
Skutki tragicznego wydarzenia sprzed lat wciąż dają o sobie znać! Pomóż Sandrze odzyskać życie bez bólu!
Cel zbiórki: Roczna rehabilitacja i specjalistyczne terapie
Wpłać, wysyłając SMS
Cel zbiórki: Roczna rehabilitacja i specjalistyczne terapie
Opis zbiórki
Sandra była pełną życia, zaangażowaną dziewczyną. Otaczała się przyjaciółmi, miała chłopaka, aktywnie uprawiała sport i z ogromnym sercem pomagała bezdomnym zwierzętom, szczególnie kotom. Kilka z nich przygarnęła, dziś są przy niej niczym wierni strażnicy i najlepsi przyjaciele. Regularnie odwiedzała także hospicjum, niosąc wsparcie starszym i ciężko chorym ludziom. Nikt nie przypuszczał, że los potrafi odwrócić się tak dramatycznie... Że prześladowanie w szkolnej społeczności odbierze jej radość z życia i doprowadzi do tak tragicznej decyzji.
Nigdy nie zapomnę tego dnia. Był wrzesień, 2014 rok. Karetka na sygnale, OIOM i moje dziecko pod respiratorem, aparatura podtrzymująca życie i nasze modlitwy i łzy. Lekarze kazali przygotować się na najgorsze, jej serce zbyt długo stało. Wpuszczono mnie na OIOM, zobaczyłam moją córeczkę nieprzytomną, opuchniętą, bezbronną. Podłączona do respiratora leżała cichutko. Usłyszałam jedną z najgorszych wiadomości: „Stan pani córki jest krytyczny, o tym, czy przeżyje, zadecydują najbliższe godziny, ale szanse są niewielkie."

Kazali nam się żegnać. U Sandry wystąpił obrzęk mózgu, który spowodował ogromne zniszczenia. Balansowała na granicy życia i śmierci. Lekarze w ostatniej chwili wyrwali ją z objęć śmierci, ale zapadła w śpiączkę. Nikt nie potrafił mi powiedzieć, co się stanie w następnej dobie, za tydzień, za rok. Doszłam do pierwszego w życiu muru. Ale wiedziałam, że Sandra do mnie wróci. Matka czuje takie sygnały.
Na OIOM-ie spędziła 2 miesiące, przeszła śmierć kliniczną, sepsę i kilkaset ataków padaczki na dobę. Ciężkie infekcje wyniszczyły jej wątłe ciało. Wiem, że jedną nogą była po tamtej stronie, ale jakaś siła sprawiła, że została. Wygrała walkę o życie, ale musiała zacząć walczyć o zdrowie. W klinice Budzik, do której trafiliśmy, uczyli mnie żyć z Sandrą w stanie wegetatywnym, czytać jej emocje, szukać komunikacji. Uczyłam się opieki, ale też nauczyłam się znajdować szczęście w tym, że jest ze mną, że reaguje. Życie mojej córki zatoczyło straszne koło i choć przetrwała, to wiem, że duża jej część nigdy już nie wróci.

Wypadek odebrał Sandrze marzenia, plany a pozostawił cierpienie i łzy. Nie może zostać sama nawet na chwilę, musi być ktoś przy niej 24 godziny na dobę, pilnować czy oddycha – ma rurkę tracheostomijną, zmieniać pampersy, podawać jedzenie przez PEG-a. Pozostaje pod stałą opieką rehabilitantów już od kilkunastu lat. Jeździła także na liczne turnusy. Niestety stale zmagamy się ze spastyką. Sandra nie może funkcjonować bez specjalistycznych urządzeń, terapii, leków, a także bez stałej obecności drugiej osoby. Wydatki na to by Sandra mogła żyć, są ogromne, a nasze możliwości ograniczone.
Sandra jest całkowicie zależna od wózka, nie możemy jej pionizować. Zdeformowane stopy i osłabione mięśnie niosą za sobą ogromne ryzyko. Nie jeździmy na turnusy, bo organizm Sandry tego nie wytrzymuje. Do tego doszły problemy z sercem, skoki tętna, wyczerpanie. Rehabilitacja jest jednak nieustannie potrzebna, tylko w innej, bezpiecznej formie.

Największym zagrożeniem są dziś nerki i serce. Kamienie nerkowe mają około 2 cm i powodują potworny ból, choć Sandra nie może nam tego powiedzieć słowami. Operacja jest zbyt ryzykowna. Lekarze powiedzieli, że z uwagi na problemy z sercem, bakterie w płucach oraz gronkowca, jest zbyt wielkie ryzyko urosepsy, a nawet tego, że nie wybudzi się z narkozy. Obciążeń jest zbyt wiele. Możemy działać jedynie zachowawczo: leki, antybiotyki, farmakologia, nawadnianie, stałe kontrole co trzy miesiące. Czuwają nad nią liczni specjaliści, bo każdy dzień jest walką.
Sandra otwiera oczy i wodzi wzrokiem. Wierzymy, że widzi, choć jej pole widzenia jest bardzo ograniczone. Potrafi w minimalnym stopniu się ze mną komunikować poprzez oddech, ruch głowy, napięcie ciała. Wiem, kiedy czegoś potrzebuje, jak matka noworodka, która nie słyszy słów, ale zwyczajnie czuje sercem. Reaguje na obecność moich wnuków, odwraca w ich stronę głowę, zmienia oddech. Wie, że są obok.

Dziś walczę już nie o cud, ale o godność i komfort życia Sandry. Chcę tylko jednego: żeby nie cierpiała. Zniszczenia mózgu są zbyt rozległe, poprawy nie będzie. Jestem przy niej każdego dnia: czytam książki, mówię jej, jaki jest dzień, przytulam ją i kąpię. Sama mam chory kręgosłup, a pod moją opieką jest też troje wnuków.
Koszty są ogromne: rehabilitanci, masaże, logopedia, sprzęt, leczenie. W 2016 roku, po reportażu „Sandra musi się obudzić”, przyszła wielka fala wsparcia. Dziś środków jest coraz mniej, ale potrzeby Sandry się nie zmieniły. I nie zmienią się nigdy. Ona będzie tej pomocy potrzebować do końca życia. Z głębi serca proszę, pomóżcie mi zapewnić godne życie dla mojej córki. Wasze wsparcie to dla mnie nie tylko pomoc finansowa, ale także świadomość, że nie jesteśmy w tym same.
Wanda, mama Sandry

➡️ Przeczytaj historię Sandry na medonet.pl (otwiera nową kartę)
- Wpłata anonimowa35 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowaX zł
- Wpłata anonimowa100 zł