"Bóg się, mamo, nie pomylił"

Zbiórka na cel: terapia przeszczepu komórkami macierzystymi
Zbiórka zakończona
Wojciech Radosz
Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 1 028 osób
27 798 zł (102,83%)

Wojciech, 22 miesiące

wcześniactwo, encefalopatia niedotleniowo-niedokrwienna, zaburzenia neurorozwojowe

Żarki, śląskie

Rozpoczęcie: 11 Lipca 2017
Zakończenie: 18 Lipca 2017

25 Lipca 2017, 13:12
Przeszczep już wkrótce!

Udało się! Dzięki Wam Wojtuś przejdzie przeszczep komórek macierzystych. To jedyna szansa i nadzieja na przynajmniej częściową sprawność - dzięki terapii mózg chłopca ma szansę się zregenerować. Teraz musimy trzymać kciuki, by przeszczep się powiódł. Wierzymy, że tak będzie!

Wojtuś ma to, co najważniejsze - miłość najbliższych. Od Was dostał nowe, lepsze życie!

Dziękujemy!

Miałam mieć dwóch ślicznych, zdrowych chłopców. Oczami wyobraźni widziałam ich w wózku dla bliźniąt, ubranych w identyczne spodenki i koszulki. Tymczasem mojego synka zabrała śmierć, a drugi cudem uwolnił się z jej szponów. Zostawiła jednak swoje znamię - ciężką niepełnosprawność. To mogło spotkać każdego, dlaczego zatem przydarzyło się właśnie nam? Dziś już nie mam siły się nad tym zastanawiać. Walczę z całych sił o zdrowie mojego syneczka, który jest dla mnie całym światem. Pomóżcie… 

Za jego życie dziękuję Bogu każdego dnia. Cieszę się, że tu jest, że uszczęśliwia nas każdym uśmiechem. Chyba tam na górze spodziewali się, że damy sobie radę, dlatego nasz chłopczyk jest inny, niezwykły. Wiem, że Bóg się nie pomylił. Tylko tutaj, na ziemi, potrzebne są pieniądze... Miłość i wiara są ważne, ale za nie nie kupimy rehabilitacji, dzięki której mój syn nadal żyje. Dlatego musimy prosić o pomoc…

Gdy byłam w ciąży zdawało mi się, że jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. W końcu nosiłam w sobie bliźniaki - dwóch identycznych chłopców, którzy skradli nasze serca od chwili, gdy zobaczyłam na teście ciążowym dwie kreski. Wszystkie badania wychodziły książkowo, nikt nie spodziewał się tragedii, która wydarzyła się potem. To był 30 tydzień ciąży, zwykła kontrolna wizyta. To wtedy skończył się świat, spokojny, szczęśliwy i bezpieczny. Lekarz powiedział:

Jedno dziecko nie żyje. Drugie ledwo. Musi pani natychmiast rodzić.

Szok sparaliżował moje ciało, a słowa nie docierały. Nie wierzyłam, chciałam się obudzić. Czułam na zmianę gorące i zimne dreszcze, zapadałam się i sądziłam, że ja także umieram. Moje dziecko nie żyło, drugie mogło umrzeć… Jak? Jeszcze 5 minut wcześniej byłam taka szczęśliwa! Miałam iść tylko potwierdzić, że wszystko jest w porządku…

Zamiast wrócić do domu, do męża i dwójki starszych dzieci, trafiłam na stół operacyjny. Okazało się, że u bliźniaków doszło do TTTS V stopnia - zespołu przetoczenia między płodami. Nie został wcześniej wykryty, dlatego zabił mojego synka, drugiego skazując na kalectwo. Wojtuś jednak przeżył - to był prawdziwy cud. Nie dostałam go w ramiona, bo musiał trafić do inkubatora, gdzie walczył o każdy oddech. Nikt nie dawał mu szans - za bardzo uszkodzony mózg, wręcz dziurawy. Encefalopatia niedokrwienno-niedotlenieniowa spowodowała ubytki w mózgu, potem doszła padaczka, małogłowie oraz zaburzenia widzenia. 

Do domu wróciliśmy po ponad 2 miesiącach. Dali nam tylko skierowanie do neurologa, a ze wszystkim innym musieliśmy sobie radzić sami. Postanowiłam jednak, że mój synek będzie szczęśliwy, że wcale nie jest gorszy - jest wyjątkowy! Życie Wojtusia to prawdziwy cud, a ja ze wszystkich sił będę się starała, by trwał. Każdą złotówkę inwestowaliśmy w rehabilitację. To dzięki niej mój synek żyje, nie jest roślinką. Codziennie też modliłam się o to, by znaleźć jeszcze jakiś sposób, by mój synek w końcu zobaczył moją twarz, powiedział “mamo”, usiadł o własnych siłach…

Gdy jest źle, gdy zaczynam się załamywać, przypomina mi się ta piosenka:

Ja, który nigdy nie powiem mama,
ja, który nigdy nie zawołam tata,
ja, który pozostanę dzieckiem
tylko wzrokiem powiem wam dziękuję.
W twoich ramionach mamo, czuję się bezpiecznie,
a jeśli jestem zbyt ciężki, to połóż mnie na ziemi
Bóg się, mamo, nie pomylił - narodziłem się z miłości.
Ty, która myślałaś o mnie pięknie, później pytałaś się kim będę,
w twoich oczach widziałem smutek, zagubienie,
ale później zwyciężyła miłość, mamo.
I wiedziałaś, że musisz dać więcej miłości,
przycisnęłaś mnie do serca
i obdarzyłaś pocałunkiem, którego nie otrzyma inne dziecko.
Bóg się, mamo, nie pomylił - narodziłem się z miłości.
Ty jesteś moją przyjaciółką mamo,
ty kochasz tak jak kocha Bóg.
Nie potrafię mówić, ale ty słuchaj mojego serca, które bije tylko dla ciebie, przede wszystkim dla ciebie mamo.
Bóg się, mamo, nie pomylił - narodziłem się z miłości...

Może to banalne, ale wtedy odzyskuję siły i wiarę w to, że będzie dobrze. Znowu szukam sposobu na to, by mój syn był szczęśliwy, by mógł być zdrowy... 

I w końcu znalazłam ten sposób! Przeszczep komórek macierzystych - eksperymentalna terapia w Lublinie, która może pomóc mojemu synkowi! Wojtuś zasługuje na to, co najlepsze. Jest cudownym, uśmiechniętym dzieckiem. Mimo całego cierpienia, którego doświadczył, kocha życie. Jego przyjście na świat i cud, dzięki któremu żyje sprawiło, że jesteśmy szczęśliwymi rodzicami! I jak każdy rodzic - walczymy o dobro naszego dziecka. Gdy dowiedzieliśmy się, że Wojtuś został zakwalifikowany do przeszczepu komórek macierzystych, szaleliśmy ze szczęścia. Dopiero potem przypomniało nam się, że nie mamy pieniędzy. Że ledwo starcza nam na rehabilitację, a nawet na nią właściwie już brakuje...

Dlatego prosimy, pomóżcie nam w tej walce! Dzięki komórkom Wojtuś ma szansę się rozwijać - jego mózg może się zregenerować, możemy odwrócić choć część skutków ciężkiego porodu. Jedyne, czego nam brakuje, to pieniądze. To takie trudne o nie prosić… Wojtuś jest naszym szczęściem, naszym cudem. To dla niego pokonujemy wstyd i wszystkie przeciwności losu. Proszę, pomóżcie...

Pomogli

Ładuję

Verified Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 1 028 osób
27 798 zł (102,83%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość