Zdążyć z pomocą nim przyjdzie śmierć

Zbiórka na cel: Ratująca życie operacja kręgosłupa u dr. Paley'a
Sylwia Zakrzewska
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 230 osób
5 579 zł (0,64%)
Brakuje jeszcze 864 518 zł
Wesprzyj

Sylwia, 14 lat

Rozszczep kręgosłupa, porażenie kończyn dolnych, szereg wad wrodzonych

Suwałki, podlaskie

Rozpoczęcie: 23 Sierpnia 2017
Zakończenie: 03 Listopada 2017

Na to nie można się przygotować, bo nikt nie mówi, jak poradzić sobie z tragedią. Nie uczą tego w szkole, nie piszą o tym w gazetach. Gdy okazało się, że jestem w ciąży, nie miałam skończonych 18 lat. Lekarz sugerował aborcję, bo przecież taka młoda, na pewno sobie nie poradzi… Ja jednak już tak bardzo pokochałam tę istotkę pod moim sercem, nigdy bym jej nie zabiła! Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że powitam na świecie dwie dziewczynki, a jedna z nich będzie śmiertelnie chora...

To miał być najpiękniejszy dzień w moim życiu, tymczasem zmienił się w najgorszy koszmar. O tym, że będę miała bliźniaczki, dowiedziałam się miesiąc przed porodem. Godzinę po ich przyjściu na świat przyszli i oznajmili, że jedna z moich córeczek jest ciężko chora - ma rozszczep kręgosłupa, urodziła się z organami wewnętrznymi na wierzchu, nie wiadomo, czy przeżyje… Nie mogłam w to uwierzyć. Nie pojmowałam, jak to się mogło stać! Serce pękło na miliony kawałków, a krew z żył chciała je rozerwać i wypłynąć jak wulkan. Moja mała, biedna córeczka...

Chociaż prawie całą ciążę lekarz zapewniał mnie, że urodzę zdrowego chłopca, pokochałam moje córeczki najmocniej na świecie. Miałam bardzo mało czasu na wybór imion, ale oczami wyobraźni widziałam dwie małe istotki, które idą ze mną na spacer. Obie słodkie, ubrane w identyczne sukieneczki, wesoło podskakujące przy moim boku… Te marzenia w jednej chwili legły w gruzach.

Byłam jeszcze taka młoda, chociaż dojrzała jak na swój wiek. Z łatwością zrezygnowałam z tego, czym charakteryzuje się młodość - beztroski, zabawy, braku odpowiedzialności. Od razu poczułam się mamą i wiedziałam, że zrobię wszystko dla moich dzieci. Nie byłam przygotowana jednak na to, że moja córeczka od chwili narodzin będzie walczyć o życie, a nasza codzienność stanie się zmaganiem o jej zdrowie… Ojciec Sylwii i Kamili, gdy dowiedział się o chorobie córki, odszedł od nas. Został mi tylko tata, dzięki któremu zniosłam to wszystko. Nie mam mamy - opuściła nas, gdy miałam zaledwie dwa latka. Może właśnie dlatego postanowiłam być jak najlepszą matką dla moich dzieci.

Córki stały się dla mnie całym światem. Kamila jest dzisiaj piękną, zdrową 14-latką. Chodzi do szkoły, trenuje zapasy, jest niezwykle zdolna. A Sylwia…  Los zadrwił, śmiejąc się nam prosto w twarz, skazując Sylwię na ból, cierpienie i wózek inwalidzki. Jej towarzyszami życia stały się ciężkie dolegliwości: rozszczep kręgosłupa, wodogłowie, niedowład kończyn dolnych, stopy końsko-szpotawe, pęcherz neurogenny. Do tego Sylwia musi być cewnikowana kilka razy dziennie. Brak czucia paradoksalnie stał się szczęściem w nieszczęściu - gdyby nie to, moja córeczka cierpiałaby jeszcze bardziej…

Odleżyny, które goją się miesiącami, czasami nawet wielkości pięści, to ból nie do opisania dla osoby, która czuje. Wiele osób sądzi, że to są zwykłe podrażnienia, taka niewinna nazwa. U mojej córeczki to wielka, trudno gojąca się rana. Na początku była mała, lekarz ją oczyścił i niestety postanowił zaszyć. To był błąd… Wdało się zakażenie, rana musiała znów zostać otwarta, a moim oczom ukazał się tragiczny widok - w ogromnej ranie, wielkości pięści dorosłego człowieka, widać było kość.

Nasza codzienność, która przypomina walkę z wiatrakami. Nie ma chwili wytchnienia, ale nie można się poddać. Przeszliśmy już tak wiele… Przez pierwsze lata życia domem Sylwii był szpital. Na nieszczęście jesteśmy z małego miasta, a przez błędne decyzje lekarzy moje dziecko wycierpiało jeszcze więcej. Gdy pierwszy raz miała sepsę, stwierdzili zatrucie pokarmowe. Dopiero gdy zaczęła tracić wzrok, wysłali nas karetką do większego szpitala. Bez lekarza, który mógłby ratować życie, tylko ja, kierowca, i moje umierające dziecko… Potem sepsa przyszła raz jeszcze, ale znowu wygraliśmy ze śmiercią. Była także posocznica, niedrożność jelit, wycięcie wyrostka i te straszne odleżyny, które w szpitalach w naszym rejonie leczy się latami i to bez większych efektów. Są lepsze ośrodki, ale bardzo drogie…

Moja córeczka, mimo swojego cierpienia, nie poddaje się. Za każdym razem jestem pełna podziwu nad jej wolą życia. Uśmiecha się, chociaż boli, a przecież wszystko rozumie… Patrzy na swoją siostrę bliźniaczkę i pyta, dlaczego nie jest taka sama. Przecież bliźnięta są takie same! Tymczasem, gdy jej siostra idzie na kolejny trening, Sylwia tylko smutno patrzy w okno. Wiem, jak bardzo by chciała mieć normalne dzieciństwo, albo chociaż cierpieć troszkę mniej… Boli mnie serce, bo chcę zrobić dla niej wszystko, ale sama nie daję rady. Najgorsza jest świadomość, że Sylwii zagraża śmiertelne niebezpieczeństwo!

Pogłębiająca się skolioza wykrzywiła ciało mojej córeczki. Krzywe kości nie pozwalają płucom się rozwijać, żebra mogą je przebić w każdej chwili. Córeczka rośnie, wraz z nią rosną jej kości, które zagrażają narządom. Tak bardzo się boję każdego kolejnego dnia… Sylwia wymaga pilnej operacji, a właściwie jednej z kilku. Szukałam wszędzie, by moje dziecko mogło trafić pod jak najlepszą opiekę - mamy tak wiele doświadczeń z lekarzami i szpitalami, że boimy się każdej kolejnej hospitalizacji. W końcu znalazłam rozwiązanie, znalazłam kogoś, kto poprowadzi moje dziecko, uratuje jej życie i sprawi, że Sylwia nie będzie cierpiała!

Dr Paley zaplanował serię zabiegów. Pierwszy z nich, ten najważniejszy, musi odbyć się jak najszybciej. Operacja kręgosłupa jest bardzo droga - ponad dwieście tysięcy dolarów. Nie umiem nawet wyobrazić sobie takiej kwoty, wiem, jak trudno będzie ją zebrać. Ale nie mogę się poddać, muszę próbować wszystkiego! Jestem matką, a matka zrobi wszystko dla swojego dziecka! Moim największym pragnieniem jest to, by dr Paley zajął się moją córeczką, zoperował najpierw jej kręgosłup, a w kolejnych etapach biodra i nóżki. W USA prowadzą badania kliniczne. Jeśli zdążymy ze wszystkimi operacjami, możemy się na nie dostać, moja córeczka może chodzić! Co prawda o kulach, ale to i tak ogromny krok naprzód. Wyobrażam sobie, jak wstaje, idzie dziarsko przed siebie, a po jej policzkach nie płyną już łzy cierpienia, tylko łzy radości…

Pragnę tego jak niczego na świecie, ale to dopiero przyszłość. Najważniejsze jest tu i teraz, a w tej chwili życie mojego dziecka jest zagrożone. Dlatego priorytetem jest operacja kręgosłupa i ratowanie płuc, nim będzie za późno. Sama nie dam rady, nigdy nie zgromadzę takiej sumy, choćbym sprzedała wszystko co mam, a mam niewiele… Dlatego proszę o pomoc dla mojej córeczki. Ona już tak wiele wycierpiała, a mimo to ma nadzieję. Nie mogę jej odebrać… Muszę ratować moją córeczkę, muszę zapewnić jej jak najlepszą opiekę i jak największą szansę na zdrowie i życie - błagam, pomóżcie...

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 230 osób
5 579 zł (0,64%)
Brakuje jeszcze 864 518 zł
Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość