Rak wtargnął w moje życie i chce je odebrać! Walczę, ale tracę siły...

Potrzebujący zweryfikowany przez Fundację Siepomaga
11 624,66 zł
Wsparły 243 osoby
Wesprzyj Wesprzyj
Zbiórka na cel
Innowacyjne leczenie raka w klinice w Berlinie - ostatnia nadzieja Celiny

Celina Knotek, 48 lat

Stargard, zachodniopomorskie

Nowotwór złośliwy jajnika z przerzutami

Rozpoczęcie: 17 Października 2019
Zakończenie: 17 Stycznia 2020

12 Listopada 2019, 11:36
Walka Pani Celiny trwa...

Jest ciężko, bardzo ciężko... Najgorsze jest to, że chory zostaje pozostawiony sam sobie. Gdybym nie dowiadywało się wszystkiego sama, nie miałabym już żadnej nadziei...

27 listopada jadę znów do Berlina, mam nadzieję, że lekarz wtedy już podejmie decyzję co do mojego dalszego leczenia. Z zebranych dotychczas dzięki Wam środków mogę opłacać konsultacje i niezbędne badania. Ciągle mam wiarę...

Celina Knotek


Cały czas biorę chemię, jestem wyczerpana. Najgorsze, że wcześniej mówili mi, że nie ma innego leczenia. Gdy dowiedziałam się o Avastinie, lekarka przyznała, że jest taka możliwość, ale muszę załatwić to sobie sama...

Szukam szpitala, który zgodzi się mi pomóc. Jeśli się nie uda, prawdopodobnie będę musiała sprowadzać lek z Niemiec. Jednak zarówno tam, jak i tu, terapia będzie kosztować krocie, ponieważ NFZ nie zrefunduje mi leczenia.

Proszę, bądźcie ze mną...

*****

Grudzień:

Badania Pani Celiny w Niemczech zostały przesunięte prawdopodobnie na styczeń 2020 roku z powodu braku wyników badań w Polsce - pani Celina cały czas na nie czeka i kontynuuje chemioterapię. Trzymajcie kciuki...

Szczęście - tak ulotne, tak niepewne… Czułam je, przez chwilę, gdy znalazłam miłość, wzięliśmy ślub, zaczęliśmy planować przyszłość… A potem przyszedł rak. Zabrał wszystko, a teraz chce zabrać mnie. Nigdy nie należałam do przebojowych osób, byłam raczej nieśmiała, wszystkim się przejmowałam. Teraz wiem, że nie było to warte niczego… Dzisiaj walczę o swoje życie i za namową bliskich postanowiłam poprosić o pomoc. Nie jest to łatwe… Czy pomożesz mi wygrać życie? Nie mam wiele czasu…


Dlaczego los bywa tak okrutny? Tyle lat czekałam na szczęście, a gdy je odnalazłam, mam odejść, zamiast się nim nacieszyć… Od trzech lat walczę z rakiem o życie. Pierwsze objawy zaczęły się 4 lata temu, ale lekarz to zbagatelizował. Jednak mocne bóle brzucha nie dawały mi spokoju. Niestety, dopiero rok później okazało się, jak jest źle… 

Dokładne badania, skierowanie do szpitala, operacja. Potem potwierdzenie diagnozy, najgorszej z możliwych - złośliwy nowotwór jajnika, z przerzutami… Podczas operacji, razem z wieloma guzami nowotworowymi, lekarze wycięli mi wszystkie kobiece narządy. Nie zdążyłam mieć dzieci… Mam jednak siostrzenice i siostrzeńców, którzy są bardzo ze mną związani. Dzieci mojej najmłodszej siostry przeżywają moją chorobę. To są jeszcze takie maluchy, nie powinny się bać, że śmierć zabierze im ciocię!

Celina Knotek

Po pierwszej bardzo ciężkiej chemii było kilka miesięcy spokoju. Niestety, rak wrócił. Znowu leczenie, a po nim… kolejna wznowa. Od ponad roku nieustannie przyjmuję chemię. W pewnym momencie mój organizm zaczął ją odrzucać. Dostałam szoku, spuchłam, nie mogłam oddychać. Gdyby ratunek przybył nieco później, udusiłabym się. To byłby straszny koniec…

Lekarze nie mogą już dawać mi tej najmocniejszej chemii, za dużo powikłań. Mój wymęczony organizm by jej nie zniósł. Mimo wszystko cały czas jeżdżę na podania, chemioterapia płynie do specjalnego portu, bo moje żyły już są za słabe. Więcej polscy lekarze nie są w stanie mi zaproponować nic więcej. Moja przyjaciółka, mój mąż, moi bliscy nie pozwolili jednak mi się poddać. Są dla mnie ogromnym wsparciem, dają mi siłę, gdy wyję z bólu, strachu i rozpaczy!

24 października jadę do Berlina, do Europejskiego Centrum Leczenia Nowotworów Campus Charite. Tam dostałam szansę na życie! Już wkrótce dowiem się, jakie leczenie mi zaproponują i ile będzie kosztowało. Niestety, już teraz wiem, że dużo… Z mężem nie mamy takich pieniędzy. Dlatego odważyłam się poprosić o pomoc, wierząc, że ktoś zechce pomóc mi walczyć o życie…

Celina Knotek

Mój mąż, Remigiusz, jest przy mnie w tych najstraszniejszych chwilach. W życiu bym nie spodziewała się, że spotkam kogoś takiego… A to było przeznaczenie! Pracowałam wcześniej w Niemczech jako opiekunka osób starszych, poznałam tam inną kobietę, która okazało się, że też mieszka w Stargardzie. Zaprzyjaźniłyśmy się. Pewnego dnia zwierzyłam jej się, że chciałabym już poznać kogoś, założyć rodzinę… Do tej pory byłam sama, a czas leciał. I wtedy ona powiedziała mi, że ma kuzyna, który - tak jak ja - marzy o tym, by kogoś poznać. Bałam się tego spotkania, bo kto wie, czy będziemy do siebie pasować, czy będziemy mieli o czym rozmawiać? Tymczasem od naszego pierwszego spotkania jesteśmy nierozłączni! 


Cztery lata temu wzięliśmy ślub. Mieszkaliśmy w małej, starej kawalerce wymagającej remontu, zaczęliśmy więc powoli składać pieniądze, myśląc o wyprowadzce… Nie zdążyliśmy. Przyszła wiadomość o raku i całe nasze życie wywróciło się do góry nogami. Leczenie wyczerpało mnie fizycznie i psychicznie. Niestety, rak nie daje za wygraną. Pojawiły się przerzuty... Nie chcę się poddać! Chcę być tutaj wśród mojej kochanej rodziny, łapać każdy nowy dzień, każdy oddech... 


Moją jedyną nadzieją jest leczenie w klinice Charite, które będzie kosztowało ogromne pieniądze. Dlatego błagam Cię o pomoc. Każdy dzień jest dla mnie bezcenny. Nie chcę odliczać dni, chcę znowu żyć! Po prostu żyć...

Celina

Ładuję...

55,34 zł

Adquesto