''CERGOWA 24'' z pomocą dla Kacpra!

Skarbonka została założona z inicjatywy organizatora, który odpowiada za jej treść.

Cześć!
W tym roku swoim wyczynem chcę pomóc nagłośnić zbiórkę pieniędzy dla Kacpra. Na przełomie dni 23.-24.06.2024 r. przez 24 godziny będę cyklicznie zdobywał szczyt ''Cergowa'' w Beskidzie Niskim. Poniżej zamieszczam najpierw streszczony, a potem pełny opis sytuacji Kacpra.
Kacper - chłopak, który od narodzin praktycznie walczył o życie przechodząc śmierć kliniczną, a szanse na dalsze funkcjonowanie określono mu na 1 %.
Przeszedł operacje, transfuzje krwi i inne zabiegi, jednak walka o zdrowie trwa dalej.
Teraz ma 16 lat i dalej potrzebuje pomocy, ale w tym wszystkim (cytując za jego mamą) "Kacper, mimo tego, co przeszedł, jest pełnym radości i poczucia humoru optymistą, który swym uśmiechem potrafi rozjaśnić nawet najpochmurniejszy dzień."
Celem zbiórki jest zebranie funduszy na operację w Paley European Institute w Warszawie, która da szanse na normalniejsze funkcjonowanie.
Poznałem Kacpra oraz jego mamę osobiście i jeśli mogę w jakiś sposób przyczynić się do pomocy, to z chęcią to zrobię, a CIEBIE mogę jedynie prosić o wsparcie tej skarbonki i rozpowszechnienie informacji o niej gdzie tylko możesz.
Szczegóły i dokładny opis sytuacji Kacpra można przeczytać poniżej:
Gdy miałam zostać mamą, wyobrażałam sobie, że dzień porodu to będzie najszczęśliwszy dzień mojego życia. Kacperek był bardzo wyczekiwanym dzieckiem. Wszystko, co mnie niepokoiło, zgłaszałam, ale z odpowiedzią, że mam się nie przejmować. Z dzieckiem jest wszystko dobrze.
Niestety, po jednym z badań na drugi dzień trafiłam z krwotokiem do szpitala. Lekarze byli przerażeni sytuacją. Wtedy zrozumiałam, że nic nie jest dobrze… I zaczęła się walka o życie... Moje i dziecka.
Kacperek urodził się w 26. tygodniu ciąży w stanie zamartwicy, z wylewem obupółkulowym i niedotlenieniem. Przeszedł śmierć kliniczną, po porodzie dostał 1 pkt. Apgar. A potem było czekanie na OIOM-ie i szacowanie szans na przeżycie. Nie miałam wyznaczonego czasu odwiedzin po to, bym zdążyła pożegnać się z dzieckiem. Został nawet ochrzczony przez pielęgniarkę, bo nikt nie wierzył, że to może się udać. Jego szanse na przeżycie określali na 1% i mówili, że tyle dają na jakiś cud...
Kacper nie odpuszczał. Tak bardzo chciał żyć. Mówili mi, że jeszcze nie widzieli dziecka, które by tak walczyło o życie. Przez ten czas syn przeszedł dwie operacje, w tym na serce, niezliczone transfuzje krwi i kilka zabiegów.
Wyszedł do domu wtedy, kiedy miał się urodzić – po trzech miesiącach walki o życie. Gdy opuszczaliśmy szpital, lekarka powiedziała, żeby się nie nastawiać na wiele, bo są małe szanse, że Kacper będzie funkcjonował.
Minęło 16 lat. Od początku nasze życie podporządkowane jest ciągłej walce o zdrowie Kacperka. Ale też od początku jasne było, że to będzie długa droga. Dzień zaczynał się od rehabilitacji i wyjazdów na zajęcia i kończył terapią w domu. Próbowaliśmy, czego się dało, a koszty wraz z wiekiem rosły.
Kacper, mimo tego, co przeszedł, jest pełnym radości i poczucia humoru optymistą, który swym uśmiechem potrafi rozjaśnić nawet najpochmurniejszy dzień. Kocha podróże, lubi jeździć w góry, ma swoje pasje jak rower i basen, kocha książki, jest spragniony świata, jego doświadczania i odkrywania... i kocha życie.
Po latach leczenia i rehabilitacji coraz więcej chodzi, jest bardzo kontaktowy i towarzyski. Pracujemy z komunikacją alternatywną, ale o mowę wciąż walczymy. Mieliśmy to szczęście, by jakiś czas temu trafić do Paley European Institute w Warszawie i tam dostaliśmy jasne wskazówki jak dalej pracować i stwierdzono, że konieczna jest operacja.
Intensywne skoki wzrostu, zwiększone napięcie w mięśniach i w całym układzie jest na tyle duże, że sama rehabilitacja sobie z tym nie poradzi, ale przez te lata osiągnęliśmy tyle, że operacyjnie można usunąć to, co go blokuje. Ważne, by nie stracić tej szansy. A czas ucieka...
Brak operacji i funkcjonowanie na ugiętych kolanach doprowadzi do innych deformacji, a co za tym idzie do kolejnych operacji w przyszłości na biodra, kolana, staw skokowy…
Dlatego operacja metodą zaproponowaną przez Paley jest szansą i koniecznością. Ale do tego czasu Kacper musi mieć intensywną rehabilitację, a także musi mieć zakładane gipsy w domu i na noc. A to dla niego bardzo bolesne.
Sama nie jestem w stanie zebrać ani odłożyć takich pieniędzy. Nie pracuję zawodowo, by móc opiekować się Kacperkiem i robić wszystko, co w mej mocy, by mu pomóc. Dlatego, z całego serca, prosimy Was o pomoc w zebraniu tej sumy.
I za każdą, nawet najmniejszą pomoc będziemy bardzo wdzięczni!
Mama Kacperka
Jeśli trafiłeś/aś tutaj inaczej niż ode mnie, możesz zajrzeć na stronę z relacją z Wyczynu: kilknij, by przejśc do oficjalnej strony Wyczynu (otwiera nową kartę)
Wszystkie środki zebrane na skarbonce trafiają
bezpośrednio na subkonto Podopiecznego:
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Cześć!
W tym roku swoim wyczynem chcę pomóc nagłośnić zbiórkę pieniędzy dla Kacpra. Na przełomie dni 23.-24.06.2024 r. przez 24 godziny będę cyklicznie zdobywał szczyt ''Cergowa'' w Beskidzie Niskim. Poniżej zamieszczam najpierw streszczony, a potem pełny opis sytuacji Kacpra.
Kacper - chłopak, który od narodzin praktycznie walczył o życie przechodząc śmierć kliniczną, a szanse na dalsze funkcjonowanie określono mu na 1 %.
Przeszedł operacje, transfuzje krwi i inne zabiegi, jednak walka o zdrowie trwa dalej.
Teraz ma 16 lat i dalej potrzebuje pomocy, ale w tym wszystkim (cytując za jego mamą) "Kacper, mimo tego, co przeszedł, jest pełnym radości i poczucia humoru optymistą, który swym uśmiechem potrafi rozjaśnić nawet najpochmurniejszy dzień."
Celem zbiórki jest zebranie funduszy na operację w Paley European Institute w Warszawie, która da szanse na normalniejsze funkcjonowanie.
Poznałem Kacpra oraz jego mamę osobiście i jeśli mogę w jakiś sposób przyczynić się do pomocy, to z chęcią to zrobię, a CIEBIE mogę jedynie prosić o wsparcie tej skarbonki i rozpowszechnienie informacji o niej gdzie tylko możesz.
Szczegóły i dokładny opis sytuacji Kacpra można przeczytać poniżej:
Gdy miałam zostać mamą, wyobrażałam sobie, że dzień porodu to będzie najszczęśliwszy dzień mojego życia. Kacperek był bardzo wyczekiwanym dzieckiem. Wszystko, co mnie niepokoiło, zgłaszałam, ale z odpowiedzią, że mam się nie przejmować. Z dzieckiem jest wszystko dobrze.
Niestety, po jednym z badań na drugi dzień trafiłam z krwotokiem do szpitala. Lekarze byli przerażeni sytuacją. Wtedy zrozumiałam, że nic nie jest dobrze… I zaczęła się walka o życie... Moje i dziecka.
Kacperek urodził się w 26. tygodniu ciąży w stanie zamartwicy, z wylewem obupółkulowym i niedotlenieniem. Przeszedł śmierć kliniczną, po porodzie dostał 1 pkt. Apgar. A potem było czekanie na OIOM-ie i szacowanie szans na przeżycie. Nie miałam wyznaczonego czasu odwiedzin po to, bym zdążyła pożegnać się z dzieckiem. Został nawet ochrzczony przez pielęgniarkę, bo nikt nie wierzył, że to może się udać. Jego szanse na przeżycie określali na 1% i mówili, że tyle dają na jakiś cud...
Kacper nie odpuszczał. Tak bardzo chciał żyć. Mówili mi, że jeszcze nie widzieli dziecka, które by tak walczyło o życie. Przez ten czas syn przeszedł dwie operacje, w tym na serce, niezliczone transfuzje krwi i kilka zabiegów.
Wyszedł do domu wtedy, kiedy miał się urodzić – po trzech miesiącach walki o życie. Gdy opuszczaliśmy szpital, lekarka powiedziała, żeby się nie nastawiać na wiele, bo są małe szanse, że Kacper będzie funkcjonował.
Minęło 16 lat. Od początku nasze życie podporządkowane jest ciągłej walce o zdrowie Kacperka. Ale też od początku jasne było, że to będzie długa droga. Dzień zaczynał się od rehabilitacji i wyjazdów na zajęcia i kończył terapią w domu. Próbowaliśmy, czego się dało, a koszty wraz z wiekiem rosły.
Kacper, mimo tego, co przeszedł, jest pełnym radości i poczucia humoru optymistą, który swym uśmiechem potrafi rozjaśnić nawet najpochmurniejszy dzień. Kocha podróże, lubi jeździć w góry, ma swoje pasje jak rower i basen, kocha książki, jest spragniony świata, jego doświadczania i odkrywania... i kocha życie.
Po latach leczenia i rehabilitacji coraz więcej chodzi, jest bardzo kontaktowy i towarzyski. Pracujemy z komunikacją alternatywną, ale o mowę wciąż walczymy. Mieliśmy to szczęście, by jakiś czas temu trafić do Paley European Institute w Warszawie i tam dostaliśmy jasne wskazówki jak dalej pracować i stwierdzono, że konieczna jest operacja.
Intensywne skoki wzrostu, zwiększone napięcie w mięśniach i w całym układzie jest na tyle duże, że sama rehabilitacja sobie z tym nie poradzi, ale przez te lata osiągnęliśmy tyle, że operacyjnie można usunąć to, co go blokuje. Ważne, by nie stracić tej szansy. A czas ucieka...
Brak operacji i funkcjonowanie na ugiętych kolanach doprowadzi do innych deformacji, a co za tym idzie do kolejnych operacji w przyszłości na biodra, kolana, staw skokowy…
Dlatego operacja metodą zaproponowaną przez Paley jest szansą i koniecznością. Ale do tego czasu Kacper musi mieć intensywną rehabilitację, a także musi mieć zakładane gipsy w domu i na noc. A to dla niego bardzo bolesne.
Sama nie jestem w stanie zebrać ani odłożyć takich pieniędzy. Nie pracuję zawodowo, by móc opiekować się Kacperkiem i robić wszystko, co w mej mocy, by mu pomóc. Dlatego, z całego serca, prosimy Was o pomoc w zebraniu tej sumy.
I za każdą, nawet najmniejszą pomoc będziemy bardzo wdzięczni!
Mama Kacperka
Jeśli trafiłeś/aś tutaj inaczej niż ode mnie, możesz zajrzeć na stronę z relacją z Wyczynu: kilknij, by przejśc do oficjalnej strony Wyczynu (otwiera nową kartę)
Wpłaty
- Wpłata anonimowaX zł
- Tomasz Piwko50 zł
Brawa dla Szymona a Ty Kacper się trzymaj, będzie dobrze!
- Wpłata anonimowa20 zł
- Aleksandra50 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa100 zł