
Rano odebrał z synkiem pierwsze szkolne świadectwo, a już w nocy walczył o życie❗️Trwa rozpaczliwa walka o Tomka – RATUJ❗️
Cel zbiórki: Półroczny pobyt w ośrodku rehabilitacyjnym
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
Tu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiącCel zbiórki: Półroczny pobyt w ośrodku rehabilitacyjnym
Opis zbiórki
27 czerwca 2026 roku Tomek pojechał z naszym synkiem na zakończenie roku szkolnego. To był dla nas wszystkich wyjątkowy moment, bo tego dnia Wojtuś odbierał swoje pierwsze świadectwo! Pamiętam, że panował wtedy straszny upał, więc po powrocie mąż napełnił dla dzieci basen, by mogli się wszyscy schłodzić. Całe popołudnie spędzili na radosnej zabawie w ogródku, a ja myślałam, że jesteśmy najszczęśliwszą rodziną na świecie…
Żadne z nas nie wiedziało, że to nasze ostatnie normalne chwile. Że już za parę godzin dojdzie do niewyobrażalnej tragedii…
Wieczorem Tomek zostawił dzieciaki pod moją opieką i wsiadł na quada, by pojechać na spotkanie z kolegami. Zawsze był duszą towarzystwa i uwielbiał kontakt z ludźmi. Gdy dojeżdżał do miejsca spotkania – będąc już w zasięgu wzroku przyjaciół – nagle przewrócił się i spadł z pojazdu. Nikt do tej pory nie wie, co się dokładnie stało.
Koledzy natychmiast podbiegli do męża. Sprawdzili puls, wezwali karetkę i udzielili pierwszej pomocy. Pogotowie przyjechało w zaledwie 7 minut. Tomek był już jednak silny, niedotleniony, bez krążenia. Ratownicy podjęli się resuscytacji i przewieźli męża na sygnale na Odział Intensywnej Terapii.
Od tamtej chwili z mężem nie ma kontaktu, leży pod respiratorem. Nie chcę wracać myślami do momentu, gdy usłyszałam o wypadku. Żadne słowa nie będą w stanie tego opisać. Dziś staram się być silna. Dla Tomka. Dla naszych dzieci. Dla nas. Jednak gdy widzę męża pośród aparatury na szpitalnym łóżku, to czuję się tak potwornie bezradna. Nogi same się pode mną uginają, a łzy napływają do oczu. Kilkukrotnie próbowano odłączyć Tomka od respiratora, jednak wszystkie próby kończyły się niepowodzeniem. Wygląda jakby tylko spał, ale nie podejmuje samodzielnego oddechu. Choć rokowania są bardzo trudne, to sił dodaje nam, że stan męża jest w tym momencie stabilny.

Momentami wydaje się nam, że Tomek nas słyszy. Mąż zawsze miał niezwykle silną więź z moim tatą. Gdy tata przyjechał zobaczyć go po wypadku, ledwo był w stanie ustać na trzęsących się z emocji nogach. Płakał nad szpitalnym łóżkiem, trzymał na nim swoją dłoń i powtarzał: „To ja, Twój Zenuś. Tomciu wstawaj…”. I wtedy nagle, po twarzy Tomka popłynęły łzy!
Lekarze nie odbierają nam nadziei. Powtarzają, że Tomek jest młody, wysportowany, nieobciążony żadnymi chorobami. „Trzeba dać mu szansę. Gdybym miał taki przypadek we własnej rodzinie, to bym próbował” – usłyszałam.
Jako żona muszę więc dać mu szansę! Muszę próbować! Przecież ślubowałam być z Tomkiem na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie. I zamierzam dotrzymać tej przysięgi do jej ostatniego słowa.
Nadzieję na odzyskanie Tomka daje pobyt w specjalistycznym ośrodku rehabilitacyjnym. Jego koszt jest jednak zawrotny i nie jestem w stanie sama go udźwignąć – zwłaszcza teraz, gdy zostałam sama z dwójką małych dzieci. To pieniądze nieosiągalne dla zwykłego człowieka.
Codziennie powtarzam Wojtusiowi i Haneczce, że „Tatuś śpi, ale jeszcze się obudzi.” Dlatego proszę Was z całego serca, pomóżcie mi w walce o męża. Tak bardzo chcę, by kiedyś jeszcze na mnie spojrzał, przytulił i wyszeptał, jak bardzo nas wszystkich kocha. Wierzę, że wspólnymi siłami damy radę uratować Tomka!
Żona
- Artur500 zł
- Wpłata anonimowa200 zł
- 50 zł
- Wpłata anonimowa10 zł
- Ola100 zł
- Wpłata anonimowaX zł