
7-latek walczy z guzem pnia mózgu❗️Pomóż wygrać walkę o życie❗️
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja, pomoc w trudnej sytuacji
Wpłać, wysyłając SMS
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja, pomoc w trudnej sytuacji
Opis zbiórki
Jestem mamą 7-letniego chłopca. Jeszcze niedawno moje największe zmartwienia były zwyczajne. Dziś każdego dnia boję się, że stracę moje dziecko.
Kiedy lekarz poprosił, żeby tata również przyjechał do szpitala, poczułam, że coś jest nie tak. Patrzył na nas ze współczuciem. Wydawało mi się, że miał łzy w oczach. A przecież widział już tak wiele…
Powiedział nam, że Ihnat ma guza pnia mózgu. Że na ten moment w Polsce mogą zaproponować mu jedynie leczenie paliatywne.
Nie potrafię opisać tego, co czuje matka, kiedy słyszy takie słowa. Nie mogę pogodzić się z myślą, że życie mojego maleńkiego dziecka może się skończyć, zanim zdążyło naprawdę się zacząć.
Nie chcę się żegnać. Nie chcę tracić nadziei. Będę walczyła o mojego synka z całych sił…

Siedząc dziś przy szpitalnym łóżeczku synka, wracam myślami do początku tej historii i odtwarzam w głowie każdą chwilę…
Na początku roku u Ihnata niespodziewanie pojawił się zez, a jego wzrok zaczął się szybko pogarszać. Byliśmy pod opieką okulisty. Wada postępowała, dostaliśmy okulary i zaczęliśmy przygotowywać się do operacji.
Potem, w ciągu zaledwie kilku dni, wszystko się pogorszyło. Ihnat zaczął się przewracać, uderzać o różne przedmioty, gorzej chodzić i mówić mniej wyraźnie. Trafiliśmy na szpitalny oddział neurochirurgii. Tam po raz pierwszy usłyszeliśmy te straszne słowa:
Złośliwy guz pnia mózgu. Nieoperacyjny.
Od tamtej chwili nic nie jest już takie jak wcześniej…
Dziś jego codziennością są szpitalne mury. Ihnat otrzymuje leki i radioterapię. Przeszedł też biopsję. Po niej w ogóle przestał chodzić. Patrzę na moje dziecko i widzę, jak wiele sił kosztuje go każdy kolejny dzień. A przecież to wciąż mój mały chłopiec…
W dzień staram się być silna. Rozmawiam z lekarzami, szukam informacji, sprawdzam kolejne możliwości. Szukam pomocy również za granicą. Chwytam się każdej szansy na ratunek.
A potem przychodzi noc…

Nie śpię. Patrzę na Ihnata i sprawdzam, czy oddycha. Raz za razem. Nasłuchuję, obserwuję jego klatkę piersiową. Boję się zasnąć, bo gdzieś w środku mam straszną myśl, że jeśli choć na chwilę stracę czujność, stracę również synka…
W domu czeka na nas trzyletnia Ulka. Ciągle pyta o mamę i braciszka. Nie rozumie, dlaczego nasza rodzina nagle znalazła się tak daleko od zwyczajnego życia.
Jak mam jej wytłumaczyć, co się dzieje?
Chciałabym móc wrócić z synkiem do domu. Przytulić oboje dzieci. Zobaczyć ich razem, bawiących się i śmiejących. Chciałabym znów martwić się zwyczajnymi rzeczami, które kiedyś wydawały mi się tak strasznie ważne…
Nie zamierzam się poddać. Nie potrafię.
Będę chwytać się każdej szansy na uratowanie mojego dziecka.
Będę kontaktować się z zagranicznymi klinikami, wysyłać dokumentację medyczną i szukać lekarzy, którzy zechcą przyjrzeć się przypadkowi Ihnata i sprawdzić, czy istnieje jeszcze jakaś możliwość leczenia.

Ale już same konsultacje z zagranicznymi ośrodkami kosztują. Każda kolejna opinia, każda szansa na uzyskanie odpowiedzi, czy dana klinika może przyjąć naszego synka, wiąże się z wydatkami. Do tego dochodzą leki, dojazdy, badania i wszystkie dodatkowe koszty związane z leczeniem. Ta walka jest nie tylko trudna, ale i kosztowna.
Błagam Was jako mama. Mama, która boi się każdego dnia, ale nie przestaje wierzyć. Nie zostawiajcie nas samych.
Mój syn jest całym moim światem. Zasługuje na życie, na dzieciństwo, na przyszłość. Na kolejne urodziny, na zabawę z siostrą, na powrót do domu i zwyczajne dni, których w naszej rodzinie tak bardzo brakuje.
Proszę, pomóżcie nam go ocalić…
Mama Ihnata – wraz z całą rodziną
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa100 zł
- Wpłata anonimowa100 zł
- Wpłata anonimowaX zł
- Wpłata anonimowa100 zł
- Wpłata anonimowa30 zł