
"Chcę walczyć z nowotworem, nie chcę umierać..." – Ratuj Sarę❗️
Cel zbiórki: ratowanie życie - leczenie onkologiczne Sary
Cel zbiórki: ratowanie życie - leczenie onkologiczne Sary
Aktualizacje
Kolejny przerzut - w głowie! 💔 Walczę z rakiem i potwornym bólem... Błagam o ratunek!
Tydzień temu minęło 5 lat... Równe 5 lat od diagnozy... Pamiętam ten dzień jak dziś... Wiele pytań w głowie i brak odpowiedzi... Rozpoczęcie leczenia i po pół roku informacja, że nic więcej nie da się zrobić...
Pozostawiona sama sobie nie poddałam się, wraz z rodziną znaleźliśmy ratunek w Gdańsku. Tam miałam różnorakie chemioterapie, które niestety nie przyniosły oczekiwanego skutku... W międzyczasie szereg operacji (łącznie 5), które również dawały ulgę tylko na chwilę...
W tym roku odbyła się immunoterapia w Izraelu, po 4 wlewach z 6 zmiany zaczęły rosnąć, a oprócz tego pojawiły się nowe... Ta terapia działała na mnie destrukcyjnie, więc musiałam z niej zrezygnować... Aktualnie od końca czerwca nie jestem leczona, a ból niestety się nasila. Przynajmniej wreszcie prawdopodobnie znam przyczynę... Mam zmianę w mózgu, która jest kolejnym przerzutem...
W rok urosła zmiana o jednokrotność swojej wartości, przez co dała niedowład prawostronny i tak silne bóle... Jedyne co teraz mogę zrobić, to szukać kogoś, kto mi tę zmianę naświetli i liczyć na to, że się zmniejszy, a objawy ustąpią 🙏

Każdego dnia wielu z Was pyta, co u mnie... A ja nie dodaję informacji, bo nic się nie zmienia... Jestem na ten moment w hospicjum, próbują coś zmienić z bólem, ale się nie da... Jedyną drogą do sukcesu będzie naświetlenie (mam nadzieję), ale żeby ono się odbyło, muszę znaleźć ośrodek w Trójmieście, który się tego w ogóle podejmie... Niestety ze względu na ból nigdzie dalej nie dojadę... Dlatego też immunoterapia, którą miałam otrzymać, jak stąd wyjdę, na razie musi odejść na drugi plan.
Co więcej mogę od siebie dodać? Zawsze słuchajcie siebie i swojego organizmu! Jeśli czujecie, że coś jest nie tak, szukajcie przyczyny! Minęło 5 lat mojej walki, o 4,5 roku dłużej niż mi dawano. Nie wiem, ile jeszcze mi zostało, ale doceniam każdy dzień, który jest mi dany i tego się trzymam... 🫶
A Wam życzę miłego dnia i dziękuję, że cały ten czas ze mną jesteście i mnie wspieracie! ❤️ I bardzo proszę o dalszą pomoc. Ja chcę żyć...
Sara
Sara walczy o życie❗️Rak atakuje, a razem z nim ból... Prosimy o ratunek!
3 sierpnia Sara obchodziła 28. urodziny. Niestety w szpitalnym łóżku, po kolejnej już operacji... Niestety, zamiast prezentu, spadł na nią kolejny cios - terapia lekiem, który dostawała w Izraelu, musiała zostać przerwana. Nie przyniosła oczekiwanych skutków... Sara jednak nadal dzielnie walczy o życie i potrzebuje Waszej pomocy!
Obecnie Sara czeka na wycenę kolejnego leczenia i decyzje lekarzy, jej przyszłość nadal jest niepewna, ale robi wszystko, żeby znaleźć ratunek. Żeby żyć. Ta walka możliwa jest jednak tylko dzięki Waszemu wsparciu, bo większość refundowanych możliwości leczenia już Sarze nie pomoże...

Niestety dolegliwości bólowe są na tyle silne, że ostatnimi czasy większość czasu Sara spędza w łóżku, a jej aktywność jest ograniczona do minimum. Po 4 tygodniowym pobycie w hospicjum zostały jej rozpisane leki przeciwbólowe, które co prawda redukują ból, ale nie niwelują go do zera.
Ostatnio był ciężki czas. Sara trafiła do szpitala z powodu krwi w stolcu, wymiotowała też samą krwią. Straciła na chwilę przytomność, ale personel stanął na wysokości zadania i obecnie pomału dochodzi do siebie, czekając na wyniki badań.
Musimy poruszyć niebo i ziemię, by uratować Sarę. Za każdy gest wsparcia, każdy komentarz, każde dobre słowo, będziemy bardzo wdzięczni - potrzebujemy ich jak nigdy!
28 lat to jeszcze nie czas, by umierać...
Z OSTATNIEJ CHWILI❗️Sara przechodzi operację, potrzebne wsparcie i modlitwa!
Dziś między 11 a 12 czeka mnie kolejna bitwa, jaką jest 5 operacja... Wierzę, że lekarze sprostają zadaniu i nie zakończy się to tylko na otworzeniu mnie i zamknięciu. Bardzo potrzebuję Waszego wsparcia, Waszych dobrych myśli, Waszej obecności w trzymaniu kciuków i modlitwach...
Wierzę, że moje 28 urodziny, które przypadają na tę sobotę, będę spędzała z najbliższymi szczęśliwa na oddziale, że już po wszystkim! Będę dzielna, jak zwykle!

Wiem, że to nie ja zawiodłam, zrobił to rak, który się mnie uczepił... Zrobiła to medycyna, która nie potrafi sobie z nim poradzić... Ja robię wszystko, co w mojej mocy, aby było inaczej... I nawet jak będę miała poruszyć góry, aby wreszcie wyzdrowieć to, to zrobię!
Z całych sił dziękuję, że nadal tu ze mną jesteście i tak silnie mnie wspieracie... 🥹
Wrócę do Was jeszcze silniejsza. Proszę o pomoc. Potrzebuję Was jak nigdy dotąd...
Sara
Opis zbiórki
To miały być niegroźne torbiele – tak przez pół roku byłam zbywana przez kolejnych lekarzy. Ale ciągle był ból i inne dolegliwości, przez które nawet myślałam, że jestem w ciąży. Niestety – zamiast nowego życia, okazało się, że moje życie jest zagrożone! Złośliwy nowotwór jajnika. Wyrok – właśnie dowiedziałam się, że w Polsce wyczerpali już wszystkie możliwości leczenia, a guzy rosną… Moją ostatnią nadzieją jest niezwykle drogie leczenie zagraniczne. I Wasze wsparcie, bym mogła je podjąć…
Byłam za młoda, by lekarze od razu podejrzewali najgorsze. Może gdybym nie straciła pół roku, gdyby diagnoza została postawiona szybciej, a leczenie szybciej się rozpoczęło – dziś byłoby inaczej. Ale nie mogę teraz gdybać… Patrzę, jak jest teraz – a moja sytuacja jest bardzo ciężka. Staram się nie załamywać, żyć normalnie – jak tylko potrafię. I czekać, wierzyć w cud – w skuteczne leczenie za granicą. To moja ostatnia nadzieja.

Gdy pojechałam na pierwszą operację – wtedy sądziłam, że wycięcia torbieli laparoskopowo, bardzo się bałam. Narkozy, tego jak ją zniosę, bólu po zabiegu. Ale gdy się obudziłam i na brzuchu zamiast 3 małych plasterków zobaczyłam ogromny, po rozcięciu całego brzucha, byłam przerażona… Bolało przy każdym ruchu. Najgorsze jest to, że nikt nie chciał mi nic powiedzieć. Ale w końcu się dowiedziałam…
Gdy lekarze otworzyli mnie na stole operacyjnym, zamiast torbieli zobaczyli… guza nowotworowego! Obudziłam się bez całego prawego jajnika, a wkrótce dostałam diagnozę – złośliwy nowotwór jajnika w IV stadium, z odległymi przerzutami!
Wtedy się załamałam. Płakałam i nie mogłam uwierzyć… Miałam i wciąż mam wsparcie rodziny i partnera. Nie pozwolili mi się poddać, więc walczyłam. I wciąż walczę.

Przeszłam najróżniejsze chemie, łącznie 4 operacje, w tym wycięcia 2. jajnika i całej macicy. Wypadły mi włosy i wiedziałam, że nigdy nie będę mogła mieć dzieci. Byłam bardzo słaba… W pewnym momencie leżąca, w ciężkim stanie… Szpital w Bydgoszczy w 2020 roku się poddał – nic więcej nie mogli dla mnie zrobić. Uratowała mnie wtedy pani profesor ze szpitala w Gdańsku. Wyłonili mi wtedy stomię.
Przez 4 lata walki z rakiem więcej było ciężkich chwil, informacji o nowych przerzutach, o kolejnych zawiedzionych nadziejach, niż tych podnoszących na duchu. Jednak w 2022 roku, w Boże Narodzenie, dowiedziałam się, że jest remisja!
Moje szczęście trwało jednak tylko 7 miesięcy… W końcu markery nowotworowe zaczęły się podnosić, a badanie PET wykazało aktywne przerzuty na węzłach chłonnych…
Kolejne leczenie, kolejny brak rezultatów i możliwości operacji… Cudem w Białymstoku znaleźliśmy lekarza, który w 2023 roku przeprowadził na mnie bardzo ciężką, 10-godzinną operację. Udało się – wyciął wszystkie zmiany, a wraz z nimi cześć przepony, wszczepy w otrzewnej, esicę, odbytnicę, 15 cm jelita grubego, 5-centymetrową zmianę przy ujściu pochwy. Wyłonił także kolostomię końcową.

Miałam nadzieję na chwilę odpoczynku, na nacieszenie się wygraną – choć bardzo ciężką – bitwą z nowotworem. Niestety… Guzy odrosły bardzo szybko i pojawiły się nowe – w płucach i otrzewnej. To oznacza jedno – koniec pomysłów na skuteczne leczenie…
Moi lekarze walczą, widząc mój stan i wolę życia. Gdybym była leżąca, już by się poddali. A tak podają mi chemię eksperymentalną (teraz zazwyczaj podawaną mężczyznom na nowotwór jąder), starają się dowiadywać o badaniach klinicznych. Nie ukrywają jednak, że leczenie się wyczerpało i nie ma wielkich nadziei już w Polsce…
Razem z rodziną zaczęliśmy szukać innych możliwości za granicą. Jesteśmy w kontakcie z kliniką w Izraelu, która osiąga rewelacyjne na światową skalę efekty w leczeniu nowotworu jajnika. Niestety, koszt leczenia zwala z nóg, ale to moja ostatnia szansa na życie, innej już nie mam.
Jako że nie mam czasu do stracenia – bo ja nie mam czasu – już teraz z całego serca proszę Was o pomoc. Ja nie poddaję się, choć coraz ciężej mi się oddycha, coraz szybciej się męczę… Patrzę jednak w lustro, na moją głowę już z odrośniętymi włosami i nie chcę uwierzyć w to, że przegrywam, że moje życie się kończy!
Miałam pecha, zachorowałam w bardzo młodym wieku, a nie jestem obciążona genetycznie. Teraz wiem, że choroba może spotkać każdego. A bez pomocy i wsparcia bardzo trudno z nią wygrać…
Chcę walczyć. Proszę Was – pomóżcie mi.
Sara
- Wpłata anonimowa100 zł
- Wpłata anonimowa10 zł
- Wpłata anonimowa100 zł
- Wpłata anonimowa4 zł
- Dominika200 zł
Wszyscy jesteśmy z Tobą
- Wpłata anonimowa100 zł