Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Drugie życie po tragicznym wypadku. Robert potrzebuje naszej pomocy!

Robert Grabowski

Drugie życie po tragicznym wypadku. Robert potrzebuje naszej pomocy!

11 892,67 zł ( 19,08% )
Brakuje: 50 405,33 zł
Wsparło 258 osób

Wpłać wysyłając SMS

Numer 72365
Treść 0052340
Koszt 2,46 zł brutto (w tym VAT)
Wyślij SMS teraz
Cel zbiórki:

Roczna rehabilitacja - jedyna szansa na samodzielność

Organizator zbiórki: Lepsze Jutro Dziś
Robert Grabowski, 28 lat
Bytów, pomorskie
Uszkodzenie rdzenia kręgowego – stan po wypadku
Rozpoczęcie: 7 Czerwca 2019
Zakończenie: 14 Marca 2022

Opis zbiórki

Urwana ręka, pokiereszowany kręgosłup, uszkodzony rdzeń, połamane nogi… Wystarczyła chwila nieuwagi, by maszyna rolnicza omal nie odebrała mi życia. Zmieniła je już na zawsze… Przez godzinę leżałem na drodze, nim przyjechała karetka. Byłem w takim szoku, że nie czułem bólu. Obrażenia były tak ogromne, że cudem uszedłem z życiem… Nauczyłem się nowej codzienności, znalazłem szczęście. Cały czas jednak potrzebuję rehabilitacji, by nie stracić tego, co mam. Bardzo drogiej… Proszę Cię o pomoc, bym mógł ćwiczyć jeszcze przez kolejny rok.

Robert Grabowski

Mam na imię Robert, mam 26 lat. Dzień tragedii pamiętam doskonale, jakby to było wczoraj. 7 kwietnia 2006 roku, nawet godzinę pamiętam, było ok. 11:00. Wróciłem właśnie z rekolekcji i zobaczyłem, że tata pracuje w polu. Mieszkamy na wsi na Kaszubach, z bratem i siostrami często pomagaliśmy rodzicom w gospodarstwie, więc i tym razem chciałem trochę tacie pomóc. Pobiegłem do domu, plecak rzuciłem w kąt i wziąłem pierwszą lepszą kurtkę z wieszaka. Pech chciał, że wziąłem za dużą. Taka pozornie błaha rzecz, a także seria pechowych wydarzeń potem sprawiły, że dziś nie mam ręki i czucia od pasa w dół. 

Pracowaliśmy z tatą około godziny, wtedy przyszedł listonosz. Tata poszedł odebrać pocztę, a ja zostałem sam przy maszynie, miałem wtedy 12 lat. Wiedziałem, że trzeba być ostrożnym. Nie wiem, co mnie podkusiło, by podejść do wałka. Chciałem sprawdzić, jak to działa, jak oddziela te ziarna… 

Nagle maszyna wciągnęła za duży rękaw, a wraz z nią całą rękę. Obracała mną  w kółko, raz za razem uderzałem nogami o asfalt. Kości ud połamały się w kilku miejscach. Nie czułem nic albo już nie pamiętam, co czułem… Tata usłyszał, że maszyna dziwnie stuka, przybiegł. Nie krzyczałem, nawet nie płakałem. Tata w szoku wyłączył maszynę, próbował wyciągnąć moją rękę. Gdy mu się udało, oczom ukazał się przerażający widok — nie było już skóry, kości na wierzchu, mięśnie i ścięgna pozrywane… Zadzwonili na pogotowie. 

Robert Grabowski

Godzinę leżałem na ziemi, czekając, aż przyjedzie ratunek. Byłem przytomny, ale nic nie czułem. Ogromny szok. Może Bóg zabrał mi ten ból, żebym nie umarł przez niego? W szpitalu lekarz obejrzał mnie, ubrał fartuch i wyszedł. Zrozpaczonej mamie powiedział tylko, że tu potrzeba księdza, a nie lekarza… Rodzice nie poddali się, z Bytomia helikopter medyczny miał zabrać mnie do Gdańska. Byłem już od kilku godzin bez żadnej pomocy, ale szpital odmówił transportu helikopterem, wysłali mnie karetką…

Gdańsk dzwonił, żeby zrobili mi jeszcze w Bytomiu rezonans kręgosłupa, bo ich maszyna jest zepsuta. Bytów nie miał nawet takiego sprzętu… Mieli więc zrobić zdjęcie po drodze w szpitalu, ale gdy tam pojechaliśmy, okazało się, że urządzenie też nie działa! A jeszcze rano było sprawne. Pech, bo jak to inaczej nazwać?

W Gdańsku lekarze skupili się od razu na ręce, ją było widać, była w najgorszym stanie. Połamane nogi umieścili w szynach, ale nie chciały się zrastać. O kręgosłup na razie nikt się nie martwił… Niestety, ręki nie udało się uratować, wdało się zakażenie, amputowali mi ją. Zaatakowała mnie też sepsa, było bardzo źle… Trudno w kilku zdaniach opisać dwumiesięczną walkę o życie. Gdy wyszedłem z najgorszego kryzysu i zmniejszyło się ryzyko, że umrę na stole operacyjnym, lekarze zajęli się kręgosłupem. Było jednak za późno, o wiele za późno… Operacja stabilizacji niewiele pomogła, poprzesuwane kręgi przerwały rdzeń. Jeszcze na początku ruszałem nogami, potem coraz mniej, aż w końcu całkiem straciłem czucie. Później okazało się, że gdyby operacja kręgosłupa zrobiona była od razu, teraz miałbym dużą szansę, żeby chodzić. Niestety, czasu już nie cofnę…

Robert Grabowski

Choć byłem jeszcze dzieckiem, musiałem szybko wydorośleć. Straciłem rękę, nie mogłem chodzić. Nie załamałem się jednak, choć to dość nietypowe. Nie miałem myśli samobójczych, myślałem tylko o tym, co dalej. Myśl i planowanie przyszłości chyba mnie uratowały… Wcześniej sądziłem, że zostanę u rodziców i później przejmę po nich gospodarstwo, w tym się widziałem. W moim stanie było to niemożliwe, więc stwierdziłem, że moja przyszłość to komputery. Jedna ręka powinna wystarczyć…


Minęło ponad 13 lat, połowa mojego życia. Dzisiaj pracuję jako grafik, mama dowozi mnie do pracy. Nie mogę pracować z domu, mieszkamy na odludziu i internet jest bardzo słaby. Staram się radzić sobie, jak mogę, nieoceniona jest tu rehabilitacja. Niestety, bardzo kosztowna. Żeby w miarę normalnie żyć z niepełnosprawnością, konieczne są ogromne pieniądze, wszystko kosztuje fortunę… 

Cieszę się, że przeżyłem. Nie narzekam na los, i tak miałem szczęście! Poznałem wspaniałą dziewczynę, jesteśmy razem od roku. Moja niepełnosprawność jej nie przeszkadza, bo w prawdziwej miłości to żadna przeszkoda. Oczywiście, że na codziennej drodze pojawiają się schody, dosłownie i w przenośni. Coraz bardziej się to zmienia, jednak nie jest łatwo poruszać się na wózku i to z jedną ręką… Żeby być jak najbardziej sprawny, muszę cały czas ćwiczyć, przynajmniej dwa razy w roku jeździć na intensywne turnusy. I tu moja prośba… Jeśli jesteś w stanie, bardzo proszę, pomóż mi. Ja się nigdy nie załamię, nie poddam, ale to nie wystarczy, jeśli nie będę miał za co opłacić rehabilitacji. Za każdą pomoc z całego serca dziękuję!

Robert

11 892,67 zł ( 19,08% )
Brakuje: 50 405,33 zł
Wsparło 258 osób

Wpłać wysyłając SMS

Numer 72365
Treść 0052340
Koszt 2,46 zł brutto (w tym VAT)
Wyślij SMS teraz

Pomóż mi nagłośnić zbiórkę

Baner na stronę

Obserwuj ważne zbiórki