
Ciężko chory, oddany przez rodziców Wiktorek znalazł tatę, który go pokochał! Potrzebna pilna pomoc!
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja, sprzęt medyczny, transport medyczny, specjalny wózek
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja, sprzęt medyczny, transport medyczny, specjalny wózek
Opis zbiórki
Ta historia Jest inna niż wszystkie! Pokazuje ona, że ciężka choroba nie przekreśla szansy na znalezienie kogoś, kto pokocha w pełni i bezwarunkowo! Wiktorek został niemalże skazany na śmierć i zapomnienie. Rodzice opuścili go, kiedy najbardziej potrzebował pomocy, ciepła i miłości! Już sama ciężka choroba jest dla maleńkiego dziecka wielką tragedią. Mariusz, wspaniały człowiek o wielkim sercu nie mógł tego po prostu tak zostawić…
Byłem wolontariuszem w hospicjum dla dzieci w Łodzi, gdzie poznałem Wiktorka, kilkunastomiesięcznego smyka. Chłopczyk trafił do hospicjum z ciężkim bagażem doświadczeń, bo w zasadzie całe swoje życie błąkał się po szpitalach. Wiktorek ma HLHS, czyli zespół niedorozwoju lewej części serca i jest po dwóch operacjach serduszka ratujących jego życie. Potem trafił do hospicjum, bo jego stan był ciężki, a biologiczna mama nie była w stanie opiekować się nim.

W hospicjum też nie pomieszkał długo, bo zapanował tam wirus RSV i większość dzieci przeszła chorobę z lekkimi objawami, natomiast Wiktorka wirus położył na OIOM, pod respirator i w śpiączkę farmakologiczną. Wirusa zwalczył, ale jak już było widać poprawę, to dostał zapalenia płuc i znowu wprowadzono go w śpiączkę farmakologiczna. Tym razem również się udało, ale poprawa nie była zbyt długa, bo kolejna infekcja zakończyła się sepsą i ponownie odbyła się walka o życie Wiktorka. A potem jeszcze raz, gdy dostał zapalenia płuc.
Jako wolontariusz odwiedzałem go dwa-trzy razy w tygodniu. Nie było lekko, bo czasem jego stan był tak poważny, że aż ciężko było na niego patrzeć, ale widziałem też, ile radości moja osoba w nim wywołuję. Wiktorek jest dzieckiem porzuconym przez rodziców i nie miał go kto potrzymać za rączkę ani przytulić w ciężkich chwilach, poza mną.
Niestety przebyte infekcje i ponad pięciomiesięczny pobyt w szpitalu wyniszczyły jego płuca i nie dało się odłączyć Wiktorka od respiratora. Dlatego trafił do oddalonego od Zduńskiej Woli, bo tam ja mieszkam, o 350km Olsztyna, do hospicjum dla dzieci wentylowanych mechanicznie. Oboje przeżyliśmy strasznie tę rozłąkę, bo czas spędzony razem przywiązał nas do siebie. I choć dzieliła nas spora odległość, postanowiłem z Wiktorkiem nie zrywać kontaktu. Niestety w hospicjum i tym razem nie zabawił długo, bo już po tygodniu trafił do szpitala w Olsztynie również na OIOM. Zaczęło się niby niewinnie, od infekcji układu moczowego, ale następnie zaatakował go gronkowiec i znów Wiktorek walczył o życie. Tym razem w szpitalu spędził ponad 60 dni. Oczywiście przez ten czas również byłem przy nim. Chociaż odległość była duża, to jeździłem do niego co kilka dni, żeby podnieść go na duchu. Tam właśnie dość szybko lekarze i pielęgniarki zauważyły, że łączy nas szczególna więź i zasugerowały, żebym był dla Wiktorka rodziną zastępczą.
I tak się właśnie stało. Od trzech miesięcy Wiktorek jest u mnie, a ja jestem jego zastępczym tatą. Od czasu gdy trafił do mojego domu, nie spędził żadnego dnia w szpitalu. Wiktorek jest wspaniałym, już w tej chwili ponad dwuletnim chłopcem, ale pobyty w szpitalach i przebyte infekcje uczyniły w jego organizmie spore spustoszenie. Nadal jest pod respiratorem, koncentratorem tlenu, karmiony przez pompę do PEGa. Na obecną chwilę Wiktorek nie siedzi samodzielnie, nie chodzi, nie mówi. Przed nim jeszcze cewnikowanie żył oraz trzecia operacja serduszka, oraz mnóstwo godzin rehabilitacji. Nie wiem zresztą, czy lekarze w Polsce zdecydują się na operację, ale wtedy będę szukał szansy dla Wiktorka w ośrodkach medycznych na cały świecie… Wierzę, że Wiktorek będzie szczęśliwym biegającym chłopcem i do tego będę dążyć.

Obecnie opieka nad Wiktorkiem to 24 godziny na dobę czuwania przy nim. Musiałem zupełnie zrezygnować z pracy, a najdłuższy mój sen trwa 4 godziny. Nigdy tego nie żałowałem. Jednak dla dobra mojego synka potrzebuję wsparcia finansowego. Część pomocy zapewnia hospicjum domowe, ale nie jest to pomoc wystarczająca. Dlatego zwracam się do Państwa z prośbą o objęcie opieką Wiktorka. Myślę, że najważniejsze kategorie wydatków, gdzie wsparcie jest niezbędne to: środki higieniczne, akcesoria medyczne, leki i preparaty medyczne, opieka pielęgniarska (wciąż nie udaje mi się znaleźć osoby/ instytucji, która mogłaby zająć się opieką wytchnieniową. Stan mojego synka jest na tyle ciężki, że żadna fundacja nie chce się tego podjąć. To sprawia, że nie mogę w ogóle wychodzić z domu, przejazdy i parkingi w przypadku pobytu Wiktorka w szpitalu, czy wizyt kontrolnych u kardiologa w Łodzi, prywatny transport medyczny, udogodnienia w samochodzie które pozwoliłyby mi na przewóz Wiktorka i sprzętu który niezbędny jest mu do życia – specjalny wózek, pozwalający na przewóz Wiktorka i sprzętu który niezbędny jest mu do życia, opłaty za energię elektryczną, ponieważ sprzęt który jest niezbędny Wiktorkowi (respirator, koncentrator tlenu) zużywają dużo energii.

Ponadto, jeśli będzie to konieczne, będę chciał zebrać środki na operację Wiktorka za granicą. Tak ciężkie wady serca jak jego często nie są operowane w Polsce, natomiast są takie możliwości w prywatnych klinikach we Włoszech i Francji.
Za każdą pomoc będziemy Wam bardzo wdzięczni. Pokochałem Wiktorka jak rodzonego synka i będę robił wszystko, aby jego życie stawało się coraz lepsze. Nie wyobrażam sobie teraz tego, by mogło go zabraknąć w moim życiu. Jesteśmy w tym razem i jednego jestem pewien. Mój synek nigdy nie będzie już sam! Jeśli możecie, pomóżcie nam w tej walce, która będzie bardzo długa i ciężka. Prosze Was w imieniu moim i mojego synka...
Tata
- KKK100 zł
Dużo zdrowia i szczęścia dla Was
- Wpłata anonimowa50 zł
- Wpłata anonimowa100 zł
- Danuta50 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
- Wpłata anonimowa500 zł
wielki szacunek dla pana Mariusza powodzenia