❗️Życie Hani kruche jak zapałka! RATUJ nim stanie się najgorsze!

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 103 563 osoby
5 678 772,80 zł (110,12%)
Wesprzyj Wesprzyj
Zbiórka na cel
Leczenie raka splotu naczyniowego w Nationwide Children's Hospital w Ohio

Hania Terlecka , 18 miesięcy

Kielce, świętokrzyskie

Rak splotu naczyniowego prawej komory bocznej

Rozpoczęcie: 31 Grudnia 2019
Zakończenie: 1 Lutego 2020

22 Stycznia 2020, 23:37
Dziękujemy za wsparcie! Zbiórka pozostaje jeszcze otwarta...

JEST! JEST! JEST! MAMY TO!

Podobno w Kielcach, skąd pochodzi Hania, nie ma nawet jednej osoby, która by nie słyszała o jej dramatycznej walce o życie. Ta historia poruszyła polski Internet! Ponad 5 milionów zł zebranych w 3 tygodnie, z czego 3 miliony w ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin! Wsparcie dla dziewczynki popłynęło z całego świata... Oto kilka słów podziękowania od mamy Hani:

Dzięki wielu Pomagaczom udało się zebrać całą potrzebną kwotę na leczenie Hani, a jej rodzice mogą właśnie dopinać szczegóły wylotu do USA. To jej ostatnia nadzieja na ocalenie i pokonanie nowotworu! Dlatego pozwalamy sobie też prosić o modlitwę, bądź przesyłanie dobrych myśli, żeby dziewczynka dotrwała do wyjazdu...

Z uwagi na to, że wciąż trwają licytacje na facebooku i wiele imprez inicjatyw zaplanowano na najbliższy weekend, zbiórka zostanie wciąż otwarta po 100%, a zebrane dodatkowe środki będą służyły na sfinansowanie nieprzewidzianych wydatków, które mogą się pojawić w związku z leczeniem i pobytem rodziny w USA.

Pokaż wszystkie aktualizacje

21 Stycznia 2020, 15:36
❗️PILNE ❗️Stan Hani się pogorszył! Nie ma już czasu!

Taką otrzymaliśmy właśnie informację od mamy Hani:

"Dziś mieliśmy rezonans. Niestety wyniki bardzo złe. Choroba galopuje jak szalona, tutaj nie mają dla nas ratunku, a przeciwnik podstępny nabrał nas, bo widać było poprawę... Puściła główka, nóżki zaczęły się ruszać, a tutaj wiadomość, że jest źle. Bardzo źle... Rak oporny na chemię, a moja Hania taka dzielna... Musimy jak najszybciej wylecieć do USA...".

Hania Terlecka

Życie Hani wisi na włosku, w Polsce nie ma już dla niej szans. Trudno się o tym pisze, a jeszcze trudniej się z tym pogodzić... Dramatyczna walka tej dziewczynki poruszyła serca tysięcy osób. Całe Kielce, skąd pochodzi Haneczka, mówią tylko o tej zbiórce. Musimy zdążyć! Ta historia musi mieć dobre zakończenie! Pomóż, ratuj!

Hania Terlecka

17 Stycznia 2020, 13:38
Mamy kosztorys! Ogromna kwota do uzbierania...

Kochani,

otrzymaliśmy właśnie kosztorys z Nationwide Children's Hospital w Ohio, gdzie dr Jonathan Finlay dał nam nadzieję na uratowanie Haneczki. Kwota za życie naszej córeczki jest... niewyobrażalna... Nie wiem, co powiedzieć. Błagam o dalszą pomoc! Potrzebujemy 4,1 mln zł "na start", żeby zarezerwować miejsce w szpitalu i rozpocząć leczenie! A to przecież nie wszystko...

Hania Terlecka
Do leczenia i samego pobytu w szpitalu musieliśmy doliczyć koszt międzynarodowego transportu lotniczego z asystą medyczną "od łóżka do łóżka" do USA, który w jedną stronę wynosi prawie pół miliona złotych. Nie mamy jednak innego wyjścia. Ekstremalnie ciężki stan Hani nie pozwala na kilkunastogodzinny przelot zwykłym samolotem rejsowym...

Córeczka wczoraj musiała przejść kolejną operację. Zastawka, którą Haneczka miała wstawioną, by odprowadzała płyn rdzeniowo-mózgowy, zatkała się i konieczna była jej częściowa wymiana. 

(Film nagrany w niedzielę 12.01 - jeszcze przed otrzymaniem kosztorysu)

Operacja trwała prawie 3 godziny. Dla nas - rodziców to był 3-godzinny koszmar. Potwornie baliśmy się o Hanię... Kiedy weszłam na blok pooperacyjny, Haneczka była już wybudzona, ale bardzo niespokojna. Bolało ją. Cierpiała. Lekarze podali morfinę. Więc spała... dużo spała.

Dziękujemy, że jesteście z nami i pomagacie nam przetrwać ten koszmar. Toczymy właśnie bitwę o życie córeczki na dwóch różnych frontach. Jeden to ten w szpitalu, gdzie jesteśmy przy Hani, a drugi na zbiórce, która tak naprawdę toczy się dzięki dziesiątkom cudownych ludzi... Tak wielu osobom leży na sercu życie mojej córeczki. Mnóstwo inicjatyw, licytacji, pomysłów, żeby jak najszybciej zebrać potrzebne środki. Prosimy, błagamy... Nie przestawajcie. Pomóżcie nam ocalić Haneczkę...

Ola i Bartek - wdzięczni rodzice 

13 Stycznia 2020, 15:42
Dramatyczna prośba rodziców Hani!

Kochani,

odwiedziliśmy wczoraj na oddziale warszawskiego Centrum Zdrowia Dziecka Hanię i jej rodziców. Widok maluszków, które walczą tam o życie, poruszyłby nawet najtwardsze serca...

Nagraliśmy ten krótki filmik, żeby rozesłać go po świecie i dotrzeć z apelem o pomoc w ratowaniu życia Hani do jak największej ilości osób. Bądź z nami! Udostępnij go!

Każdy dzień jest wielką niewiadomą i małym cudem jednocześnie. Wciąż czekamy na kosztorys, ale nie mamy czasu do stracenia! Hania się nie poddaje, ale jej silna wola nie wystarczy. Potrzebne są ogromne pieniądze i tysiące dobrych serc, które pomogą spełnić prośbę rodziców i wyjechać po ocalenie do USA...

Ta zbiórka to krzyk rozpaczy. Wołanie o pomoc, ratunek i ocalenie...

Właściwie nie wiem, od czego zacząć. Stoimy na krawędzi. Od kilku dni wydzieramy każdą godzinę życia córeczki z bezlitosnych szponów choroby. Hania ma dopiero 18 miesięcy, a w ciągu ostatnich tygodni musieliśmy żegnać się z nią już tak wiele razy. Piszemy te słowa z oddziału dziecięcej onkologii. Z miejsca, o którym mówi się, że nie powinno istnieć. Pokazujemy Wam zdjęcia naszej kruszynki, choć serce staje w gardle, na samą myśl, jak bardzo są przejmujące. Robimy to, bo zebranie ogromnych pieniędzy i zagraniczne leczenie może okazać się jedynym sposobem, żeby ocalić jej życie…


Rozpoczęło się niewinnie, zresztą jak u większości szkrabów, które na tym oddziale ramię w ramię walczą o przetrwanie… Hania, która zawsze była żywym dzieckiem, z dnia na dzień “ginęła” w oczach. Najpierw zwykła infekcja (standard u maluchów, które poszły do żłobka), później wymioty. Kolejni lekarze, szpitale, badania, bagatelizowanie objawów i zrzucanie winy na ząbkowanie. Uciekający przez palce czas, w trakcie którego w główce Hani rozwijało się śmiertelne niebezpieczeństwo…

Instynktu rodziców nie da się oszukać. Po kolejnej nieprzespanej nocy stwierdziliśmy, że jedziemy do szpitala, tym razem na neurologię. Tutaj nareszcie zajęli się Hanią należycie. Mierzenie główki, badania i tomografia głowy. Widziałam w oczach lekarki, że coś jest nie tak. Mówiła, że musimy poczekać, radiolog opisze obraz i zaraz do państwa wrócę. Ten czas to była wieczność, ale w końcu pani przyszła, i oznajmiła – proszę państwa, to niestety jest nowotwór, brodawczak, i trzeba go szybko operować, już zamówiłam dla państwa karetkę, która zawiezie was do Warszawy do Centrum Zdrowia Dziecka…

Hania Terlecka


26 listopada nasz świat rozpadł się na milion kawałków. Ciężko opisać słowami to, co się w takim momencie czuje. Przez głowę przetacza się huragan myśli. Serce chce wyskoczyć z żalu, łzy lecą strumieniami i nie ma sposobu, żeby je powstrzymać. Nasza córeczka w ciągu kilkunastu dni ze zwyczajnego bobasa stała się śmiertelnie chorą pacjentką szpitala. 

Hania na oddziale dostała ataku. Płyny, które się zbierały w głowie, nie miały już miejsca na ujście i doszło do ataku. Hanię wykręcało w różne strony, główkę mocno odchylała do tyłu, oczy odwracały się do góry. Widok był koszmarny, nie wiedziałam, co się dzieje, i jak jej pomóc. Lekarze zabrali ją na stół operacyjny, gdzie założono jej dren. Wkrótce usunięto też guza, a ja żegnając się z odjeżdżającą na blok córeczką, nie wiedzieliśmy, czy jeszcze zobaczymy ją żywą...

Hania Terlecka


Po operacji kolejny cios. Wynik badania histopatologicznego brzmi jak wyrok - nowotwór splotu naczyniowego, złośliwy, w najgorszej postaci. Fatalne rokowania, lekarze nie dają nadziei. Poczuliśmy niemoc i brak chęci na życie. Nawet leki przeciwbólowe nie pomagały, Hania tak cierpiała, a my mieliśmy założone ręce. Otrzymała pierwszą chemię, konieczna była też morfina…

14 grudnia Hania miała zrobiony drugi rezonans i wyszły ogromne zmiany. Choroba pędzi jak szalona, a od poprzedniego badania minęły tylko 2 tygodnie. Lekarze nie dawali córeczce szans na przeżycie. Mieliśmy przygotować się na najgorsze… Przecież na coś takiego nie da się przygotować. Ona ma dopiero 18 miesięcy… Pytając lekarzy, czy Hania ma szansę gdzieś za granicą, powiedzieli, że przy takiej rozległej chorobie nie ma leku. Chyba że druga chemia dokona cudu. Musieliśmy podjąć najtrudniejszą decyzję w naszym życiu. Chemia mogła zabić Hanię, albo “kupić” nam trochę czasu… Wczoraj (7 stycznia) się skończyła i córeczka wciąż jest z nami. Nastąpiła delikatna poprawa. Doświadczyliśmy małego cudu, ale nie wiemy, co będzie dalej. 

Hania Terlecka

W międzyczasie wraz ze znajomymi rozpoczęliśmy poszukiwania ratunku za granicą w najlepszych klinikach na świecie. Jesteśmy w kontakcie ze szpitalem w USA, gdzie walczy się z tak trudnymi przypadkami u dzieci. Niestety, co widać dobrze na przykładzie zbiórki dla Marcela, wiąże się to z ogromnymi kosztami, rzędu nawet miliona dolarów. Nie mamy na razie kosztorysu, dlatego na zbiórce nie ma podanej konkretnej kwoty. Nie wolno nam jednak czekać, musimy jak najszybciej zacząć zbierać środki… Dlatego prosimy Was o pomoc i ratunek!

Od półtora miesiąca mieszkam z córeczką na oddziale, 150 km od domu, w którym czeka starsza siostrzyczka. Nieduży pokoik, za ścianą inne maluszki walczące rozpaczliwie o życie. Czas płynie tu zupełnie inaczej, człowiek często nawet nie wie, jaki jest dzień tygodnia. Przygnębiające miejsce, z którego często po prostu się nie wraca... Nie wiemy, ile tu jeszcze spędzimy. Codziennie spoglądamy z walącym sercem na łóżeczko córeczki, sprawdzając, czy wciąż oddycha… Modlimy się o cud i o dobrych ludzi, którzy pomogą nam ratować Hanię.

Ola - mama, Bartek - tata

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 103 563 osoby
5 678 772,80 zł (110,12%)
Wesprzyj Wesprzyj