Ostatnia szansa, by uratować wzrok Olusia

Zbiórka na cel: Operacja w klinice w Bostonie, dzięki której Olek będzie mógł odzyskać wzrok
PILNE!
Big c66e5de0 3084 47bd b812 9c8b17dbae70
6 dni do końca
Wsparły 5 192 osoby
115 337 zł (83,1%)
Brakuje jeszcze 23 450 zł
Wesprzyj

Aleksander, 10 miesięcy

Trakcyjne odwarstwienie siatkówki, stan po zapaleniu wnętrza gałek ocznych

Świdnica, dolnośląskie

Rozpoczęcie: 16 Czerwca 2017
Zakończenie: 29 Czerwca 2017

16 Czerwca 2017, 11:51
Operacja oka w klinice w Bostonie – II etap

Dzięki Wam na początku maja Olek poleciał do Bostonu. Zbiórkę na pierwszy etap jego walki o odzyskanie wzroku prowadziliśmy tutaj.

Dziś jesteśmy w momencie, kiedy znów musimy prosić o pomoc. By nasze dziecko mogło widzieć, konieczna jest druga operacja. Mamy bardzo mało czasu, bo zaplanowano ją na 2 lipca. 

Oluś jest po szczegółowym badaniu i po pierwszej operacji prawego oka. Gdybyśmy czekali - tak jak kazano nam w Polsce - nie byłoby już czego ratować. Nasz synek zostałby ostatecznie skazany na ślepotę, a my nigdy nie doczekalibyśmy dnia, w którym nas zobaczy. Zdążyliśmy w ostatniej chwili, ponieważ prawe oczko pomału zaczęło tracić swoje funkcje życiowe. Zdążyliśmy dzięki Wam – ludziom, którzy postanowili nam pomóc. Przed nami kolejny etap walki o zdrowie naszego synka. Wierzymy, że z Waszą pomocą znów się uda.

Lewe oko jest w bardzo złym stanie – prawdopodobnie nie uda już się go uratować. Po operacji w Polsce wdała się infekcja. Kiedy zwracaliśmy się do lekarzy, bo z okiem Olka działo się coś niedobrego, mówiono nam, że tak ma być, że wszystko wróci do normy. Gdyby wtedy właściwie zareagowano, lewe oko Olka nie byłoby w takim stanie, w jakim jest teraz... Dziś jedyną szansą na to, by nasz syn widział jest operacja prawego oka. Niestety sami nie damy pokryć jej kosztów w tak krótkim czasie. 

Błagamy, pomóżcie nam uratować wzrok naszego dziecka...

Każdego ranka, kiedy patrzę jak mój synek otwiera swoje oczka, mam nadzieję, że w końcu mnie zobaczy, że uśmiechnie się na mój widok. Póki co świat naszego dziecka kończy się tam, gdzie sięga dotyk jego rączek. Nasze spojrzenia nigdy nie spotkały się z jego spojrzeniem. Nie zna takiego świata, jaki znamy my – nie wie, czym są kolory, jak wyglądają jego ulubione zabawki. Wie jedno – czym jest ciemność. Olek słyszy i czuje, ale nie widzi i, jeśli ratunek nie przyjdzie w porę, nie zobaczy nigdy. By uratować wzrok naszego synka, pojedziemy choćby i na koniec świata. Mamy na to szansę, bo w Stanach Zjednoczonych jest ktoś, kto jest jedynym ratunkiem dla Olka. Niestety naszym największym wrogiem jest dziś czas – termin operacji zaplanowano na 2 lipca. 

Na dzień narodzin naszego dziecka czekaliśmy jak na nic innego w naszym życiu. Byliśmy coraz bliżej, coraz bliżej chwili, w której poznamy nasz największy skarb. Z dumą podglądaliśmy Olinka na ekranie monitora. Wyniki badań był książkowe. Choć nie mieliśmy się czego bać, jako świeżo upieczeni rodzice czuliśmy lekki niepokój. Gratuluję, macie Państwo zdrowego synka – to jedno zdanie oznaczało ulgę. Poczuliśmy, że nic złego już nie może się wydarzyć. Po raz pierwszy zobaczyłam buźkę swojego synka i jako matka poczułam, że moment, w którym pierwszy raz spojrzymy sobie w oczy zapamiętam do końca życia.

Olek był okazem zdrowia, a my najszczęśliwszymi rodzicami na świecie. Staliśmy nad jego łóżeczkiem w świeżo urządzonym, kolorowym pokoiku niemal non stop. Widzieliśmy, jak Oluś się uśmiecha, co jakiś czas czuliśmy delikatny uścisk jego malutkiej dłoni, słuchaliśmy pierwszego gaworzenia. Czekaliśmy, by po raz pierwszy na nas spojrzał. Niepokoiło nas, że bardzo rzadko otwiera oczka. Po kilku tygodniach zaczął, ale to nie oznaczało, że niepokój minął. Nasz synek nie patrzył na nas, nie wodził za nami swoimi oczkami, nie reagował nawet na gwałtowne ruchy. Bez skutku szukałam kontaktu wzrokowego. Czasem wydawało mi się, że Olek patrzy na mnie, ale te krótkie chwile szczęścia szybko mijały, kiedy zdawałam sobie sprawę, że to tylko przypadek, że mój synek wcale nie rozpoznaje we mnie swojej mamy.

 Umówiłam wizytę u okulisty. Szłam na nią z nadzieją, że rozwieje mój strach. Stało się odwrotnie – rozpoczęła koszmar trwający do dziś. Przerażone spojrzenie okulistki wypisującej skierowanie do szpitala w trybie natychmiastowym było początkiem. Pojechaliśmy do szpitala we Wrocławiu. Lekarze, którzy wcześniej zostali uprzedzeni o naszym przyjeździe, od razu zaczęli badać Olka. Wiedzieliśmy, że cały ten pośpiech oznacza coś bardzo złego, że za chwilę ktoś stanie przed nami i wyda wyrok na nasze dziecko. Specjaliści rozmawiali między sobą niezrozumiałym dla nas jeszcze wtedy językiem. Olek był przerażony – płakał tak głośno jak nigdy, a my czuliśmy, że nasze szczęśliwe życie wypada nam z rąk. Ostatecznie wypadło w momencie, kiedy usłyszeliśmy, że Oluś jest niewidomy. Wrocławscy lekarze nie byli w stanie podać nam przyczyny – skierowano nas do Warszawy, do Centrum Zdrowia Dziecka.

Całą drogę płakałam i nerwowo wpisywałam w wyszukiwarkę internetową hasła, które miały dać mi odpowiedź na proste pytanie: dlaczego? Próbowałam jeszcze wmawiać sobie, że może lekarze się mylą. W Warszawie odarto mnie złudzeń – potwierdzono, że sytuacja jest beznadziejna. Olek zabierany był z pokoju do pokoju na kolejne badania – płakał coraz częściej i coraz głośniej. Byłam na skraju wyczerpania psychicznego. Wszystkie wyniki badań były dobre, wykluczono podejrzewane choroby oraz zespoły. Ostatecznie zostaliśmy wypisani ze szpitala z niewiadomą przyczyną stanu oczu i z dopiskiem o braku propozycji leczenia. Na pożegnanie powiedziano nam, że musimy się pogodzić z sytuacją, że nasz synek już nigdy nie zobaczy świata. Te ostatnie słowa zabolały najbardziej. Tego bólu nie jestem w stanie porównać z niczym innym – zostaliśmy pozostawieni sami sobie, bezradni, z rozłożonymi rękami i naszym małym Olusiem, którego musieliśmy ratować przed ślepotą.

Szukaliśmy kogoś, kto byłby w stanie podjąć się operacji naszego dziecka. Ratunek znaleźliśmy w Warszawie – u jednego z najbardziej cenionych okulistów dziecięcych w Polsce. Okazało się, że prawdopodobnie przyczyną była zwykła grypa, którą musiałam się zarazić pod koniec ciąży. Wewnątrz gałek ocznych wytworzył się stan zapalny, z którym Oluś się urodził. Profesor jako jedyny zechciał podjąć się operacji. Lewe oczko zostało zoperowane pod koniec ubiegłego roku, w grudniu. Mieliśmy otrzymać najpiękniejszy prezent świąteczny w naszym życiu. Niestety stan zapalny powrócił tuż po zabiegu. Dodatkowo odwarstwiła się siatkówka. Profesor bał się ponownie operować – według niego oko mogłoby nie wytrzymać kolejnego zabiegu. Operacji prawego oczka również nie chciał się na razie podjąć – ze względu na uśpiony stan zapalny konsekwencje mogłyby być podobne, jak w przypadku pierwszego.

Kiedyś obiecaliśmy sobie, że zrobimy wszystko, by nasz synek zobaczył świat. Teraz, kiedy jesteśmy coraz bliżej, nie możemy się poddać. Znaleźliśmy specjalistę, który zajmuje się takimi skomplikowanymi przypadkami jak nasz. Jest skłonny pomóc nam i zrobić wszystko, co w jego mocy, by uratować tyle, ile się da. Konsultacja u doktora Yonekawa  w Bostonie – w jednej z najlepszych klinik okulistycznych na świecie jest naszą jedyną szansą na to, żeby pomóc Olusiowi. 

Marzymy o tym, by pewnego dnia Oluś zobaczył wszystkich tych, którzy kochają go ponad wszystko. Chcielibyśmy pokazać mu cały świat. Pragniemy, aby mógł żyć pełnią życia i czerpać radość z poznawania świata wszystkimi zmysłami. Nie potrafimy sobie wyobrazić, że nasze dziecko nigdy nas nie zobaczy, że przez całe swoje życie będzie niepełnosprawny. Wierzymy, że dzięki naszej determinacji i Waszej pomocy Oluś będzie zdrowy i pewnego dnia podziękuje nam wszystkim za to, że nigdy nie zaprzestaliśmy walki o jego szczęście.

100 zł

Anonimowy Pomagacz

50 zł

Anonimowy Pomagacz

10 zł

pp

Uda sie
5 zł

belv

50 zł

Anonimowa Pomagaczka

20 zł

Anna

Pokaż więcej

6 dni do końca
Wsparły 5 192 osoby
115 337 zł (83,1%)
Brakuje jeszcze 23 450 zł
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość