Rakowi wspak 2

Agniesz Ka
organizator skarbonki

Żona Irka - Joanna, z chorobą zetknęła się już w dzieciństwie, jej brat chorował na ciężką odmianę autyzmu. Sytuacja w domu przygotowała ją (choć wtedy jeszcze o tym nie wiedziała) do tego co miało nastąpić za kilkanaście lat...

W liceum spotkała swoją pierwszą miłość, z tego związku urodziła się córeczka, jednak nie przetrwał on próby czasu - zostały same. Poza rezygnacją ze studiów i obowiązkami związanymi z samotnym wychowywaniem malutkiej, doszły nerwy związane z czterema kolejnymi jej operacjami (gdy dziecko miało 1,5;2,5; 5 i 10 lat).

Czternaście lat temu Joanna poznała Irka, uczucie spadło na nich jak grom z jasnego nieba, wzięli ślub po 3 miesiącach znajomości. Urodziła się kolejna córka, która ma teraz kilkanaście lat.
W roku 2012, tuż przed Wielkanocą, okazało się, że Joanna jest w ciąży, a Irek... ma raka nerki. Nerkę trzeba było usunąć, bo guz okazał się większy od niej. Po roku od operacji u męża Joanny pojawiły się przerzuty do płuc, które pomimo leczenia rosły.
W 2016 roku lekarz powiedział do męża Joanny wprost: "Nie mam Panu już nic więcej do zaoferowania".

"Człowiek, który wie, że jest bardzo chory, ale mimo to czuje się w miarę dobrze, pracuje i żyje, słyszy od lekarza, że czas przygotować się na śmierć? O nie, na to pozwolić nie mogłam i nie pozwoliłam" mówi żona Irka.
"Internet stał się moim sprzymierzeńcem. Setki stron, tysiące informacji i miliony pytań - co robić (...)? Zdecydowaliśmy się na leczenie naturalne, jednak ono kosztuje i to dużo"
Z pomocą przyszli dobrzy ludzie zapoznani przez Internet - to oni zorganizowali pierwsze zbiórki pieniędzy, by małżeństwo nie traciło nadziei, nawet jeśli to leczenie miałoby nie pomóc.
O dziwo, choroba zwolniła, jednak nie zatrzymała się...

"To był czas, kiedy myślałam że zwariuję ze strachu. Brakowało pieniędzy, nie wiedzieliśmy co robić, a na plecach czuliśmy oddech śmierci. W Internecie znalazłam informację o leku OPDIVO, który w większości krajów Europy jest refundowany na czerniaka, raka płuc i raka nerki - niestety w Polsce refundacja dotyczy jedynie czerniaka. Od tego czasu co 2 tygodnie kupujemy dwie ampułki, które kosztują aż 11 000 zł. Jest to możliwe dzięki pełnym empatii ludziom rozumiejącym nasz strach, ludziom, którzy chcą pomóc. To dzięki nim, nie musiałam nigdy wypowiedzieć słów: Kochanie wybacz, że dałam ci nadzieję, ale nie podołałam i zabrakło nam pieniędzy na dalsze leczenie" mówi Asia.

Joanna ciągle prosi, wręcz żebrze o wsparcie. Jej desperacja jest tym większa, że wie jak spektakularne działanie ma lek. Z każdym kolejnym badaniem tomografem okazuje się, że guzy znikają, maleją, a nacieku już prawie nie ma. Niestety maleją też fundusze, pieniędzy zostało na miesiąc leczenia - LECZENIA, KTÓRE DZIAŁA.

Irek ma dla kogo żyć, ma córki i małego synka, ma żonę, która świata poza Nim nie widzi. Pomóżcie zdobyć brakującą do zakończenia kuracji, niebagatelną kwotę 176 000 zł.

Proszę, przekażcie darowiznę lub/i udostępnijcie: https://www.siepomaga.pl/rakowi-wspak2
https://www.siepomaga.pl/ireneusz-palinker

Wyślijcie SMS pod numer 72365 o treści S6370 (koszt 2,46 brutto, w tym VAT)

Dziękuję w imieniu Joanny i Irka.

-------------------------------------------------- --------------

We picked up the results today and it turns out that the treatment works. Stabilization has been achieved, one huge tumour is gone, the other one has decreased and the rest have stopped growing. Finally thanks to You and plenty of wonderful people we can take a deep breath and gather strength for continued fight. However, to fight, we need money and we’re running out of money for the next doses.
My husband has received 10 doses so far (one every two weeks). The treatment must continue as otherwise we’ll be back at the starting point. I beg you for help, I cannot give up now.


Joanna, Irek’s wife
When I found out that my husband has cancer I was at the beginning of my pregnancy. I couldn’t feel happy about becoming a mother. All I could see around was death. I kept thinking that one life is about to begin while another one is coming to an end. Therefore our son bears the same name as his father…
How am I supposed to soothe my pain and be strong if I am at the end of my tether. It’s so hard not to be able to cry in someone’s arms, because the person who used to give me support, needs support himself now and I cannot show that I am afraid. I cannot break down because he would break down too. It’s so hard to hid my emotions when there’s so much sorrow, bitterness and hopelessness inside of me. I know that life is not simple and nobody said it was going to be easy but nobody said it was going to be so hard either. Why? Why do good people encounter what’s worst? Maybe it would be better never to love so as not so suffer when you are about to lose the one you love…


Our nightmare started 6 years ago. Even though Irek had had back pain before, nobody supposed it could be cancer. Only when haematuria appeared doctors decided to proceed with a scan. Even they were scared by what they saw – a horrible tumour took the whole kidney. The first thing that crossed my mind then was death. But we have children, two adolescent daughters. How are they supposed to grow up without a father? A few days after the diagnosis it turned out that I was pregnant and we would be parents again. What did I feel. I guess only feared. I was so scared that Irek would never see his third child.
The tumour was so large that the whole kidney had to be removed. The first prognosis was disastrous, but Irek made it to his son’s birth. It seemed we were on the right track, managing to get the disease under control, however when it seemed that we were winning, the tumour hit twice as hard, showing us how naïve all our plans and dreams were. I tried to be strong, but that was only a mask. I would hide in the bathroom so that nobody would see me and I cried. Later, I wiped away my tears, put the regular smile on my face and came back to my husband and kids. I couldn’t help crying only once. When I saw husband being taken away to a lung surgery. I asked the doctors to set a date after the first birthday of our son, I wanted Irek so much to be present at that occasion. When I caught his hand in the hospital corridor back then, something snapped inside of me. I was afraid that it was the last time I saw him alive. I couldn’t help the tears running down my cheeks…

The rhythm of our life was dictated by subsequent chemotherapies. Once it was better, another time it was worse, however the tumour wouldn’t let go. There were more and more metastasis. At some point there were so many of them that doctors stopped marking them at scans. Eventually they gave up. They told my husband that medicine could no longer help him…
I didn’t want to wait for a miracle. All that Irek had left was me and I only had him. I couldn’t let him pass away. I knew there must be some way, some method to help my husband. I started reading about natural treatments. I got to know people who are alive thanks to them. We tried everything, because what else was there for us to do? For vitamin C infusions we spent all our savings. We managed to stop the progression of the disease, however it was already too late to beat it completely. The disease slowed down but it did not stop – we could not eliminate the largest tumours…
We had almost lost the rest of hope, when we found the Czech professor Stanisław Czudek who is a great specialist known in the world for tumour treatment. He suggested treatment with Opdivo – a modern and proven medicine which has already helped many sick people. In the Czech Republic this medicine is fully reimbursed for all the patients whereas in Poland only for those who those who suffer from melanoma. It doesn’t matter than abroad also people with kidney cancer are treated with the same medicine – there’s no chance for reimbursement in Poland. People like my husband can get a prescription for this wonderful medicine, but we must by from our own pocket…


I love Irek so much and I am so scared that I will lose him. I’m doing all I can to get money for his treatment. Sometimes I only sleep a few hours a day. I have already thought about moving to the Czech Republic. We would live there, pay our taxes there and Irek could get his treatment. However, I cannot leave my autistic brother and father who has had a stroke. Who will take care of them if I leave?
At the beginning only the closest ones knew about my husband’s illness. Now, we have no choice – we must open up as otherwise there’s no chance for Irek to survive. Opdivo is the last chance medicine for us. There won’t be another chance. We’re running out of time as cancer is like a time bomb which can kill any moment. Someone said once that health is more important than money, however I can see that only money can buy you health.


A few days ago I got the prescription for the first dose of the medicine, but we cannot pay for it. I am afraid that I will have to take my husband’s hope away now that he’s finally found some hope. It’s very difficult for me to ask strangers for money, but otherwise I won’t be able to save my husband who is the sense of my life and the father of our three children. That’s why I am begging you to help us! Give my husband life and our children a father….

Wsparli

13 zł

Karolina

30 zł

Flaczek Joanna

Dla Pana Irka
38 zł

Monika Herba

62 zł

AniaMi

30 zł

Anna Adamczewska

kolczyki, wisiorek
50 zł

Monika Pietrzak

licytacje (medalion + kolczyki x2)

Pokaż więcej

Darowizny trafiają bezpośrednio na zbiórkę charytatywną:
Wsparło 319 osób
11 818 zł (107%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość