Rak niszczy wszystko, a ja mam dla kogo żyć!

Zbiórka na cel: roczne leczenie wspomagające
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 1 059 osób
37 654 zł (40,74%)
Brakuje jeszcze 54 771 zł
Wesprzyj

Sylwia Filipcewicz-Fąfara, 44 lata

Świnoujście, zachodniopomorskie

rak przewodów żółciowych wewnątrzwątrobowych

Rozpoczęcie: 28 Listopada 2018
Zakończenie: 26 Lutego 2019

Zbiórka obejmuje leczenie alternatywne

Mam na imię Sylwia i tylko 44 lata - zdecydowanie za wcześnie, żeby stąd odchodzić… Mam też syna i małą córeczkę oraz kochającego mężą, dla których muszę żyć! Byliśmy szczęśliwi żyjąc naszą normalną codziennością. To wszystko postanowił zniszczyć rak - złośliwy nowotwór, który rozwijał się podstępnie. Gdy zaatakował, na ratunek było już za późno… Dzisiaj zostaje mi tylko chemioterapia, którą będę brała - cóż - do końca życia… Ile ono będzie trwało? Zależy, ile starczy mi sił. Żeby wytrwać jak najdłużej, konieczne jest leczenie wspomagające - bardzo drogie, na które mnie nie stać. Dlatego bardzo prosze o pomoc - dajcie mi siłę do walki z rakiem…


Pierwszy atak był w czerwcu zeszłego roku - czułam ból pod żebrem, miałam wysoką gorączkę. Po kilku dniach przeszło, zapomniałam o sprawie. Niestety, atak bólu powtórzył się w sierpniu, potem październiku i grudniu. Za każdym razem trwał kilka dni i splatał się z jakimiś moimi wyjazdami. Wszystko zrzuciłam na stres - przejmowałam się, że jak przez kilka dni nie będzie mnie w pracy, to coś się zawali, będę za to odpowiedzialna. Takie były moje problemy… Dzisiaj mam o wiele poważniejsze - walczę o to, by przeżyć…


Ból przychodził coraz częściej, w styczniu poszłam do lekarza. Pani doktor zbadała mnie, popatrzyła dziwnie i wysłała do domu - nic mi nie dolegało. Znowu sądziłam, że to pewnie przez stres, skoro nawet lekarz niczego nie wykrył. Powtórzyło się to też w lutym - ból, przychodnia i słowa lekarki, że nic u mnie nie widzi. Atak się jednak powtórzył po kilku tygodniach, tym razem dostałam skierowanie na badania krwi. Wyniki były bardzo złe, tym razem na twarzy lekarki dostrzegłam niepokój. Wysłała mnie na prześwietlenie klatki piersiowej i USG. Był już marzec.

Sylwia Filipcewicz-Fąfara


Udało mi się zrobić tylko prześwietlenie. Pierwsze terminy na USG były w czerwcu, prywatnie tak samo. Moja lekarka oglądając wyniki odetchnęła z ulgą. Powiedziała, że to tylko bezobjawowe wirusowe zapalenie płuc i to dobrze, bo podejrzewała coś gorszego. Co? Nie chciała odpowiedzieć.


Po dwóch tygodniach antybiotyku kolejne badanie krwi. I tym razem wyniki były bardzo złe... Na USG przyjęli mnie już następnego dnia. Potem okazało się, ten dzień będzie najgorszym w całym moim życiu…


Rak. Guzy w wątrobie i pęcherzu, największy ma aż 13 cm, ale jest mnóstwo mniejszych, rozsianych. Nie mogłam w to uwierzyć… Choroba okazała się być bardzo zaawansowana, o operacji nie było mowy. Przez chwilę ktoś wspomniał o przeszczepie wątroby. Wtedy się wystraszyłam, a dziś żałuję, że to było tylko płonną nadzieją…


Diagnoza brzmiała dla mnie jak wyrok, nie mogłam w to uwierzyć. Jestem osobą, która do tej pory nie chorowała i nie rozczulała się nad sobą. Powinnam mieć jeszcze tyle lat udanego i szczęśliwego życia... Jednak nie zamierzam się poddać i będę walczyć. Mam dwoje wspaniałych dzieci i cudownego męża, dla których chcę żyć! Pragnę patrzeć, jak mój syn wkracza w dorosłe życie i jak moja córka staje się nastolatką, chcę zestarzeć się u boku mojego kochającego męża. Czy będę w ogóle miała taką możliwość? Zestarzeć się - to dziś moje marzenie...

Sylwia Filipcewicz-Fąfara

Na chwilę obecną według medycyny konwencjonalnej moją jedyną szansą jest chemioterapia. Co dwa tygodnie jeżdżę na wlewy do kliniki pod Poznaniem. Mam za sobą już 15 cykli, przed sobą… oby jak najwięcej. Lekarz powiedział, że póki mój organizm wytrzymuje, muszę brać chemię - to jedyna szansa na zahamowanie nowotworu. Ile jeszcze wytrzymam?


Moje szanse znacznie zwiększa leczenie wspomagające odporność i walkę z rakiem. Medycyna naturalna ma swoich zwolenników i przeciwników, jednak ja nie zrezygnowałam z konwencjonalnego leczenia, a medycyną naturalną chcę się tylko wspomóc. Póki co, to działa! Muszę w coś wierzyć, mieć jakiś punkt oparcia. Jeśli się poddam, nie będzie już nic… Terapia, na którą zbieram obejmuje głęboką hipertermię miejscową, wysokodawkowane kroplówki z wit. C, kurkuminą i kwarcetyną oraz wspomaganie własnego układu odpornościowego. Cztery razy w miesiącu jestem poddawana tej terapii, ale na kolejne mnie już nie stać.

Jestem po wielu miesiącach ciężkiej walki, ale nie poddaję się. Wróciłam do pracy, bo w domu nie dawałam rady - ciągle myślałam o najgorszym… Kiedyś miałam gęste włosy, teraz została mi może ich trzecia część. Jednak nadal są! Przed wyjściem z domu nakładam makijaż i chociaż niektórzy mówią mi “na co ci to wszystko?”, to odpowiadam, że co mi pozostało? Mam siedzieć, rozpaczać nad swoim losem i wyglądać jak śmierć? Ciąglę żyję i wierzę, że jeszcze wiele lat życia przede mną. Byle tylko starczyło mi sił...

Sylwia

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 1 059 osób
37 654 zł (40,74%)
Brakuje jeszcze 54 771 zł
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość