Agnieszka Marczyk - zdjęcie główne

Walka z rakiem jest jak spacer po piekle! Pomóż mi się z niego wydostać!

Cel zbiórki: Leczenie nowotworu nierefundowanym lekiem

Organizator zbiórki:
Agnieszka Marczyk, 38 lat
Lesznowola, mazowieckie
Nowotwór złośliwy piersi z przerzutami do wątroby i kości
Rozpoczęcie: 9 lipca 2021
Zakończenie: 17 sierpnia 2021
456 200 zł(28,21%)
Wsparło 5460 osób
Spoczywaj w pokoju

Cel zbiórki: Leczenie nowotworu nierefundowanym lekiem

Organizator zbiórki:
Agnieszka Marczyk, 38 lat
Lesznowola, mazowieckie
Nowotwór złośliwy piersi z przerzutami do wątroby i kości
Rozpoczęcie: 9 lipca 2021
Zakończenie: 17 sierpnia 2021

Z przykrością informujemy, że 13 sierpnia 2021 Agnieszka odeszła. 

Dziękujemy za to, że byliście z nami w tym trudnym czasie. Dziękujemy za każdą iskierkę nadziei. 

Przed nami trudny czas. Ciężko sobie wyobrazić rzeczywistość bez Żony, Mamy, Przyjaciółki. Trudno nam myśleć o tym, co będzie, bo serca rozdziera potworny ból. 

W tym momencie możemy Was prosić tylko o dobre myśli, o pozytywną energię, która pozwoli nam przetrwać ten ciężki okres. 

Agnieszka i jej uśmiech na zawsze pozostaną w naszej pamięci.

Opis zbiórki

PILNE! Moje życie wisi na włosku! Pomóż zawalczyć o ostatnią szansę! 

____

Czekam na najmniejszą iskierkę nadziei, bo ta umiera ostatnia. Okręt, na którym stoję tonę. Za rękę trzymają mnie najbliżsi, nie mogę  poddać się bez walki! 

Do niedawna wszystko toczyło się ustalonym rytmem. Rodzina, plany, realizacja marzeń i zawodowych ambicji. Czasem łapałam się na tym, że czas ucieka bardzo szybko - najczęściej zdawałam sobie z tego sprawę patrząc na moich synów - Franio ma już 10 lat i jest dorosły jak na swój wiek, a 6-letni Antoś to w naszym domu prawdziwy wulkan energii. Dopełnieniem naszej rodziny jest mąż, który wspiera i wierzy we mnie zawsze, nawet wtedy, kiedy mi zdarza się na chwilę zwątpić. 

Agnieszka Marczyk

To wszystko brzmi jak idealne życie prawda? Niestety, to wszystko przeszłość. Przez ostatni rok rzeczywistość stanęła na głowie, a czas, który mam dla rodziny liczy się podwójnie. Tak naprawdę nie mam pojęcia, ile jeszcze go zostało… Wszystko przez nowotwór piersi. Diagnoza okazała się tylko przedsionkiem piekła.

Kiedy usłyszałam to po raz pierwszy, miałam ogromną wolę walki. Wspierała mnie rodzina, przyjaciele, najbliżsi. Standardowa procedura: operacja, radioterapia, chemioterapia. Cierpienie, ból i narastający strach przed kolejnymi badaniami. Niestety, pomimo usilnych starań, zamiast iskierki nadziei, przekroczyłam kolejny krąg piekła…

Lekarze poinformowali, że medycyna jest bezradna, bo choruję na najbardziej agresywną postać nowotworu, która rozprzestrzenia się w zastraszającym tempie. Wtedy dotarło do mnie, że naprawdę mogę umrzeć!

Agnieszka Marczyk

To był pierwszy cios… A kolejny nadszedł tylko chwilę później. W lutym tego roku usłyszałam, że rak dał już przerzuty. Zmiany wykryto w drugiej piersi, wątrobie i kościach. Rozmiarów tej tragedii zwyczajnie nie da się opisać, ale nie mogłam zrezygnować! Pomimo przerażenia ani na chwilę nie straciłam nadziei! 

W tym momencie stoję nad przepaścią… Jedynym ratunkiem w walce z chorobą jest koszmarnie drogi, ale bardzo skuteczny lek. Muszę go sprowadzić z USA. To musi wydarzyć się jak najszybciej, bo uciekający czas zmniejsza moje szanse na zwycięstwo. Każdy dzień oczekiwania pcha mnie w objęcia śmierci...

Szansa jest w moim zasięgu, ale tylko pod jednym warunkiem - jeśli zdecydujesz się wyciągnąć pomocną. Nie wiem, jak prosić o ratunek. Tak bardzo chcę żyć! Muszę walczyć! 

Nie wierzę, że mogłabym zostawić moją rodzinę. Nie jestem w sobie w stanie wyobrazić, że dla moich dzieci będę tylko mglistym wspomnieniem...

Wybierz zakładkę
Sortuj według