"Guz mózgu zabiera nam dziecko..." - nie ma środków na leczenie Szymka! Pomocy!

Zbiórka zakończona
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 1 953 osoby
83 403 zł (35,58%)
Zbiórka na cel
Immunoterapia w klinice w Kolonii - jedyna nadzieja na życie

Szymon Kublik, 5 lat

Elbląg, warmińsko-mazurskie

Guz mózgu - medulloblastoma IV stopnia, rozsiew na mózg i rdzeń kręgowy

Rozpoczęcie: 14 Listopada 2019
Zakończenie: 25 Listopada 2019

25 Listopada 2019, 13:01
Smutne wieści...

Właśnie otrzymaliśmy dramatyczną wiadomość... Szymek jest w stanie krytycznym. Nagłe pogorszenie stanu zdrowia sprawiło, że lekarze zadecydowali o przerwaniu leczenia. 

Zamykamy zbiórkę, a Was z całego serca prosimy o modlitwy i dobre myśli skierowane w stronę Szymka i jego rodziców, którzy właśnie przechodzą najtrudniejsze chwile życia. 

Dziękujemy, że byliście z nami i dawaliście nadzieję. 

*****

Aktualizacja 10.12.2019:

Szymek nadal jest w śpiączce na OIOM-ie, ale dzielnie walczy. Nie tracimy nadziei... 

Jesteśmy zrozpaczeni… Szymek ma złośliwy nowotwór mózgu z rozsiewem do kręgosłupa. Jedyna nadzieja na życie naszego synka jest bardzo droga, nie mamy już z czego jej opłacić. Chociaż w Polsce Szymek został już skreślony, kazano nam tylko czekać na śmierć, zaczęliśmy szukać ratunku za granicą. Wtedy dopiero lekarze stwierdzili, że to może pomóc. Ale musimy załatwić to sami… Jesteśmy z Szymkiem w Niemczech u lekarza, który uratował już wiele dzieci! Zaczął leczyć synka, a my zapłaciliśmy wszystkimi pieniędzmi, które nam zostały. To jednak za mało… Błagamy o pomoc, o szansę na pokonanie guza mózgu...

Do najbliższego wtorku musimy dopłacić 14 tysięcy euro za pierwszy cykl, potem zostaną do opłacenia jeszcze dwa. To daje gigantyczną sumę, której nie jesteśmy w stanie zdobyć… Prosimy, poznaj historię Szymka, niezwykle dramatyczną pełną strachu, ale też nadziei, że jeszcze będzie lepiej...

Szymon Kublik

Prosimy, poznaj historię Szymka, historię pełną dramatów, bólu i strachu, ale też ogromnej nadziei i wiary, że Bóg da nam więcej czasu, że jeszcze nie zabierze nam synka, że lekarze zdołają go uratować! 

W marcu tego roku Szymonek był najszczęśliwszym dzieckiem pod słońcem - dostał się do przedszkola, jego nazwisko już wisiało na liście! Był taki podekscytowany, wybrał sobie plecak, piórnik… Niestety, do dziś nie przekroczył progu przedszkolnej sali. W nasze życie wdarł się nowotwór, depcząc dziecięce marzenia, niszcząc nasz świat… 

Szymek, zawsze aktywny, goniący za swoimi starszymi braćmi, nagle osłabł. Kilkunastu różnych lekarzy mówiło, że to grypa, paciorkowiec, angina… Mnóstwo antybiotyków, a żadnej poprawy. Szymek zaczął się słaniać na nóżkach, opadł z sił. Zupełnie, jakby miał depresję, ale skąd, przecież to jeszcze małe dziecko! Na pogotowiu lekarze powiedzieli, że panikujemy, że to tylko wirus i wracamy do domu. Dopiero kiedy wraz z całą rodziną, z łzami w oczach pojechaliśmy na SOR i powiedzieliśmy, że nie wyjdziemy, póki nie zbadają dokładnie Szymka, zgodzili się go przyjąć.

Szymon Kublik

Pan doktor wykonał badania krwi, powiedział, że są książkowe, a wszystko jest dobrze. Jednak dla pewności zlecił rezonans. Potem zaprosił nas do gabinetu, a nam zawalił się świat…

Szymek ma guza mózgu. Potem wszystko działo się jak w przyspieszonym tempie. Helikopter do innego szpitala, pilna operacja wycięcia guza, strach i rozpacz. Okazało się, że to był ostatni moment, by ratować życie naszego chłopca! Ciśnienie spowodowane przez wodogłowie było ogromne. Szymek w każdej chwili mógł umrzeć…

Operacja się udała, lekarze wycięli całego guza. Powiedziano nam, że choć był w IV stopniu złośliwości, Szymek dobrze rokuje. Pytaliśmy jeszcze o zagraniczne leczenie, ale powiedziano nam, że w całej Europie na te guzy stosują taką samą chemię, że nie ma sensu i mamy im zaufać. Dziś tego żałujemy…

Po pierwszej chemii i naświetlaniach byliśmy pozytywnie nastawieni. Miała być już tylko chemia podtrzymująca, a potem normalność, przerywana tylko kontrolami. Ale Szymek miał wyzdrowieć! Tymczasem po pierwszej dawce zaczęły się problemy. Synek, który już odzyskał siły, znów biegał i się bawił, nagle pojawiła się gorączka i ból. Dzwoniliśmy do Warszawy, ale mówili, że to normalne. Potem Szymek przestał jeść… Wsadziliśmy go do auta i pognaliśmy do szpitala błagać o badania. jednak nikt nic nie zrobił… Lekarze powiedzieli, że oni wiedzą lepiej, że nie będzie żadnego rezonansu… Byliśmy załamani. Wtedy, gdy na zmianie nie było lekarza prowadzącego, dyżurująca lekarka mimo wszystko zleciła badanie, niepokoił ją stan Szymka. I wtedy zaczął się prawdziwy horror…

Szymon Kublik

Synek, który miał być na drodze do zdrowia, znów znalazł się w centrum onkologicznego piekła. Rozsiew nowotworu na mózg i rdzeń kręgowy. Po kilku dniach lekarka prowadząca powiedziała, że jej przykro, trudny przypadek, nic nie da się zrobić. Mieliśmy zabrać dziecko do domu i spełniać jego marzenia, czekając na najgorsze…

Nie mogliśmy się z tym pogodzić! Znaleźliśmy klinikę w Niemczech, gdzie przyjmuje Stefaan van Gool, wybitny specjalista, który uratował już wiele istnień. Dzięki pomocy wspaniałych ludzi pojechaliśmy tam na wszystkie niezbędne badania. Okazało się, że guz ma mutację, której nie wykryli w Polsce. Na początku Szymek powinien dostać mocniejszą chemię, tak się jednak nie stało… Nowotwór synka uodpornił się na chemię. Profesor van Gool widzi jednak ogromną nadzieję! Nie mogliśmy jednak czekać, bo nowotwór się rozsiewał…

Zgodzono się rozpocząć leczenie, zawieźliśmy gotówką wszystkie pieniądze, które mieliśmy. Niestety, leczenie jest bardzo drogie, nie mamy już więcej… Terapia w Niemczech obejmuje immunoterapię połączoną z metodami wspomagającymi. To dla Szymka jedyna szansa na życie. Walczymy o więcej czasu, o każdy dodatkowy dzień, o zatrzymanie przerzutów. Chociaż tyle, choć nadal wierzymy w pokonanie raka! Szymek też wierzy…

Szymon Kublik

To wyjątkowy 5-latek. Przechodził katusze, nieopisany ból, a jednak nigdy się nie skarżył. Nie pytał, dlaczego to on zachorował, kiedy ten ból się skończy. Zapytany o marzenia, które moglibyśmy spełnić, zawsze tylko odpowiada, że chciałby odzyskać włoski… Bardzo przeżył ich utratę po chemii, choć pocieszał się tym, że na jego oddziale wszystkie dzieci mają łyse główki. Był taki, jak oni, a więc nie gorszy.

Szymek pragnie iść do przedszkola… Ma już nawet dwa plecaki na wymianę! Jak pakowaliśmy się do szpitala, brał ćwiczenia starszego brata, mówiąc, że musi być przygotowany. Każdego dnia zadziwia nas swoją dojrzałością, podejściem do życia. Czasami trudno uwierzyć, że Szymek jest takim małym chłopcem…

Guz mózgu wyrwał go brutalnie z bezpiecznego świata, rzucił na ring walki o życie. Pragniemy, by odzyskał dzieciństwo, by poszedł do przedszkola, odzyskał swoje włoski… Ale najbardziej pragniemy, by wyzdrowiał. By żył… 

Błagamy, pomóż...

Rodzice Szymonka wraz z rodziną

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 1 953 osoby
83 403 zł (35,58%)