
Nowotwór nie odpuszcza❗️Pomóż Michałowi wygrać walkę o życie❗️
Cel zbiórki: Kontynuacja nierefundowanego leczenia zagranicznego
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
31 wspierających co miesiącTu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiącCel zbiórki: Kontynuacja nierefundowanego leczenia zagranicznego
Aktualizacje
Nie ma nic gorszego, niż walka o życie jedynego dziecka. Błagam o pomoc...
Kochani, kilka słów tak od serca... Siedząc obok Michałka w szpitalnej sali, patrząc, jak do jego żył pompa tłoczy kolejne litry chemii i innych leków, w głowie kotłują się różne myśli, od których trudno się uwolnić...
To już 8 lat. Osiem koszmarnie długich lat, odkąd nasze życie zamieniło się w ciągły lęk o jutro. Osiem lat niewypowiedzianych słów, które codziennie zaczynały się od „a gdyby…”.
Gdy usłyszeliśmy diagnozę, neuroblastoma, rak, który atakuje najczęściej małe dzieci, nasz świat się zatrzymał. Mój jeszcze wtedy maluszek usłyszał diagnozę nowotworu, który wymaga najcięższych, najbardziej wyniszczających terapii.
Nie potrafiłam się z tym pogodzić. Wtedy wszystko inne nie miało już żadnego znaczenia.
Przez te wszystkie lata widziałam rzeczy, o których nigdy nie chciałam nawet myśleć. Widziałam łzy mojego dziecka, które bardzo cierpi i zupełnie nie rozumie dlaczego. Widziałam strach w oczach, który nie znika pomimo uśmiechów, które codziennie starałam się wywołać. Widziałam, jak choroba zabiera dzieciom wszystko, również te drobne rzeczy, które dla innych są tak oczywiste – spacer bez bólu, śmiech bez zmęczenia, sen bez koszmarów. I widziałam również, jak okrutna neuroblastoma zabiera rodzicom ich najcenniejsze skarby...

Pamiętam każdy wyjazd do szpitala, jakby to było wczoraj. Każdą kolejną rundę chemii, każde drżenie rąk, każdą rozmowę z Michałkiem, że trzeba być silnym, że trzeba wierzyć, że trzeba walczyć.
I dlatego walczę każdego dnia o moje jedyne dziecko... Bo to nie jest tylko jakaś choroba. To przeciwnik, który atakuje, by zabić...
Dziś mamy już 70% zadeklarowanej kwoty na leczenie, które na ten moment DZIAŁA i daje mojemu synkowi realną szansę. To ogromne osiągnięcie, za które jestem i będę dozgonnie wdzięczna... Ale nadal brakuje wiele...
Brakuje tego ostatniego kroku, który może przesądzić o tym, że będziemy mieli jutro, że Michał będzie żył... Proszę Cię, jeśli kiedykolwiek poczułeś, że Twoje serce topi się w trosce o swoje dziecko, jeśli kiedykolwiek modliłeś się z nadzieją, której nie umiesz wypowiedzieć na głos, jeśli kiedykolwiek chciałeś, by ktoś podał Ci rękę w najciemniejszej godzinie…
Proszę, spójrz na chłopca, który już 8 lat cierpi, 8 lat mieszka na onkologii i 8 lat marzy o możliwości pójścia do szkoły, spotkania się z rówieśnikami, życiu bez strachu, bólu i niepewności jutra...
Jeśli los Michałka nie jest Ci obojętny, to możesz sprawić, by jego marzenia miały szansę się urzeczywistnić, by ten cud stał się możliwy. Każda złotówka to nasza kolejna wspólna chwila. Każde udostępnienie to kolejny na naszej drodze człowiek z pięknym sercem. Każda modlitwa to kolejna iskra światła w tej strasznej ciemności.
Proszę, nie zostawiaj nas z tym problemem bo w pojedynkę nie zrobimy nic. Nie po to walczyliśmy 8 koszmarnie długich lat, żeby się teraz zatrzymać. Proszę, bądż z nami dalej. Od tej zbiórki zależy życie mojego dziecka...
Twoje wsparcie znaczy dla mnie więcej, niż jakiekolwiek słowa są w stanie wyrazić. Codziennie dziękuję za Ciebie Bogu. Bez Twojego wsparcia nie zrobiłabym nic...
Za kilka dni czekają nas kolejne badania kontrolne. To jest czas kiedy nasze życie opanowuje ogromny stres, strach i niepewność. To jest czas kiedy trudno jeść, spać, a nawet oddychać. Serce przyśpiesza, staje się ciężkie jak głaz, chce wyskoczyć z piersi, a myśli krążą tylko wokół jednego... Czy choroba odpuszcza? Czy cały trud włożony w uporczywe terapie dał efekt, jakiego oczekiwaliśmy...
Błagam o dalszą pomoc...
Aneta Milczarek – mama Michałka
Tego się nie spodziewaliśmy...
Kochani, mamy najpiękniejszą wiadomość, jaką moglibyśmy Wam przekazać. Jesteśmy po rozmowie z lekarzami z Hiszpanii, którzy poinformowali nas, że ostatnie wyniki Michała są naprawdę bardzo dobre! Leczenie działa! Za żadne skarby nie możemy go teraz przerwać! Raz jeszcze prosimy Was o pomoc...
Po zastosowaniu kolejnych dwóch cykli leczenia ponad połowa zmian po prostu zniknęła. Te, które pozostały, są znacznie, znacznie mniejsze i w trakcie rozpadu!
To jest coś, o czym marzyliśmy, coś, na co czekaliśmy długo, coś, co pozwala nam na nowo patrzeć w przyszłość i marzyć o normalności.To jest coś, co na ten moment dało nam ogromny podmuch wiatru w żagle. I to wszystko dzięki Wam... Naszym wspaniałym Darczyńcom! Nie wiem, jak dziękować...

Jednak w tej całej naszej ogromnej radości wciąż jest strach. Strach o środki na kolejne niezbędne cykle leczenia, bo Michaś nadal ich potrzebuje. Stajemy w tym szczęściu pod murem. Bo wraz z wspaniałymi informacjami dostaliśmy też kolejną do opłacenia fakturę... Jeśli jej nie opłacimy LECZENIE ZOSTANIE PRZERWANE. Te realia są niestety bezlitosne.
Obecnie znalazłam się z Michałkiem w bardzo brutalnej rzeczywistości, a mianowicie w świecie, w którym muszę zapłacić za życie własnego dziecka. I to miliony. To zera na koncie mają decydować czy mój jedyny synek będzie żył, czy nie...
Dlatego nieustająco proszę Was o pomoc, proszę o wsparcie.Dziękuję, że jesteście z nami!
Aneta – mama Michała
Błagam o pomoc... To nie mogły być nasze ostatnie Święta... 💔
Kolejny cykl, kolejna nadzieja... Wciąż wierzymy, że jeszcze będzie dobrze, że się uda. Że ten potwór da nam spokój. Ale czy na pewno?
Minione dni były jednymi z najtrudniejszych w naszym życiu. Święta, piękne dekoracje, radość spotkań z najbliższymi, zewsząd płynące życzenia... Święta kojarzą się z radością.. U nas ta radość jest mocno przyćmiona... Notoryczny, nieustający, wręcz natrętny lęk o jutro nie pozwolił nam cieszyć się tym czasem. Jesteśmy sparaliżowani strachem...
Już drugi dzień Świat spędziliśmy z Michałem w szpitalu na przetoczeniach.
11. stycznia wylatujemy do Hiszpanii, gdzie zaczynamy kolejny, intensywny cykl leczenia. To nie jest podróż, na którą czekaliśmy z niecierpliwością z myślą o odpoczynku. To przede wszystkim ogromne wyzwanie, kolejny etap heroicznej walki, który wymaga od Michała ogromnej determinacji i siły.
Wiem, ile go to kosztuje, jak trudno jest wylecieć z myślą, że znowu będzie bolało, że znowu będzie trudno. Ale Michał zaciska zęby, znosi to, bo ponad wszystko kocha życie.

Przywykliśmy już do rzeczywistości, w której każdy dzień to walka o to, by zrobić krok naprzód nawet, jeśli ten krok bywa bardzo ciężki.
Wiemy, że to, co przed nami, będzie równie trudne. Ale wierzymy, że z odpowiednim nastawieniem i wsparciem jesteśmy w stanie to przetrwać i osiągnąć to, co najważniejsze. Walczymy o przyszłość, o ŻYCIE, o zdrowie, o stabilność, o to, co naprawdę się liczy.
Dziękujemy wszystkim, którzy są w tym z nami. Wasze wsparcie dodaje nam sił w chwilach zwątpienia. Wasza pomoc daje nam możliwość kontynuowania terapii, terapii, która daje życie bez bólu, terapii, która pozwala z nadzieją patrzeć w przyszłość.
Dziś dostaliśmy informację, która zaparła dech w naszych piersiach. Okazało się, że rodzice śp. Majusi, malutkiego Aniołka, który zakończył swoją ziemską przygodę, zdecydowali się przekazać uzbierane środki na zbiórkę Michała. Mogliśmy o tę kwotę zmniejszyć pasek zbiórki.
To wspaniałe, że dobro już raz wysłane w świat, nigdy nie ginie. Z całego serca dziękuję rodzicom Mai i razem z Michałem życzymy ogromu siły w tym trudnym czasie. Wierzymy, że Wasz dzielny Aniołek bawi się teraz radośnie i skacze po niebiańskich obłokach. Że już nie cierpi.
A Was kochani bardzo prosimy, bądzcie w tej walce razem z nami. Wasze wsparcie jest dla nas na wagę złota...
Mama Michała – Aneta
Opis zbiórki
Nasza walka z tym okrutnym przeciwnikiem trwa już zbyt długo. Michał ma 15 lat i połowę swojego życia choruje na nowotwór! Leczenie jest bardzo kosztowne i wyczerpujące, ale nie możemy się zatrzymać! Jako mama, błagam, pomóż mi uratować moje jedyne dziecko!
Michał ma zaledwie 15 lat… To wiek, w którym życie dopiero się zaczyna – życie pełne marzeń, planów, ciekawości świata, radosnych spotkań z rówieśnikami. Mój syn właśnie taki jest – dobry, koleżeński, wrażliwy, mądry, pełen pasji.
Niestety od prawie siedmiu długich lat jego dzieciństwo wygląda zupełnie inaczej. Każdy dzień to koszmar i nieustająca walka o życie. Michał miał tylko 8 lat, gdy usłyszeliśmy diagnozę, która rozdarła nasze serca: neuroblastoma IV stopnia – niezwykle agresywny, złośliwy nowotwór, z przerzutami niemal do wszystkich kości i szpiku kostnego. Najgorszy scenariusz, jaki mogliśmy sobie wyobrazić, stał się naszą codziennością...

Przeszliśmy przez piekło bolesnego, długiego leczenia. Była niezliczona ilość cykli palącej żyły chemioterapii, przeszczep szpiku, kilka niezwykle ciężkich operacji, radioterapie, immunoterapie. Nasze życie nie toczyło się i nadal nie toczy w domu, szkole, pracy tylko na oddziałach szpitalnych, na których panuje jedynie strach, ból, rozpacz i na których niejednokrotnie widywaliśmy śmierć.
I choć los nie oszczędzał Michałka – okrutna choroba kilkukrotnie wracała – on nigdy się nie poddał. Ciągle ma nadzieję, że jego życie jeszcze będzie piękne. Codziennie pokazuje mi, czym jest prawdziwa odwaga. Walczy, mimo bólu, mimo strachu. Jest moją siłą i dumą. Jako mama zrobię wszystko, by mój syn miał szansę na życie. Ale dziś już wiem, że nie dam rady sama… Nie dam rady bez Was!
Pukałam do wielu drzwi, odbyłam mnóstwo konsultacji w naszym kraju i poza jego granicami. Terapię, która może uratować Michała, zgodzili się podać lekarze w Barcelonie. Leczenie składa się z około 10 cykli i jest bardzo kosztowne... To kwoty, które są poza naszym zasięgiem, ale nie poza zasięgiem dobra, które już od Was otrzymaliśmy. Zgromadzone dotąd środki pozwolą mi na opłacenie kilku cykli leczenia w Hiszpanii.

Za kilka dni wylatujemy już na 3 cykl, a terapii nie wolno nam przerwać. Mam ogromny strach w sobie, że nie zdążymy zebrać funduszy na kontynuację leczenia. Ale ja nie mam wyjścia… Skoro Michaś znajduje w sobie siłę, by walczyć, by zdrowieć, by żyć, to ja tym bardziej… Chowam dumę, wstyd, skrępowanie do przysłowiowej kieszeni i będę prosić dalej.
Jestem Wam ogromnie wdzięczna za każdą złotówkę, każde słowo wsparcia, każdą modlitwę. Dzięki Wam zaszliśmy już tak daleko. Teraz, gdy ta ostatnia szansa staje przed nami otworem – błagam, nie zostawiajcie nas... Tak bardzo chcę patrzeć, jak mój jedyny syn dorasta, jak siedzi w szkolnej ławce, spotyka się z rówieśnikami, zakochuje się, jak spełnia swoje marzenia, jak wygrywa – nie tylko z chorobą, ale z okrutnym losem, który odebrał mu już tak wiele.
Proszę Was z całego serca: pomóżcie mi uratować życie mojego dziecka.
Z wdzięcznością i nadzieją,
Aneta – mama Michała
_________________________
Decyzją rodziców śp. Brunka, (otwiera nową kartę) subkonto Michała zasiliła kwota, której rodzice chłopca nie zdążyli wykorzystać na jego leczenie i walkę o życie.
Dziękujemy za ten cudowny gest. To piękne, że rodzice Brunka w obliczu własnej tragedii, pomyśleli o innym dziecku, które również walczy z okrutnym nowotworem. Ten gest pokazuje, że dobro już raz wysłane w świat, nigdy nie ginie, nigdy nie znika.
Wierzymy, że Bruno jest teraz w lepszym świecie, w którym nie ma cierpienia. Że patrzy na nas z góry i kibicuje Michałkowi w jego trudnej walce! 🤍

➡️ Facebook – rajd dla Michałka! (otwiera nową kartę)
➡️ Facebook – licytacje dla Michałka 💪🏻 (otwiera nową kartę)

➡️ THE HOPE TOUR. Rajd dla Michała 💪🏻 (otwiera nową kartę)
🎥 Gość Wieczoru WTK: Trwa walka o życie 15-letniego Michała. Pomóc może każdy! (otwiera nową kartę)
