To był zwykły dzień. Niedziela 10 września. Chcieliśmy razem z żoną przejechać się po wiosce. Nagle coś poszło nie tak. Usłyszeliśmy dźwięk wystrzału i zza kierownicy, prosto na nogi mojej żony zaczął wylewać się wrzący płyn chłodniczy. Pamiętam, że krzyknąłem, by hamowała. Marzena za to krzyczał...