

Diagnoza całkowicie zmieniła moje życie – rak trzustki❗️
Cel zbiórki: Nierefundowane leczenie za granicą, wizyty lekarskie, dojazdy na leczenie
Wpłać, wysyłając SMS
Cel zbiórki: Nierefundowane leczenie za granicą, wizyty lekarskie, dojazdy na leczenie
Opis zbiórki
O chorobie dowiedziałem się jesienią 2024 roku. Diagnoza, którą usłyszałem w grudniu – rak trzustki. Nie sądziłem, że mona w szpitalu usłyszeć coś tak strasznego...
Przez 17 lat pozostawałem pod stałą opieką lekarzy po operacji usunięcia nerki z powodu raka jasnokomórkowego. Regularnie się badałem, dbałem o zdrowie, dlatego nowa diagnoza była dla mnie ogromnym szokiem. Okazało się, że nowotwór trzustki to późny przerzut z dawno usuniętej nerki.

Pierwsze objawy – wymioty i zauważona przez bliską osobę żółtaczka – skłoniły mnie do dalszych badań. Wykazały one obecność guza w głowie trzustki oraz niedrożność dróg żółciowych. Konieczne było założenie protezy metodą endoskopową. Zabieg niestety zakończył się poważnymi powikłaniami i długą hospitalizacją.
Najtrudniejsze chwile przyszły pod koniec grudnia, kiedy po biopsji usłyszałem ostateczne rozpoznanie. To był moment, który wywrócił wszystko do góry nogami.
Wiedziałem, że przede mną długa i kosztowna walka – chciałem ją jednak podjąć, nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla rodziny, którą bardzo kocham i którą pragnę wspierać tak długo, jak to możliwe.
Lekarze od początku zaznaczali, że guz jest nieoperacyjny. Próbowaliśmy różnych opcji, ale każda kolejna konsultacja potwierdzała – przypadek jest wyjątkowo trudny. Początkowo planowano immunoterapię, jednak zanim udało się ją rozpocząć, choroba zaczęła postępować szybciej, niż zakładano.
Na przełomie roku trafiłem do szpitala w bardzo ciężkim stanie – z powodu krwotoku. Spędziłem tam wiele dni, przechodząc kolejne zabiegi. Kiedy wydawało się, że wreszcie uda się rozpocząć immunoterapię, mój organizm był zbyt wyniszczony – lekarze zdecydowali się najpierw na radioterapię.
Dzięki ogromnemu wsparciu rodziny podjąłem leczenie w Gliwicach, gdzie w lutym 2025 przeszedłem cykl radioterapii paliatywnej. Niestety, wkrótce po nim mój stan gwałtownie się pogorszył – pojawiły się wysokie gorączki, infekcje i trudności w przyjmowaniu pokarmów. Kolejna hospitalizacja zakończyła się poważną operacją – wykonano zespolenie omijające żołądkowo-jelitowe, by umożliwić mi jedzenie.
Na chwilę w naszym życiu zagościł spokój. W maju udało się rozpocząć wyczekiwaną immunoterapię. Niestety, już po pierwszym cyklu pojawiły się poważne powikłania – gorączki, nawracająca żółtaczka, niedrożność dróg żółciowych i sepsa.
W Polsce lekarze byli bezradni. Wtedy moja córka, nie mogąc pogodzić się z brakiem dalszych możliwości, nawiązała kontakt z renomowaną kliniką w Portugalii – Champalimaud Foundation w Lizbonie, jedną z czołowych placówek w Europie w leczeniu raka trzustki. Podczas konsultacji dowiedzieliśmy się, że operacja powinna być wykonana rok wcześniej. Mimo ogromnego ryzyka zdecydowaliśmy się na leczenie za granicą.

20 sierpnia 2025 przeszedłem w Lizbonie skomplikowany zabieg. Usunięto źródło sepsy (metalową protezę w drogach żółciowych), wykonano zespolenie wątrobowo-jelitowe i podjęto próbę resekcji guza. Niestety, nacieki były zbyt rozległe, a organizm zbyt osłabiony – operację przerwano po masywnym krwotoku. Po zabiegu pojawiły się komplikacje, które znacząco wydłużyły mój pobyt w klinice.
We wrześniu wróciłem do Polski. Obecnie moją jedyną nadzieją jest kontynuacja immunoterapii lub rozpoczęcie leczenia celowanego. Jeśli organizm dobrze zareaguje, pojawi się szansa na powrót do Lizbony i ponowną próbę operacji.
Po operacji, która uratowała mi życie i usunęła źródło sepsy, powoli wracam do sił. Dzięki temu mogę rozpocząć kolejne etapy leczenia. Specjaliści z Champalimaud Foundation jasno wskazali konieczność kontynuacji immunoterapii, a w razie niepowodzenia – rozpoczęcia terapii celowanej. Celem jest zatrzymanie rozwoju choroby i zmniejszenie guza, aby w przyszłości znów spróbować go usunąć.
Immunoterapia to dziś moja największa szansa. Niestety, w dotychczasowym ośrodku nie mogę już na nią liczyć, dlatego kolejnym krokiem jest leczenie w Warszawie – już poza systemem publicznym.
Koszty są ogromne. Operacja i hospitalizacja w Lizbonie to wydatek rzędu 74 tysięcy euro. Do tego dochodzą koszty podróży i pobytu – ok. 30 tysięcy złotych. Klinika zgodziła się na rozłożenie płatności na raty, ale bez pomocy ludzi dobrej woli nie będziemy w stanie pokryć tych wydatków.
Dodatkowo w Polsce czekają mnie kolejne koszty – wizyty u specjalistów, transport do ośrodków leczenia, specjalistyczna dieta, leki.
Każde wsparcie finansowe daje mi szansę na kontynuowanie terapii i na to, by jeszcze przez wiele lat być przy mojej rodzinie. Chciałbym patrzeć, jak dorastają moje wnuki. Marzę o zwykłym dniu: wspólnym obiedzie, rozmowie, spacerze.
- Wpłata anonimowaX zł
- henryka50 zł
- Łucja Grabowska100 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
Rysiu, dasz radę !
- Wpłata anonimowaX zł
- Wpłata anonimowaX zł