
Ratujemy życie Władzia! Maratończyk walczy z glejakiem - pomóż!
Cel zbiórki: leczenie
Cel zbiórki: leczenie
Aktualizacje
Najnowsze wieści od Władysława!
Dawno nie pisaliśmy co u nas słychać, a to dlatego, że wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie.
W związku z tym, iż nie udało nam się zebrać wystarczającej ilości środków nie doszło do rozpoczęcia immunoterapii w Niemczech, natomiast walczymy w miarę możliwości innymi metodami..
Po pierwszej operacji i radioterapii tata dość sprawnie wrócił do sił, codziennych małych aktywności. Latem jeździł na rowerze, chodził na spacery, jeździł samochodem.
Zrobiliśmy dodatkowe badania molekularne guza w Budapeszcie, by móc dostosować lek celowany bezpośrednio w guza, który atakuję mózg taty. Badania sporo kosztowały, ale dzięki tej zbiórce mogliśmy je wykonać. Badania wskazały lek, który miał być zabezpieczeniem w razie kolejnej wznowy.
Mimo kolejnych cykli chemioterapii i dużej ilości suplementów, w sierpniu stan zdrowia taty zaczął się pogarszać – nastąpiła wznowa, guz zaczął odrastać. Po raz kolejny tata poddał się szeregowi badań i konsultacji. I tak po przesunięciach terminu związanych z sytuacją epidemiologiczną w kraju, 5 października odbyła się kolejna trudna operacja usunięcia guza.
Po drugiej operacji rekonwalescencja przebiegała zdecydowanie gorzej, mimo to walczyliśmy dalej. Niestety druga wznowa nastąpiła szybciej niż mogliśmy się jej spodziewać. Już w grudniu zaczęły pojawiać się symptomy, że z tatą dzieje się coś złego. Badania dały znacznie gorszą, niż wcześniej diagnozę – guz odrósł, niestety tym razem był nieoperacyjny. Cykle chemioterapii trwały nieprzerwanie od listopada. Zaczęliśmy organizować leczenie lekiem, który miał powstrzymać rozrost guza i niszczyć komórki nowotworowe. Jak się okazało miesięczny koszt leczenia tym preparatem to ponad 17 tysięcy złotych miesięcznie. W lutym tata zaczął przyjmować nowy lek, oraz standardową chemię i duże dawki sterydów.
W trakcie leczenia wystąpiły bardzo silne posterydowe skutki uboczne, tata trafił do szpitala. Niestety w trakcie pobytu w szpitalu, został zarażony covid-19. W związku z tym tata spędził w szpitalach miesiąc. Idąc do szpitala był osłabionym, lecz nadal sprawnym człowiekiem, po powrocie nie potrafi się już niestety utrzymać na własnych nogach i wymaga naszej pomocy w codziennych czynnościach.
Niestety co chwila pojawiają się komplikacje, częste pobyty w szpitalu pogarszają stan fizyczny. Na chwilę obecną tata ma niedowład lewej strony, wymaga pomocy w codziennym funkcjonowaniu, porusza się wózku inwalidzkim. Nie poddajemy się jednak, walczymy i wierzymy, że jeszcze będzie lepiej, a jeszcze wiele dobrych dni przed nami.
Z całego serca dziękujemy za okazywane nam wsparcie oraz przekazywane 1% podatku na rzecz taty.
Córki Alicja i Kamila
Opis zbiórki
Całe życie mój mąż uwielbiał biegać. Na koncie ma przebiegnięte 34 maratony. Biegał we wszystkich edycjach poznańskiego maratonu. Ostatni raz, jeszcze w pełni sił w październiku 2019 roku przebiegł ten dystans w czasie poniżej 5 godzin i cały czas mamy nadzieję, że uda się mu pobiec także w tegorocznym. Do tego jednak potrzebna jest bardzo droga immunoterapia, której nie jesteśmy w stanie sfinansować bez Waszego wsparcia...

Wszystko zaczęło się w styczniu, kiedy Władziu opadł z sił. To było do niego zupełnie niepodobne. Zaczął tracić równowagę i poczuł lekki niedowład lewych kończyn. Udaliśmy się do szpitala, gdzie po dwóch godzinach postawiono diagnozę - duży guz w głowie. Wszystko, czym do tej pory się martwiliśmy, przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Trzy tygodnie później odbyła się operacja radykalnego usunięcia guza.
Wszystko skończyłoby się dobrze, gdyby nie zwalająca z nóg diagnoza-wyrok: glejak IV stopnia. Najbardziej złośliwe paskudztwo, jakie sobie można wyobrazić. Obecnie rozpoczynamy dalsze leczenie chemio i radioterapią, ale już wiemy, że to nie wystarczy, może chwilę przedłuży życie. Guz w każdej chwili będzie chciał odrosnąć. Taka jego wredna natura, dlatego musimy szukać innych sposobów, żeby z nim wygrać. Stąd pomysł na bardzo skuteczną immunoterapię w Niemczech. Niestety, równie skuteczną, co kosztowną...
Bez leczenia immunoterapią w Niemczech, która nie jest w żadnym stopniu refundowana, nie zwyciężymy, nie uchronimy się przed wznową najzłośliwszego raka. Na razie posiadamy jedynie wstępny kosztorys, który mówi o kwocie rzędu nawet 800 tys. zł. Choćbyśmy wyprzedali wszystko, co posiadamy, nie jesteśmy w stanie zebrać tak ogromnej kwoty. Podczas pokonywania dystansu maratońskiego, często mówi się o tzw. “ścianie”, czyli momentu między 30 a 40 km, w którym zrobienie kolejnego kroku wydaje się być ponad ludzkie siły. W kwestii walki o zdrowie męża doszliśmy właśnie do takiej ściany. Dlatego prosimy Państwa o pomoc...
Bardzo proszę wszystkich ludzi dobrej woli o pomoc. Nie wyobrażam sobie, aby mogło zabraknąć mojego męża, ojca moich dzieci, dziadka półtorarocznej wnusi, człowieka bardzo pracowitego, zawsze gotowego nieść pomoc będącym w potrzebie, a dziś tak bardzo potrzebującemu pomocy w walce o życie. Wierzę, że z pomocą uda mu się pokonać ten najtrudniejszy w życiu maraton, maraton w walce z glejakiem.
Żona Bogusia
- Alfred100 zł
- Karol100 zł
- Wpłata anonimowa2 zł
- Wpłata anonimowa5 zł
- Wpłata anonimowa500 zł
życzymy dużo zdrówka i optymizmu
- Wpłata anonimowa20 zł