Skarbonka zakończona
Skarbonka

Walczymy o życie

Skarbonka została założona z inicjatywy organizatora, który odpowiada za jej treść.

Zdjęcie główne wgrane przez użytkownika

Opis zbiórki

Jesteśmy w rozpaczy… Miesiące złych diagnoz sprawiły, że mój synek był bez właściwego leczenia, a nowotwór rozszalał się w jego maleńkim organizmie! Gdy w końcu zapadła diagnoza, okazało się, że w naszym kraju Artemek ma niewielkie szanse przeżycia…

 

Musiałam zostawić starszego synka, by wyjechać i ratować młodszego! Ale skończyły się oszczędności, nie mam za co opłacić dalszej terapii… Jestem zrozpaczona, desperacko szukam ratunku! Błagam, zatrzymaj się… Usłysz moje wołanie o pomoc! Poznaj naszą historię i zechciej uratować mojego małego, niewinnego synka, który tak strasznie cierpi! 

 

Artem Smoliannikov

 

Do czerwca 2023 roku mój synek był wesołym chłopcem. Nagle zaczęły mu puchnąć stawy w łokciach. Lekarz rodzinny skierował nas do traumatologa. Po zdjęciu rentgenowskim stwierdzili skręcenie… Skierowanie do kliniki i kolejna informacja – pęknięcie kości. Rączki Artemka zostały zagipsowane. 

 

Potem synkowi zaczęły puchnąć kolanka. Lekarze ponownie stwierdzili skręcenie i uraz, potem zapalenie stawów. To ostatnie leczyliśmy przez 3 miesiące. To była strata czasu – dopiero dziś to wiemy…

 

Pewnego dnia synkowi spuchło oczko. Wiedziałam już, że lekarze wciąż się mylili, a mój synek walczy ze znacznie groźniejszą chorobą, coś musi być nie tak! Kolejny miesiąc biegaliśmy od szpitala do szpitala, ale nikt nie mógł postawić właściwej diagnozy!

 

Artem Smoliannikov

 

Tuliłam w ramionach moje cierpiące z bólu dziecko, gdy kolejni lekarze kręcili głową. Na własną rękę szukaliśmy ratunku – wyprosiłam u neurochirurga zbadanie synka i tomografię głowy. Po kilku godzinach zawołali nas do gabinetu. Tych słów nie zapomnę do końca życia:

 

“Pani synek ma w głowie 2 guzy”.

 

Straciłam czucie w nogach, osunęłam się na ziemię… 

 

Musieliśmy jechać do szpitala na badanie histopatologiczne. Synek przeszedł 5 narkoz, 2 operacje pobrania histopatologii i szpiku kostnego, przeszczep krwi i osocza. Nasze życie zamieniło się w piekło onkologii i strachu. A najgorsze miało dopiero nadejść…

 

Artem Smoliannikov

 

Musieliśmy opłacić sami kolejne drogie badania, by precyzyjnie ustalić diagnozę. W tym całym czasie synek cierpiał niesamowicie. Bolały go rączki, nóżki, nie mógł chodzić. Nawet postawienie jednego kroczku było bardzo bolesne.

 

4 miesiące żył na środkach przeciwbólowych, zanim przyszła OSTATECZNA DIAGNOZA – NEUROBLASTOMA. 

 

Powiedzieli nam od razu, że w Ukrainie synek ma niewielkie szanse przeżycia! Byliśmy załamani… W panice szukaliśmy lekarzy, którzy mogliby uratować nasze dziecko – na całym świecie. Pisaliśmy, gdzie się dało: albo nie dostawaliśmy odpowiedzi, albo informację, że sytuacja jest bardzo skomplikowana i straciliśmy za dużo czasu bez właściwego leczenia. 

 

W końcu się udało: w Ankarze, w klinice Memorial w Turcji znaleźliśmy lekarza, który uratował już wiele dzieci z tą straszną chorobą. Podjęliśmy decyzję o sprzedaży domu, by mieć środki na wyjazd i rozpoczęcie leczenia za granicą. Natychmiast wyjechaliśmy do Turcji. Dopiero tutaj znaleźli guza nadnercza… 

 

Leczenie syna będzie kosztować 150 000 dolarów.... To po prostu niewiarygodna suma dla naszej rodziny. Nie mamy już żadnych pieniędzy. Nie mamy za co ratować naszego synka!

237 237 złWsparło 7125 osób

Wszystkie środki zebrane na skarbonce trafiły
bezpośrednio
na subkonto Podopiecznego:

Opis zbiórki

Jesteśmy w rozpaczy… Miesiące złych diagnoz sprawiły, że mój synek był bez właściwego leczenia, a nowotwór rozszalał się w jego maleńkim organizmie! Gdy w końcu zapadła diagnoza, okazało się, że w naszym kraju Artemek ma niewielkie szanse przeżycia…

 

Musiałam zostawić starszego synka, by wyjechać i ratować młodszego! Ale skończyły się oszczędności, nie mam za co opłacić dalszej terapii… Jestem zrozpaczona, desperacko szukam ratunku! Błagam, zatrzymaj się… Usłysz moje wołanie o pomoc! Poznaj naszą historię i zechciej uratować mojego małego, niewinnego synka, który tak strasznie cierpi! 

 

Artem Smoliannikov

 

Do czerwca 2023 roku mój synek był wesołym chłopcem. Nagle zaczęły mu puchnąć stawy w łokciach. Lekarz rodzinny skierował nas do traumatologa. Po zdjęciu rentgenowskim stwierdzili skręcenie… Skierowanie do kliniki i kolejna informacja – pęknięcie kości. Rączki Artemka zostały zagipsowane. 

 

Potem synkowi zaczęły puchnąć kolanka. Lekarze ponownie stwierdzili skręcenie i uraz, potem zapalenie stawów. To ostatnie leczyliśmy przez 3 miesiące. To była strata czasu – dopiero dziś to wiemy…

 

Pewnego dnia synkowi spuchło oczko. Wiedziałam już, że lekarze wciąż się mylili, a mój synek walczy ze znacznie groźniejszą chorobą, coś musi być nie tak! Kolejny miesiąc biegaliśmy od szpitala do szpitala, ale nikt nie mógł postawić właściwej diagnozy!

 

Artem Smoliannikov

 

Tuliłam w ramionach moje cierpiące z bólu dziecko, gdy kolejni lekarze kręcili głową. Na własną rękę szukaliśmy ratunku – wyprosiłam u neurochirurga zbadanie synka i tomografię głowy. Po kilku godzinach zawołali nas do gabinetu. Tych słów nie zapomnę do końca życia:

 

“Pani synek ma w głowie 2 guzy”.

 

Straciłam czucie w nogach, osunęłam się na ziemię… 

 

Musieliśmy jechać do szpitala na badanie histopatologiczne. Synek przeszedł 5 narkoz, 2 operacje pobrania histopatologii i szpiku kostnego, przeszczep krwi i osocza. Nasze życie zamieniło się w piekło onkologii i strachu. A najgorsze miało dopiero nadejść…

 

Artem Smoliannikov

 

Musieliśmy opłacić sami kolejne drogie badania, by precyzyjnie ustalić diagnozę. W tym całym czasie synek cierpiał niesamowicie. Bolały go rączki, nóżki, nie mógł chodzić. Nawet postawienie jednego kroczku było bardzo bolesne.

 

4 miesiące żył na środkach przeciwbólowych, zanim przyszła OSTATECZNA DIAGNOZA – NEUROBLASTOMA. 

 

Powiedzieli nam od razu, że w Ukrainie synek ma niewielkie szanse przeżycia! Byliśmy załamani… W panice szukaliśmy lekarzy, którzy mogliby uratować nasze dziecko – na całym świecie. Pisaliśmy, gdzie się dało: albo nie dostawaliśmy odpowiedzi, albo informację, że sytuacja jest bardzo skomplikowana i straciliśmy za dużo czasu bez właściwego leczenia. 

 

W końcu się udało: w Ankarze, w klinice Memorial w Turcji znaleźliśmy lekarza, który uratował już wiele dzieci z tą straszną chorobą. Podjęliśmy decyzję o sprzedaży domu, by mieć środki na wyjazd i rozpoczęcie leczenia za granicą. Natychmiast wyjechaliśmy do Turcji. Dopiero tutaj znaleźli guza nadnercza… 

 

Leczenie syna będzie kosztować 150 000 dolarów.... To po prostu niewiarygodna suma dla naszej rodziny. Nie mamy już żadnych pieniędzy. Nie mamy za co ratować naszego synka!

Wybierz zakładkę
Sortuj według
  • Wpłata anonimowa
    Wpłata anonimowa
    Udostępnij
    20 zł
  • Wpłata anonimowa
    Wpłata anonimowa
    Udostępnij
    X zł
  • Wpłata anonimowa
    Wpłata anonimowa
    Udostępnij
    20 zł
  • Wpłata anonimowa
    Wpłata anonimowa
    Udostępnij
    50 zł
  • Wpłata anonimowa
    Wpłata anonimowa
    Udostępnij
    50 zł
  • Wpłata anonimowa
    Wpłata anonimowa
    Udostępnij
    50 zł

    Tak bym go chciała przytulić. ..z całego serca życzę żeby Bóg mu wam dopomogl