Małe życie, na które czyha rak. Pomóż Wiktorii w najważniejszej walce❗️

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 2 533 osoby
94 733 zł (30,49%)
Brakuje jeszcze 215 949 zł
Wesprzyj Wesprzyj
Zbiórka na cel
Immunoterapia w Barcelonie

Wiktoria Kostrubowa, 3 lata

Warszawa, mazowieckie

Neuroblastoma IV stopnia

Rozpoczęcie: 31 Października 2019
Zakończenie: 31 Stycznia 2020

Niedawno skończyła 3 latka, a kolejnych urodzin może nie dożyć. Malutka Wiktoria toczy walkę na śmierć i życie. Leczenie trwa, jednak w każdej chwili, środki na terapię mogą się skończyć. Musimy zdążyć, zanim neuroblastoma zabierze Wikusię na zawsze! 

Gdyby nie jeden dziecięcy wypadek o chorobie Wiktorii moglibyśmy się nigdy nie dowiedzieć. Podczas rodzinnej uroczystości Wiktoria uderzyła się w czoło. Podobny wypadek może zdarzyć się każdemu, szczególnie maluszkowi. Guz, który pojawił się nie znikał z czasem, wręcz przeciwnie, zaczął się rozprzestrzeniać  i dokładnie tydzień później zajmował już niemalże całe czoło. Do tego pojawiły się kolejne objawy budzące niepokój: córeczka z każdym dniem miała mniej sił, dosłownie ledwo trzymała się na nogach, straciła apetyt, pojawiły się wymioty. Zwykłe zderzenie nie może mieć takich konsekwencji, a w naszej głowie pojawiło się pytanie: co się dzieje z naszym dzieckiem? Blask jej oczu gasł każdego dnia bardziej. Nie mogliśmy dłużej czekać.

Wiktoria Kostrubowa

Przerażeni rozpoczęliśmy poszukiwanie diagnozy. Lekarze początkowo nie mogli dać jednoznacznej odpowiedzi, wykonywali kolejne testy, które miały jednoznacznie wskazać, co dolega Wiktorii. Po prawie miesiącu usłyszeliśmy to, czego nie przewidywaliśmy nawet w najgorszych scenariuszach. Neuroblastoma. Jeden z najgroźniejszych dla dzieci nowotworów. Dodatkowo to ostanie, 4 stadium z przerzutami. To nie było coś, w co można tak po prostu uwierzyć. Nie dopuszczaliśmy do siebie tej myśli. To był moment, w którym świat dosłownie się rozsypał… 

Terapia miała rozpocząć się niemalże natychmiast. W szpitalu nie mogłam się pozbierać, łzy płynęły mi strumieniami. Nie mogłam dopuścić do siebie myśli, że ona może umrzeć. Że śmierć wyciąga po nią ręce tak zdecydowanie... Bezradność dotarła do mnie z całą bolesną świadomością. Ja mogłam tylko być obok. To wtedy moja malutka, chora dziewczynka spojrzała na mnie i powiedziała: „Mamo, nie płacz, wszystko będzie dobrze.” Ona w to wierzyła całym swoim dziecięcym sercem. I wtedy to do mnie dotarło: przecież ja muszę być jej siłą! Dla niej walka dopiero się rozpoczęła! Postanowiłam, że chociaż miałabym poruszyć niebo i ziemię, zrobię wszystko by ratować moje jedyne dziecko. Ona tak kocha życie! Jest promyczkiem, który nie może stracić blasku. Dla świata to byłaby to ogromna strata. 

Wiktoria Kostrubowa

Leczenie to najtrudniejsze 8 miesięcy naszego życia. Wzloty i upadki. Onkologiczna rzeczywistość, która stała się naszą codziennością. Terapia odbierała Wiktorii siły, niszczyła wszystko, co spotkała na swojej drodze. Mimo swoich 3 latek, Wiktoria chodziła podtrzymując się ścian. Ledwo przesuwała nogi. Potwornie blada, łysa główka i tylko delikatny błysk w oku był dowodem na to, że jest prawdziwa. Ale wtedy już byłam jej siłą. Powtarzałam wciąż i wciąż, by była silna, że już niedługo ten oddział stanie się tylko potwornym wspomnieniem… Nocami, kiedy Wiki spala wylewałam morze łez. Bo spokój czasem był tylko pozorny, a trzymanie tej malutkiej ręki każdego dnia wciąż mogło być naszym ostatnim dotykiem. 

Wiktoria Kostrubowa

Wiadomość o tym, że udało się osiągnąć remisję raka była dla mnie ogromną ulgą. Wiem jednak, że to nie ostateczne zwycięstwo. Oznacza to jedynie tyle, że Wiktoria ma większą szansę na pokonanie raka. Przed nami jednak kolejny przystanek: immunoterapia, od której zależy życie mojej córeczki. Chcę zaufać najlepszym specjalistom, dlatego kwalifikacja na leczenie w Barcelonie była dla nas nadzieją na ratunek. Leczenie się rozpoczęło, ale mamy tylko część niezbędnych środków. Wciąż drżę na myśl o tym, co się stanie,  jeśli w trakcie terapii zabraknie środków. To nie jest kuracja, którą można przerwać! Rezygnacja oznacza koniec. Nadziei. Sił. Być może życia. Nie musi tak być! Ty i Twoja pomoc to nasza nadzieja! Na to, że wykańczająca walka mojej dziewczynki nie pójdzie na marne. 

Rak miał być dla niej wyrokiem śmierci, ale wspólna walka dała nadzieję, że szala zwycięstwa może przeważyć na naszą stronę. Ten czas pokazał, jak wielką wagę ma pomoc i wsparcie. To dzięki dobrym ludziom i przekonaliśmy się, jak wiele jesteśmy w stanie osiągnąć. Nie możemy przegrać. Nie przechodź obojętnie, moje dziecko potrzebuje ratunku. Wiktoria nie może czekać! Pomocy!

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 2 533 osoby
94 733 zł (30,49%)
Brakuje jeszcze 215 949 zł
Wesprzyj Wesprzyj