Pilne!
Wojciech Strógarek - zdjęcie główne

„Pani mężowi zostały 3 miesiące życia." – nie godzę się na taki WYROK❗️Proszę, pomóż mi uratować Wojtka❗️

Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja

Organizator zbiórki:
Wojciech Strógarek, 41 lat
Lekowo
Gruczolakorak kątnicy z przerzutami do wątroby, nowotwór złośliwy jelita grubego (choroba współistniejąca)
Rozpoczęcie: 16 lipca 2026
Zakończenie: 16 października 2026
101 437 zł(45,4%)
Brakuje 121 968 zł
WesprzyjWsparły 842 osoby
Wpłać, wysyłając SMS
Numer telefonu
75365
Treść SMS
1000694
Koszt 6,15 zł brutto (w tym VAT)
HeyahOrangePlayPlusT-mobile

Przekaż 1,5% podatku

Numer KRS0000396361 Fundacja Siepomaga
Cel szczegółowy 1,5%1000694 Wojciech

Stała pomoc

2 wspierających co miesiąc
Regularne wsparcie daje Wojciechowi poczucie bezpieczeństwa i pomoc w trudnej sytuacji, także po zakończeniu zbiórki.
Dowiedz się więcej o Stałej Pomocy
Wspieraj wygodnie przez:
BLIK - logo
Apple Pay - logo
Google Pay - logo
Mastercard - logo
Visa - logo

Tu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.

Wspieraj co miesiąc
  • Z.
    Z.zaczyna wspierać co miesiąc
  • Anonimowy Pomagacz
    Anonimowy Pomagaczzaczyna wspierać co miesiąc

Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja

Organizator zbiórki:
Wojciech Strógarek, 41 lat
Lekowo
Gruczolakorak kątnicy z przerzutami do wątroby, nowotwór złośliwy jelita grubego (choroba współistniejąca)
Rozpoczęcie: 16 lipca 2026
Zakończenie: 16 października 2026

Opis zbiórki

„Pani mężowi zostały 3 miesiące życia." Może to dziwne, ale nie płakałam, gdy usłyszałam te słowa. Uznałam, że to niemożliwe. Lekarz powiedział, że mamy się przygotować, spisać testament... Że to po prostu koniec. Przyjechaliśmy do szpitala z podejrzeniem zapalenia wyrostka. Wróciliśmy z WYROKIEM. Tylko że my go nie przyjęliśmy!

Wojtek to mężczyzna nie do zdarcia. Ogrodnik, człowiek pracy i działania. Mój najlepszy przyjaciel, bratnia dusza. Zawsze to my byliśmy tymi, którzy wszystko załatwiają, pomagają innym, angażują się w różne akcje charytatywne. Wielokrotnie ratowaliśmy zwierzęta lub przygarnialiśmy je ze schroniska. W naszym słowniku nie ma sformułowania: „Nie da się.".

Wojciech Strógarek

Gdy padła brutalna diagnoza: gruczolakorak jelita w IV stadium (IV A), z przerzutami do wątroby i węzłów chłonnych, Wojtek powiedział: „To nie ja źle trafiłem. TO RAK ŹLE TRAFIŁ!”. Od trzech miesięcy trzymamy się tej myśli. Nawet wtedy, gdy rak co chwilę nas wyprzedza. Ten rodzaj nowotworu jest bardzo agresywny, gorzej rokujący niż większość nowotworów jelita – to skutek mutacji konkretnych genów, które wywołały tę chorobę. Ale Wojtek nie jest „większością”.

Po otrzymaniu diagnozy nie było czasu na płacz, pytanie „Dlaczego ja?” i zamartwianie się w nieskończoność. My tacy nie jesteśmy – od razu zaczęliśmy działać. W ciągu tygodnia zmieniliśmy szpital i 27 kwietnia odbyła się operacja. Wojtkowi usunięto guzy z jelita oraz 19 węzłów chłonnych, z czego w 10. były nacieki. Niestety pojawiły się komplikacje, jelita przestały pracować. Wojtek walczył z odwodnieniem, które było tak duże, że wielokrotnie tracił przytomność. Niewiele brakowało, a bym go straciła. Ale przeżył! To się liczy.

Wojciech Strógarek

Wygraliśmy dopiero jedną z wielu bitew w czasie tej wojny. Teraz toczymy kolejną. Wojtek jest w trakcie leczenia onkologicznego i przechodzi chemioterapię. Prawdę mówiąc, nie spodziewałam się, że to takie trudne... Standardowa chemia, dostępna w ramach NFZ to leczenie paliatywne, czyli takie, które nie leczy, tylko przedłuża życie. Dla nas to nie jest rozwiązanie, nie bierzemy tego w ogóle pod uwagę.

Zdecydowaliśmy się na terapię prywatną, zgodną z zaleceniami lekarzy. Mamy plan, działamy i nie odpuszczamy. To realna szansa, ale też ogromne koszty. Gdy podsumowałam, ile miesięcznie musimy zapłacić za immunoterapię, leki, badania, dojazdy, specjalistyczne żywienie i konsultacje, wyszło około 35 tysięcy. To było moje pierwsze zderzenie z brutalną rzeczywistością. Zdałam sobie sprawę, że zwyczajnie tego nie dźwigniemy. Zawsze radziliśmy sobie sami, dziś już nie jesteśmy w stanie.

Wojciech Strógarek

Wojtek schudł 20 kilo w 2 miesiące. Niektórzy znajomi go nie poznają. Kiedyś kupowałam mu koszulki w rozmiarze XL – dziś mógłby się taką owinąć 2 razy. Choć leczenie bardzo zmieniło mojego męża z wyglądu i odebrało znaczną część sił, to i tak jedno pozostaje niezmienne: jego upór i pozytywne nastawienie. Umówiłam Wojtka na tomograf 5 sierpnia, a on powiedział, że to super –  w takim razie rak ma mało czasu! Po czym zaczął opowiadać, że następnego dnia wróci do pracy, bo już nie może wysiedzieć.

Ktoś by pomyślał – szaleńcy. Ale my już tacy jesteśmy, nie będziemy płakać – będziemy walczyć i korzystać z każdego dnia. Będziemy działać, planować, śmiać się i czerpać z życia. Tak jak zawsze do tej pory. Mamy jeden cel: zniszczyć raka. Naszą największą przeszkodą są niestety pieniądze. Dlatego z całego serca prosimy o pomoc. Każda złotówka to dla nas krok bliżej do wygrania tej wojny na śmierć i życie. Obiecujemy, że nigdy się nie poddamy! Dziękujemy, że jesteście. Dobro naprawdę wraca!

Justyna, żona Wojtka z rodziną

Wybierz zakładkę
Sortuj według