
Ukochany mąż i tata walczy z rakiem złośliwym❗️Guz miał 13x11 cm❗️
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja
Aktualizacje
PILNE❗️GUZ się powiększył – operacja jest niemożliwa❗️Samuel potrzebuje pomocy!
Kochani,
na początku marca zostałem zakwalifikowany do operacji usunięcia guza w Zakopanem. Głęboko wierzyłem, że będzie już tylko lepiej... Niestety, gdy na początku kwietnia stawiłem się do szpitala, okazało się, że guz znacznie się powiększył.
Obecnie ma 97 × 88 mm i nacieka ścianę klatki piersiowej. W tej chwili jest nieoperacyjny. Po konsultacji z onkologiem zostałem skierowany na kolejną chemioterapię, którą rozpocznę już 4 maja. Lekarze uprzedzili mnie, że będzie ona dużo bardziej agresywna niż poprzednia. Myślę tylko o tym, że muszę wygrać tę walkę. Bo mam dla kogo żyć.

Z każdym dniem coraz trudniej jest mi normalnie funkcjonować. Zmagam się z częstymi i silnymi atakami bólu, dlatego jestem pod opieką poradni leczenia bólu. Przyjmuję bardzo silne leki, ale one i tak nie zawsze przynoszą ulgę. Guz nacieka na sploty nerwowe, przez co drętwieje mi lewa ręka. Ból towarzyszy mi praktycznie bez przerwy.
Najgorsza jest dla mnie utrata samodzielności. W wielu prostych czynnościach potrzebuję wsparcia, a jeszcze niedawno byłem silnym, sprawnym mężczyzną. Jednocześnie stale pojawiają się nowe koszty: leczenie, leki, dojazdy do szpitali oraz sprzęt, który pomaga mi w codziennym funkcjonowaniu. A przecież mam też na utrzymaniu rodzinę...

Nie jest łatwo, ale walczę. Nie poddam się! Mam ogromne wsparcie rodziny i bliskich, które daje mi siłę do walki. Wiem jednak, że przede mną długa i trudna droga, a nadchodząca chemioterapia jeszcze bardziej osłabi mój organizm.
Z całego serca dziękuję za Waszą dotychczasową pomoc i wsparcie. To dla mnie naprawdę wiele znaczy. Proszę, bądźcie ze mną dalej!
Samuel
Opis zbiórki
Mam na imię Samuel, jestem mężem i tatą dwójki wspaniałych dzieci. Zawsze byłem bardzo aktywny i zaangażowany w pracę oraz życie rodzinne. Nie sądziłem, że nagła choroba wszystko zatrzyma. W sierpniu 2025 roku trafiłem do szpitala i usłyszałem diagnozę: złośliwy, nienasieniakowy rak śródpiersia. Guz miał aż 13 × 11 cm i był tak ogromny, że praktycznie odebrał mi oddech i siły, choć jeszcze chwilę wcześniej funkcjonowałem jak okaz zdrowia.
Początkowe objawy były bardzo podstępne: zmęczenie, mniejsza wydolność, ból ramienia. Myślałem, że to od pracy kierowcy, może od klimatyzacji, czy nawet od remontu domu. Przecież nikt po takich objawach nie spodziewa się raka. Kiedy jednak żona zauważyła, że jestem bardzo blady, pojechaliśmy na SOR.

Lekarze przeprowadzili szereg badań, w tym rentgen i tomograf. Widziałem ich konsternację i zdziwienie, kiedy oglądali obraz mojej klatki piersiowej. To nie wróżyło nic dobrego... Okazało się, że guz był na tyle duży, że znacząco wpłynął na funkcjonowanie lewego płuca. Dosłownie uniemożliwił mu pracę! Specjaliści byli zszokowani, że rozwinął się on aż tak szybko u młodego mężczyzny, w tak nietypowym miejscu.
We wrześniu 2025 roku zacząłem chemioterapię i mam za sobą już 4 cykle. Nie było lekko. Skutki uboczne były dla mnie bardzo trudne: mdłości, wymioty, brak apetytu, ogromne osłabienie. Z każdą kolejną chemią organizm coraz gorzej sobie radził i potrzebował więcej czasu na dojście do siebie. Po ostatniej chemii minęło kilka dni, zanim w ogóle stanąłem na nogi. Ale walczyłem. I wywalczyłem zmniejszenie guza do 9 × 7 cm. To pierwszy, realny krok naprzód do wygrania tej walki.

Na szczęście dziś chemioterapia jest już zakończona. Czekam na badanie PET i kwalifikację do poważnej operacji usunięcia guza, która wcześniej nie była możliwa, bo otaczał aortę. Niestety na tym nie kończą się moje problemy. Lekarze podejrzewają zmiany w kręgosłupie. Ból ciągle narasta, a ja coraz gorzej sobie z nim radzę. Najgorsze jest to, że leki przestają działać. Bez regularnej rehabilitacji i fizjoterapii nie wrócę do sprawności.
Przyznano mi orzeczenie o znacznym stopniu niepełnosprawności. Od ponad pięciu miesięcy jestem na zwolnieniu lekarskim, a jednocześnie jestem jedynym żywicielem rodziny. Żona jest ze mną na każdej wizycie, przy każdym badaniu, opiekuje się mną i dziećmi. Nie może wrócić do pracy, a koszty leczenia, rehabilitacji, turnusów i wszelkich dojazdów rosną szybciej, niż jesteśmy w stanie je udźwignąć.

Najtrudniejsze są momenty, gdy nie jestem w stanie wziąć córeczki na ręce, albo pobawić się z synem, jak dawniej. Jednak, gdy widzę ich twarze, to wtedy przypominam sobie, po co walczę. Moje dzieci muszą mieć tatę, a żona – męża. Mam ogromne wsparcie rodziny, bliskich i znajomych z pracy, Wiem, że mam do czego wracać i dla kogo wygrać tę walkę.
Nie szukam litości. Proszę o pomoc, żebym mógł zrobić kolejny krok: przygotować się do operacji, regularnie uczęszczać na rehabilitację i wreszcie stanąć na nogi. Rak mnie zatrzymał, ale mnie nie złamał. Zawsze walczyłem do końca i tym razem też się nie poddam. Z góry dziękuję każdemu, kto zdecyduje się mnie wesprzeć.
Samuel
Wpłaty
- 100 zł
- Wpłata anonimowaX zł
- FilipSz50 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
- Wpłata anonimowaX zł