Niełatwo jest żyć z piętnem kalectwa

Zbiórka na cel: zbiórka na operację biodra i kolana w Aschau (Niemcy), umożliwiającą samodzielne poruszanie się
Zbiórka zakończona
Wiktoria Trojanowicz
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 3 685 osób
110 050 zł (95,65%)

Wiktoria

krótsza noga i stopa końsko szpotawa

Sączów, śląskie

Rozpoczęcie: 27 Czerwca 2016
Zakończenie: 10 Września 2017

Każdego dnia zastanawiam się, kiedy był ten pierwszy dzień, kiedy zdałam sobie sprawę, jak bardzo nie cierpię tej mojej nogi. Nie pamiętam, czy był to jeden dzień, czy dorastałam w tym przekonaniu, że jest coś nie tak, do momentu aż nagle spojrzałam w lustro? Nie pamiętam.

Za to wiem, jak jest dzisiaj. Czegokolwiek nie zrobię, jak bardzo bym się nie starała, zawsze będę oceniana przez pryzmat krótszej nogi. Zawsze, w każdej rozmowie pojawiała się będę nie jako Wiktoria, ale jako dziewczyna o kuli, z krótszą nogą, kulejąca. Gdy się urodziłam, moja noga była krótsza o 6 cm, miałam stopę końsko–szpotawą, ale byłam malutka, śliczna i nic poza tym się nie liczyło. Lekarze dawali mi szansę, bo małe dziecko to olbrzymie możliwości regeneracji, to wzrost, a ze wzrostem wspaniałe możliwości korygowania. Przez rok niczym mumia leżałam zagipsowana. Na szczęście już tego nie pamiętam, ale mogę sobie wyobrazić, jak czuje się zagipsowane dziecko, które nie może się ruszyć.

Teraz już czas na wspomnienia. Gdy miałam 6 lat, do ziemi brakowało mi już 12 cm nogi. Brakowało mi też placów zabaw, wygłupów, biegania z koleżankami i zabawy, bo przyszedł czas, by coś z tą moją nieszczęsną nogą zrobić. Zabieg przyniósł efekt, bo zyskałam 7 cm, tylko że nadal brakowało mi 5. Chciałam być taka sama jak inne dzieci, ale przeklęte 5 cm zapowiadało dalszą walkę.

Co 2 lata na pół roku zakładany chirurgicznie, przerażający aparat Llizarowa. 2 lata wycięte z życia z nogą w urządzeniu, które straszyło swym wyglądem. Skutek odwrotny od zamierzonego. Co prawda nogę mam dzisiaj dłuższą, ale oberwało kolano. Staw po prostu nie wytrzymał takiej siły i gdy miałam 13 lat, zmuszona byłam przejść operację, ale proces był już nie do zahamowania. Każdy zabieg daje nadzieje, które im dłużej dojrzewają w człowieku, tym trudniej pogodzić się z tym, że nigdy się nie urzeczywistnią. Posypało się biodro. Ostatni staw, który w mojej nodze funkcjonował jako tako.

Do 14 roku życia poruszałam się o dwóch kulach. Koszmar! Wiecznie odciśnięte dłonie, bezradność w autobusie, upadające kule w sklepie podczas płacenia, odbierania telefonu. Gdybym miała pewność, że to na pewien czas, na chwilę. Ale nie miałam.  Lekarze w kraju podjęli decyzje. Zniszczone kolano ze zwyrodnieniami 80-letniej osoby, wymaga endoprotezy – sztucznego stawu. Sztuczne kolano to jednak ryzyko, wielka niewiadoma i nauka chodzenia od nowa. Jaką mam pewność, że moja noga, która nie ma nawet kości strzałkowej, przyjmie protezę, przetrwa rehabilitację?

Mam 18 lat i nie chcę wózka inwalidzkiego rozpatrywać w kategoriach przyszłości. W moim wieku marzenia są różne. Czasem jest to jakaś rzecz, innym razem wymarzone wakacje, a ja, odkąd pamiętam, marzę o tym, by samodzielnie chodzić, bez kuli, bez strachu i niepewności. Moja noga to zarazem mój największy problem, ogromne zmartwienie, które niosę przez życie. Wiem, że pewne rzeczy się nie zmienią, że nie założę ślicznych butów, nie pobiegnę na tramwaj, ale wiem też, że jest duża szansa na to, że pozbędę się mojej łatki – dziewczyny o kuli, która zawsze wychodzi wcześniej na autobus, która jest jedną z nas w momencie, gdy siedzi, lecz gdy wstajemy, idziemy, ona zostaje z tyłu, nie nadąża, jest już sama. W samotności przebiegła większa część mojego dotychczasowego życia, bo kto chciałby za mną czekać, dbać o to, czy nie przewrócę się podczas spaceru.


Ja też już nie chcę czekać, nie mogę już czekać. Krótsza noga wykończyła kolano, teraz poddaje się biodro. Tyle lat nie mogłam chodzić, biegać, ale mogłam siedzieć, teraz już nawet to sprawia mi ból. Dlaczego tak bardzo moje życie podporządkowane jest moim ograniczeniom, każdego dnia wstaję i zastanawiam się nad tym, czego dzisiaj nie dam rady zrobić, gdzie się mogę potknąć, na co nie zdążę a gdzie w ogóle lepiej się nie pchać. Cały dzień podporządkowany nodze i bólowi. Kiedy się zacznie, kiedy będzie już ciężko siedzieć. W szkole, na lekcjach, w parku na ławce? W Niemczech obiecali, że naprawią moją nogę. Tam, gdzie w Polsce widziano już endoprotezę, oni zobaczyli operację, która spowoduje, że odstawię kule. Odstawię te podłe kule, które są ze mną od zawsze? Nie będę musiała o nich pamiętać, za to będę miała wolną rękę i zamiast pod nogi może spojrzę przed siebie, daleko do przodu.


Nie mam pieniędzy, które mogę zamienić na zdrowie. Gdybym miała, nie wahałabym się nawet chwilę. Odzyskać sprawność i pozbyć się bólu, to jak urodzić się od nowa. Teraz jest to najmilsze wyobrażenie, które daje mi tyle chęci do życia. Od czasu, gdy lekarze ocenili moją nogę i dali jej szansę, nie mogę przestać myśleć o niczym innym. Marzę o tym dniu i zamykając oczy, wyobrażam sobie, jak wychodzę z domu z rękami w kieszeniach. Dla moich rówieśników to norma, a dla mnie największy cel.

Proszę o wsparcie, bo innej drogi do mojego celu nie ma. Jeśli wygram i spełnię swoje marzenia, zrobię wszystko, aby pokazać innym ludziom w mojej sytuacji to, że się da. Że całe życie można zmienić w krótkim czasie. Zostanę rehabilitantką, by pomagać ludziom? Nie! Zrobię to dla siebie, bo nie wyobrażam sobie większego szczęścia niż dawanie ludziom nadziei. 

––––––––––––––

09.11.16.

Do kosztów operacji dla Wiktorii, doliczamy cenę ortezy, niezbędnej do prawidłowego gojenia sie nogi po operacji. 

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 3 685 osób
110 050 zł (95,65%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość