapowiedzi, bez przygotowania na najgorsze, zmieniają bieg naszego życia o 180 stopni i zostawiają z bagażem, który każdego dnia coraz trudniej nam nieść.
Wiadomość o wypadku Piotra spadła na naszą rodzinę jak grom z jasnego nieba. To miał być dzień, jak każdy inny. Mąż wyjechał do pracy, a my z córką czekałyśmy już na moment, kiedy znów wróci do domu i będziemy mogli wspólnie spędzić czas. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że dojdzie do tragedii. Żyłam wciąż wyobrażeniem rodzinnej sielanki, której nic nie jest w stanie zaburzyć. Kiedy wszystko się układa, nie dopuszczamy do swoich myśli, że może zdarzyć się coś złego, a później, gdy dociera do nas w końcu przerażająca wiadomość, atakuje nasze bezbronne serce ze zdwojoną siłą.

Dowiedziałam się, że Piotr zasłabł, przewrócił się na podłogę, uderzając jednocześnie głową o szafkę. Doszło do poważnego urazu kręgosłupa, którego konsekwencją okazało się porażenie czterokończynowe. Uszkodzona była również przepona Piotra, dlatego nie mógł samodzielnie oddychać i lekarze musieli podłączyć respirator. Żywienie było podawane jedynie przez sondę.
Przez półtora miesiąca byłam przy nim, gdy walczył o życie na oddziale intensywnej terapii. Trzymałam go za rękę, gdy wydawało się, że jego organizm już się poddał. Piotr przeszedł zapalenie płuc, po którym często występowały u niego gorączki. Później stwierdzono niedrożność jelit, niewydolność nerek i zatrzymanie krążenia spowodowane uszkodzeniem rdzenia i przepony.
Nadzieja - to ona pozwalała mi ufać, że wszystko skończy się dobrze, że dopóki się nie poddamy, dopóki będę przy nim, uda nam się z tego wyjść cało. Wiedziałam, że nawet jeśli w naszym życiu nic nie będzie już takie samo jak wcześniej, mamy coś znacznie ważniejszego niż beztroskie życie - siebie nawzajem tęskniących za ponownym spojrzeniem sobie w oczy, wspaniałą córkę, która czeka na powrót ukochanego taty do domu.
Obecnie mąż przebywa w ośrodku rehabilitacyjnych, gdzie ma zapewnioną specjalistyczną opiekę. Koszty pobytu są jednak ogromne, w naszej obecnej sytuacji wręcz nie do udźwignięcia samodzielnie, dlatego piszę do Państwa ten apel, rozpaczliwą prośbę o pomoc w zebraniu środków na niezbędną rehabilitację, która jest ratunkiem dla mojego męża i kochającego ojca.
Aneta - żona
- Agnieszka200 zł
- Wpłata anonimowa200 zł
- Janina i Józef Taras500 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
- Sąsiadka20 zł
- Monika Taras-Sroka200 zł
Modlimy się i trzymamy kciuki za powrót do zdrowia Piotra