
Ukochany mąż i tata walczy z rakiem złośliwym❗️Guz miał 13x11 cm❗️
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż mi 1,5% podatku
Przekaż mi 1,5% podatku
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja
Opis zbiórki
Mam na imię Samuel, jestem mężem i tatą dwójki wspaniałych dzieci. Zawsze byłem bardzo aktywny i zaangażowany w pracę oraz życie rodzinne. Nie sądziłem, że nagła choroba wszystko zatrzyma. W sierpniu 2025 roku trafiłem do szpitala i usłyszałem diagnozę: złośliwy, nienasieniakowy rak śródpiersia. Guz miał aż 13 × 11 cm i był tak ogromny, że praktycznie odebrał mi oddech i siły, choć jeszcze chwilę wcześniej funkcjonowałem jak okaz zdrowia.
Początkowe objawy były bardzo podstępne: zmęczenie, mniejsza wydolność, ból ramienia. Myślałem, że to od pracy kierowcy, może od klimatyzacji, czy nawet od remontu domu. Przecież nikt po takich objawach nie spodziewa się raka. Kiedy jednak żona zauważyła, że jestem bardzo blady, pojechaliśmy na SOR.

Lekarze przeprowadzili szereg badań, w tym rentgen i tomograf. Widziałem ich konsternację i zdziwienie, kiedy oglądali obraz mojej klatki piersiowej. To nie wróżyło nic dobrego... Okazało się, że guz był na tyle duży, że znacząco wpłynął na funkcjonowanie lewego płuca. Dosłownie uniemożliwił mu pracę! Specjaliści byli zszokowani, że rozwinął się on aż tak szybko u młodego mężczyzny, w tak nietypowym miejscu.
We wrześniu 2025 roku zacząłem chemioterapię i mam za sobą już 4 cykle. Nie było lekko. Skutki uboczne były dla mnie bardzo trudne: mdłości, wymioty, brak apetytu, ogromne osłabienie. Z każdą kolejną chemią organizm coraz gorzej sobie radził i potrzebował więcej czasu na dojście do siebie. Po ostatniej chemii minęło kilka dni, zanim w ogóle stanąłem na nogi. Ale walczyłem. I wywalczyłem zmniejszenie guza do 9 × 7 cm. To pierwszy, realny krok naprzód do wygrania tej walki.

Na szczęście dziś chemioterapia jest już zakończona. Czekam na badanie PET i kwalifikację do poważnej operacji usunięcia guza, która wcześniej nie była możliwa, bo otaczał aortę. Niestety na tym nie kończą się moje problemy. Lekarze podejrzewają zmiany w kręgosłupie. Ból ciągle narasta, a ja coraz gorzej sobie z nim radzę. Najgorsze jest to, że leki przestają działać. Bez regularnej rehabilitacji i fizjoterapii nie wrócę do sprawności.
Przyznano mi orzeczenie o znacznym stopniu niepełnosprawności. Od ponad pięciu miesięcy jestem na zwolnieniu lekarskim, a jednocześnie jestem jedynym żywicielem rodziny. Żona jest ze mną na każdej wizycie, przy każdym badaniu, opiekuje się mną i dziećmi. Nie może wrócić do pracy, a koszty leczenia, rehabilitacji, turnusów i wszelkich dojazdów rosną szybciej, niż jesteśmy w stanie je udźwignąć.

Najtrudniejsze są momenty, gdy nie jestem w stanie wziąć córeczki na ręce, albo pobawić się z synem, jak dawniej. Jednak, gdy widzę ich twarze, to wtedy przypominam sobie, po co walczę. Moje dzieci muszą mieć tatę, a żona – męża. Mam ogromne wsparcie rodziny, bliskich i znajomych z pracy, Wiem, że mam do czego wracać i dla kogo wygrać tę walkę.
Nie szukam litości. Proszę o pomoc, żebym mógł zrobić kolejny krok: przygotować się do operacji, regularnie uczęszczać na rehabilitację i wreszcie stanąć na nogi. Rak mnie zatrzymał, ale mnie nie złamał. Zawsze walczyłem do końca i tym razem też się nie poddam. Z góry dziękuję każdemu, kto zdecyduje się mnie wesprzeć.
Samuel
- Wpłata anonimowa100 zł
- Jan Piffczyk2 zł
- Wpłata anonimowa100 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa5 zł