PILNE! Staś potrzebuje szybkiej pomocy.

Posiłki w szpitalach
organizator skarbonki

Cena za życie mojego synka to ponad trzysta tysięcy złotych. Tyle potrzeba, żeby urodził się w ośrodku kardiochirurgicznym, gdzie po porodzie od razu trafi na stół operacyjny, by jego serce dalej mogło bić. Datę porodu wyznaczono na 7 grudnia. Do tego czasu musimy zebrać kwotę, która jest astronomiczna. Chce mi się krzyczeć, bo Staś może żyć, ale jego życie zależy od pieniędzy, których nie mamy. Jedno dziecko już straciliśmy, zanim jeszcze zdążyło przyjść na świat… Nie wyobrażam sobie, że to samo może stać się ze Stasiem. Dlatego błagam o pomoc, o to, żeby uratować mojego synka.




Dwie kreski na teście ciążowym były dla nas najlepszym prezentem na majówkę. Czekaliśmy na to miesiącami. Staś jest chcianym dzieckiem, wyczekanym, ukochanym… Świat rozkwitał, a we mnie rozwijało się nowe życie. Pierwsze badanie wykazało to, co najważniejsze – że Staś będzie zdrowy. Nie mieliśmy powodów do obaw. Drugi września 2016 roku - tego dnia nie zapomnimy do końca życia. Właśnie wtedy całą rodziną udaliśmy się na badanie połówkowe, drugie badanie prenatalne Stasia, ale pierwsze, na które zaprosiłam jego Tatę i starszego braciszka Stasia. Badanie miało być rutynowe. Cieszyliśmy się, że w końcu będziemy mogli pokazać Jasiowi młodszego braciszka, na którego tyle czekał, chcieliśmy też zobaczyć zdjęcia twarzy naszego synka w 3d, żeby rozesłać je rodzinie i przyjaciołom.

Ten dzień był końcem naszych marzeń o beztroskim życiu w czwórkę. Złamała je diagnoza, postawiona tak nagle, tak po prostu, tak bez uprzedzenia - "krew nie przepływa jak należy przez lewą komorę, kieruję państwa na powtórne USG prenatalne, a stamtąd do kardiologa" - to usłyszeliśmy. I odgłos wydruku wielu zdjęć, potwierdzających śmiertelnie niebezpieczną wadę serca zamiast ślicznej buźki naszego Stasia.

Kolejne dni były koszmarem, okupionym depresją, płaczem, pytaniami: DLACZEGO MY??? Przecież jesteśmy młodzi, zdrowi. Czekaliśmy na Stasia tyle czasu, już zdążyliśmy go pokochać! Powtórne badania prenatalne i kardiologiczne potwierdziły to, że nasz synek ma wadę serca. Usłyszeliśmy - HLHS, hipoplazja (czyli niedorozwój) lewej komory serduszka. Ugięły mi się nogi. Z ust lekarki padło mnóstwo druzgocących słów: "to nie ma sensu”, „po co to komu”, „nie wolicie kolejnego, zdrowego zamiast tego...?” Powiedziano, że mogę usunąć ciążę, dano mi wybór, ja jednak postanowiłam walczyć o życie synka..




Kolejne badanie echa serca podniosło nas na duchu i dało nadzieję. „Takie dzieci da się uratować, żyją normalnie” – usłyszeliśmy. Dokładnie wytłumaczono nam, na czym polega leczenie Stasia – jest trójetapowe, składające się z 3 operacji, pierwszej zaraz po urodzeniu dziecka i kolejnych dwóch w dalszych miesiącach życia. Skontaktowaliśmy się z rodzicami  dzieci z tą wadą serca i ze zdumieniem oglądaliśmy ich zdjęcia: na rowerkach, na basenie, na placu zabaw, w szkole, na wyższych uczelniach... Jedyne, co fizycznie różni te dzieci od zdrowych to blizna w okolicy mostka po przeprowadzonych operacjach. Ale poza tym są śliczne, wesołe, rozbrykane... I żyją! Wszystkie dzieci z tej grupy łączy też jedno - były operowane rękami człowieka wybitnego w swojej dziedzinie, dziecięcego kardiochirurga profesora Edwarda Malca, operującego w szpitalu w Munster, znanym w całej Europie ośrodku kardiochirurgicznym.

Jeśli Staś urodzi się właśnie tam, ma największe szanse, żeby żyć. W drugiej dobie po porodzie przejdzie już operację swojego malutkiego serduszka, inaczej nie ma szans na przeżycie. Podczas operacji wydarzyć się może absolutnie wszystko, ale przeprowadzenie jej w Munster przez Profesora Malca redukuje możliwość niepowodzenia do minimum. Profesor operował już wiele noworodków z takimi wadami, ma ogromne sukcesy w leczeniu dzieci z HLHS. Mało który lekarz przeprowadza operację na tak malutkich sercach… W walce o życie Stasia liczy się dla nas każdy promil szansy na to, że się uda,  a nigdzie nie dają nam większych szans niż w Munster! Musimy jechać właśnie tam.




Przeżywam dramat, bo kocham moje dziecko, kocham je z całych sił, dlatego walczę o jego życie. Tyle mówi się teraz o dzieciach nienarodzonych, ale my w walce o życie Stasia jesteśmy pozostawieni sami sobie - 7 grudnia muszę już być w szpitalu w Munster, do tego czasu musimy wpłacić potrzebną kwotę, a skąd ją wziąć?! Nie ma możliwości, abym urodziła w Polsce, a Staś tuż po porodzie został przetransportowany do Niemiec. To byłoby zbyt niebezpieczne.

Każdego dnia modlę się o to, by zamiast tragicznej, móc przekazać rodzinie wiadomość szczęśliwą, że Staś JEST, że ŻYJE, że rośnie, bryka, budzi nas sto razy w ciągu nocy na karmienie i ani myśli spać, jak każdy zdrowy noworodek. Modlę się, żeby po prostu z nami był. Ani przez chwilę nie zwątpiłam w sens ratowania go, bo wiem, że może żyć jak inni. Dzieci z hipoplazją lewej komory normalnie żyją, nie odbiegają w rozwoju od rówieśników. Po prostu szybciej się męczą. Bardzo prosimy o pomoc w wypełnieniu Stasiowej połowy serduszka wsparciem, wiarą i miłością. Prosimy, pomóżcie nam ratować nasze dziecko.

Wsparli

X zł

Anonim

10 zł

M. S.

5 zł

Anonimowy Pomagacz

5 zł

Anonimowy Pomagacz

10 zł

Ina

20 zł

Anonimowy Pomagacz

Pokaż więcej

Darowizny trafiają bezpośrednio na zbiórkę charytatywną:
6%
650,64 zł Wsparło 27 osób CEL: 10 000 ZŁ