Pilne!
Anastasia Palchikova - zdjęcie główne

Nie pozwól, by moja córeczka odeszła w moich ramionach❗️Błagam o życie, o ostatnią nadzieję❗️

Cel zbiórki: Ratowanie życia – leczenie onkologiczne w Izraelu

Organizator zbiórki:
Anastasia Palchikova, 6 lat
Petah-Tikva
Ostra białaczka szpikowa
Rozpoczęcie: 27 października 2025
Zakończenie: 27 stycznia 2026
74 961 zł(5,61%)
Brakuje 1 261 465 zł
WesprzyjWsparły 1704 osoby
Wpłać, wysyłając SMS
Numer telefonu
75365
Treść SMS
0854844
Koszt 6,15 zł brutto (w tym VAT)
HeyahOrangePlayPlusT-mobile

Przekaż mi 1,5% podatku

Numer KRS0000396361
Cel szczegółowy 1,5%0854844 Anastasiya
Dostępne metody płatności:
BLIK - logo
Apple Pay - logo
Google Pay - logo
Mastercard - logo
Visa - logo
Regularne wsparcie daje Anastasii poczucie bezpieczeństwa i pomoc w trudnej sytuacji, także po zakończeniu zbiórki.

Cel zbiórki: Ratowanie życia – leczenie onkologiczne w Izraelu

Organizator zbiórki:
Anastasia Palchikova, 6 lat
Petah-Tikva
Ostra białaczka szpikowa
Rozpoczęcie: 27 października 2025
Zakończenie: 27 stycznia 2026

Opis zbiórki

Nigdy nie spodziewałam się, że znajdziemy się w takiej sytuacji. Nigdy nie pomyślałabym, że będziemy musieli prosić o pomoc w ratowaniu życia naszej małej córeczki... Dziś stoimy przed największym dramatem naszego życia. Anastasia, nasza ukochana córeczka, jest śmiertelnie chora! Jej życie zależy od bardzo drogiego leczenia, na które nie mamy pieniędzy...

Z całych sił prosimy Was o pomoc!

Nasza historia zaczęła się niewinnie. Od zwykłej infekcji – tak wtedy myśleliśmy. Anastasia gorączkowała. Podaliśmy jej leki na zbicie temperatury. Niestety, w kolejnych dniach jej stan się nie polepszał. 

Pogorszył się apetyt, pojawiła się apatia, osłabienie, szybkie zmęczenie. Takie objawy przecież zwykle towarzyszą dziecku, gdy przechodzi grypę. Jednak tym razem coś mnie zaniepokoiło – zawsze wcześniej miała też katar, a teraz go zupełnie nie było.

Anastasia Palchikova

Postanowiliśmy wezwać lekarza rodzinnego do domu. Po badaniu postawił diagnozę: zapalenie gardła, i przepisał antybiotyk. Byłam bardzo zaskoczona, bo Nasteńka wcale nie skarżyła się na ból gardła. Mimo to rozpoczęliśmy leczenie. Niestety, bez skutku. Gorączka wracała, często towarzyszyły jej wymioty, nawet po przyjęciu antybiotyku…

W kolejnych dniach zdecydowaliśmy się zrobić badania krwi i moczu. Po wizycie odwiozłam córeczkę do domu, gdzie została z dziadkami, a sama pojechałam do pracy.

Nie pamiętam dokładnie godziny... Może było między 15:00 a 16:00. Zadzwonił mój telefon. To była pani doktor. Jej głos pamiętam do dziś, każde słowo. Przedstawiła się i od razu powiedziała, że muszę natychmiast przyjechać do przychodni po skierowanie do szpitala na odział onkologiczny – wyniki badań sugerują, że Nastusia ma białaczkę.

Pamiętam, jakby to było wczoraj. Najpierw ogarnęło mnie całkowite osłupienie, a potem próbowałam zebrać się w sobie. Moja koleżanka z pracy była obok mnie. Powtórzyłam jej słowa lekarki, po czym zaczęłam nerwowo się pakować… Całą siłą starałam się powstrzymać krzyk, który rozdzierał mnie od środka.

Anastasia Palchikova

W drodze powtarzałam sobie bez końca: „To pomyłka. To niemożliwe. To nie może dotyczyć naszej córeczki…” Zabrałam skierowanie, zadzwoniłam do męża, do przyjaciółki, szukałam wsparcia, chciałam tylko usłyszeć od nich, że będzie dobrze, że to na pewno nie jest prawda.

Gdy jechałyśmy do szpitala, cały czas tłumiłam w sobie łzy. Nie chciałam, by córka zobaczyła mój strach. W samochodzie ciągle dopytywała, dokąd jedziemy…

Bałam się wejść na onkologię. Bałam się spojrzeć w oczy dzieciom, które walczą z tą straszną chorobą. Zawsze, gdy słyszałam w telewizji apele o pomoc dla chorych dzieci, głęboko to przeżywałam, starałam się pomóc. A teraz? To my tam staliśmy.

Po przyjęciu na oddział już wieczorem usłyszałam od lekarzy: „To białaczka. Nie ma żadnych wątpliwości.”

Całą noc otwierałam i zamykałam oczy, błagając, żeby to był tylko zły sen. Ale kiedy otwierałam oczy, nic się nie zmieniało – szpitalna sala z sześcioma łóżeczkami, nasz nowy, koszmarny świat.

Anastasia Palchikova

Następnego dnia z niecierpliwością czekałam na wynik badania szpiku. Nie mogłam znaleźć sobie miejsca, serce rozdzierał ból. W korytarzu spotkałam naszą lekarkę. Powiedziała: „To ostra białaczka szpikowa. Bardzo ciężka forma. Gdyby to była limfoblastyczna, szanse byłyby większe. W waszym przypadku - 50 na 50. Proszę się przygotować na to, że może zdarzyć się najgorsze.”

Totalnie się załamałam. Cała się trzęsłam, płakałam bez opamiętania. Po chwili pomyślałam – nie ma czasu na łzy. Musimy być silni. Jesteśmy rodzicami. Daliśmy jej życie i za wszelką cenę musimy je ratować.

Zaczęłam rozmawiać z przyjaciółmi, szukać pomocy, nie wiedząc jeszcze, co robić, jak postępować. Dziękuję z całego serca moim bliskim, przyjaciołom – wszyscy przeżywali to razem z nami, choć byli w takim samym szoku, jak my.

Dzięki nim udało się nawiązać kontakt z przedstawicielem kliniki Schneider w Izraelu. Przekazaliśmy wszystkie wyniki badań i opis sytuacji. Przedstawiciele kliniki skontaktowali się ze mną i powiedzieli, że chorobę Nastii można leczyć i że są gotowi nam pomóc. To oni dali mi nadzieję. Powiedzieli, że mogą uratować naszą córeczkę.

Leczenie w Izraelu jest jednak bardzo kosztowne, a nasza rodzina nie jest w stanie samodzielnie pokryć tych wydatków. Nie mamy takich środków. Dlatego jesteśmy tu, by prosić Wam o pomoc! Proszę, pomóżcie nam ratować naszą córeczkę! Dajcie jej szansę na zdrowe i szczęśliwe życie... Nie wybaczę sobie, jeśli jej nie uratuję.

Mama Anastasii 

Wybierz zakładkę
Sortuj według