Zbiórka zakończona
Żaneta Rzeczkowska - zdjęcie główne

Pomóżmy samotnej mamie zatrzymać postępy choroby!

Cel zbiórki: Leczenie, konsultacje, dojazdy, terapia wspomagająca leczenia onkologicznego

Organizator zbiórki:
Żaneta Rzeczkowska, 50 lat
Inowrocław, kujawsko-pomorskie
Przewlekła białaczka limfocytowa
Rozpoczęcie: 15 listopada 2021
Zakończenie: 12 grudnia 2024
9557 zł
Wsparło 147 osób

Przekaż mi 1,5% podatku

Numer KRS0000396361
Cel szczegółowy 1,5%0091348 Żaneta

Cel zbiórki: Leczenie, konsultacje, dojazdy, terapia wspomagająca leczenia onkologicznego

Organizator zbiórki:
Żaneta Rzeczkowska, 50 lat
Inowrocław, kujawsko-pomorskie
Przewlekła białaczka limfocytowa
Rozpoczęcie: 15 listopada 2021
Zakończenie: 12 grudnia 2024

Aktualizacje

  • Z ostatniej chwili❗️Pomóżcie mi walczyć!

    Jestem po 5 sesji chemii – niestety cztery planowane były niewystarczające i zaplanowane są kolejne... Mój organizm bardzo źle znosi terapię, jest wycieńczony, przy tym okrutne bóle mięśni, kości, grzyby w przełyku i jamie ustnej, uczulenie z ropniejącymi wypryskami na ciele i głowie, wypadły mi włosy.

    Wyniki neurocyty bardzo zaniżone, co za tym idzie organizm nie broni się, jest podatny na wszelkie infekcje i wirusy. Z powodu złego stanu nie mogłam systematycznie codziennie dojeżdżać do kliniki na rehabilitację. Mam okrutne bóle barku (podejrzenie przerzutów do kości). Niezbędna jest rehabilitacja barku i rąk, które mają również powikłania pooperacyjne, aby móc przystąpić do kolejnego etapu leczenia tj.radioterapii.

    Żaneta Rzeczkowska

    Niestety moja psychika też jest bardzo obciążona, dlatego wciąż leczę się na depresję. Chemia również bardzo osłabiła mi wzrok i uzębienie.

    Będę Wam wdzięczna za każdą pomoc!
    Wciąż mimo wszystko pełna wiary, nadziei i walki, z ciepłymi pozdrowieniami Żaneta Rzeczkowska

Opis zbiórki

Pomóżcie mi, bo sama nie dam rady! Od 7 lat choruję na białaczkę, a teraz nowotwory złośliwe piersi. Leczenie, terapie, konsultacje lekarskie. To wszystko pochłania moje życie, ale też dzięki temu moje życie trwa....

Badania kontrolne przeprowadzałam systematycznie, USG, kilkanaście biopsji itp,  zwłaszcza że od wielu lat pojawiały się w nich dziwne zmiany. Do tej pory wyniki nie wykazywały znamion złośliwości, ale w tym roku stało się inaczej. Wyczuwalny guz zaczął rosnąć bardzo szybko. Jest to podstępny nowotwór, rozwija się cicho i jest trudny do zdiagnozowania i nagle uderza z wielką siłą.

Po  licznych konsultacjach i serii badań obu piersi w tym badania biopsji gruboigłowej i mammotonicznej

(gdzie nastąpiły bolesne powikłania) już w klinice onkologicznej chorób piersi zapadła najgorsza diagnoza- rak złośliwy wieloogniskowy zrazikowy inwazyjny -stadium zaawansowane piersi lewej.

W prawej piersi były również zmiany pierwotnie- rak złośliwy  wewnątrz przewodowy wieloogniskowy inwazyjny. Nastąpiły pilne przygotowania do radykalnej mastektomii lewej piersi. Rekomendacja usunięcia również piersi prawej w jak najkrótszym odstępie czasowym  (z podejrzeniem, że w tym podtypie szybko przeinaczy się w typ jak w piersi lewej)

Kolejne nowotwory w moim życiu, przeraziły mnie, czułam się jak w zawieszeniu... Potężny strach i wielka niewiadoma co dalej... Mimo przerażającej diagnozy nie poddam się! Przed oczami stanęła mi moja 12-letnia córeczka, dla której walczę od lat o wszystkie okruchy życia, które starannie zbieram i łączę w całość... 

Zapisane mam w myśli słowa bliskiej mi osoby - "Żeby walczyć trzeba uświadomić sobie ,że jest wojna!

Nadszedł czas mojej operacji – 30 września amputowano mi lewą pierś. W szpitalu nasłuchałam się różnych historii od będących tam pacjentek chorych na raka piersi. Strach, załamanie, poddanie, a ja wciąż mimo wielkiego lęku i  dużego bólu pozytywnie nastawiona, wciąż pełna nadziei i ogromnej wiary. Dziwiło to, a jednocześnie krzepiło koleżanki szpitalne.

Po 2 tygodniach przyszedł czas na amputację piersi prawej, drugi pobyt w szpitalu i znów trudne rozstanie z córką.

To był bardzo ciężki czas, po pierwszej operacji nastąpiły komplikacje, unieruchomiona  lewa ręka z powodu porozrywanych ścięgien i powrózek limfatycznych oraz znaczne unieruchomienie i ból barku. W trakcie operacji piersi prawej chirurg wykonał również zabieg rozrywania ścięgien Rekonwalescencja w szpitalu i po już dużo gorsza, bardzo bolesna i z komplikacjami.

Żaneta Rzeczkowska

Wyniki histopatologiczne po 10 dniach w obu piersiach -rak złośliwy wieloginiskowy inwazyjny typ zrazikowy. W piersi prawej węzły chłonne z naciekami białaczki/ chłoniaka. Komplikacje pooperacyjne też  2 ręki, naciągnięte ścięgna, unieruchomienie i nieustanny towarzyszący ból.

Decyzją komisji pilna chemioterapia, radioterapia i hormonoterapia.

Konieczna  rehabilitacja w trybie specjalnym w celu usprawnienia rąk  i barku, na którą dojeżdżam codziennie do kliniki.

Przyjęłam już 1 dawkę chemii ( znaczne osłabienie, bóle kości, wybuchy gorąca i napady zimna, wymioty) później kolejne  wlewy co 3 tyg. Największym niepokojem jest moja białaczka z najsilniejszą  terapii chemii. Jest to bardzo wycieńczająca  organizm terapia. Przy białaczce nie mam bardzo słabą odporności organizmu... Okrutnie boję się, jak zniosę to leczenie i jakie będą rezultaty.

Myśl przewodnia- Walka!

Do tej  też walki moją największą mobilizacją jest moja córka. To jest bohaterka przez duże"B". Jest moim potężnym  wsparciem. Przejęła niemal większość obowiązków domowych, pomaga na każdej płaszczyźnie  Na ból i każde smutki ma jedyną najwspanialszą receptę–swoją obecność, wsparcie, poświęcenie i niesamowite pokłady radości,, cudowną dobrą energię Nigdy nie ma dość, a przecież jest dzieckiem, ma prawo. Nie powinna mieć takich trosk i wyzwań szczególnie w tym wieku. To nasza miłość  jest motorem tych działań!

Bliscy dziwią się, że mam te straszne nowotwory, a uśmiecham się, że potrafię cieszyć się każdym dniem mimo cierpienia, że zarażam radością i funkcjonuję,  jakby mnie to nie dotknęło. Myślę, że coś w tym jest- z takim nastawieniem na  przekór wszystkiemu trwam w wielkiej sile do walki!

Są dni i noce, że daję upust targających mną emocjom skrywanych na dnie serca...i wylewam z siebie wszystko...nie brakuje też tych najgorszych myśli- one są przerażające i obezwładniają człowieka. 

Straciłam piersi, stracę włosy-są to traumatyczne przeżycia. Jednak nie stracę nadziei, bo ona trzyma mnie przy życiu. Nadal jestem w pełni kobietą i nadal pragnę nią być. Pragnę żyć dla mojej córki, ofiarować jej każdy dzień i kolejne  wspólne lata... Mimo moich chorób pragniemy razem cieszyć się każdym dniem, doświadczać, tworzyć, malować, przeżywać nasze małe i duże przygody. Wciąż mamy marzenia! Dostrzegamy piękno w maleńkich rzeczach, w cudach tego świata...

Jesteśmy jak Słoneczniki, które nawet w pochmurne dni uśmiechają się w cieniu...

Wierzę, że los, który nigdy nie był dla nas łaskawy, tym razem pokaże swoje łagodne oblicze i mimo wszystko wygramy wojnę; pokonamy potwora!

Zwracam się  o ogromną prośbą o zbiórkę i pomoc, na kontynuację terapii CBD  i CBG w celu spowolnienia chorób i zwalczania bólu i wzmocnienie odporności, rehabilitacje usprawniające ręce, bark i kręgosłup, specjalną zbilansowaną dietę wzmacniającą układ odpornościowy i redukująca skutki terapii onkologicznej. Potrzebne są też  suplementy i medyczne produkty stymulujące organizm i łagodzenie objawów wycieńczającej chemii, konsultacje onkologiczne, konsultacje i leczenie specjalistyczne fizjoterapeutyczne, konsultacje neurologiczne, leki, dojazdy.

Za każdą pomoc będę bardzo wdzięczna!

 

Żaneta

 

Wybierz zakładkę
Sortuj według

Ta zbiórka jest już zakończona. Zobacz innych Podopiecznych, którzy czekają na Twoją pomoc.

WesprzyjWesprzyj