Rak jest bezlitosny! Sama nie dam rady go pokonać i przeżyć...

Zbiórka na cel: zakup leku Avastin do walki z rakiem
Zbiórka zakończona
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 2 573 osoby
114 783 zł (33,19%)

Agnieszka Ślusarczyk, 40 lat

Poznań, wielkopolskie

rak jajnika z przerzutami do węzłów chłonnych i kości

Rozpoczęcie: 24 Października 2018
Zakończenie: 24 Marca 2019

Każdego ranka otwieram oczy i zastanawiam się, czy to wszystko nie jest pomyłką, złym snem. Przecież to niemożliwe, że umieram na raka! Jeszcze rok temu byłam aktywna, pracowałam, pomagałam. Dzisiaj sama proszę o pomoc… Jednak to prawda, brutalna i okrutna, tak jak rzeczywistość, która przyszła razem z nowotworem. Od roku walczę o życie, na zmianę odzyskując i tracąc siły i nadzieję. Jak będzie wyglądać przyszłość? Czy w ogóle jakaś będzie? Mam przecież dopiero 40 lat… Nie umiem pogodzić się z diagnozą lekarzy, że za 3 lata mnie już nie będzie…

Dowiedziałam się zupełnie przypadkiem, podczas badań krwi. Okazało się, że markery nowotworowe są podwyższone. Pierwsze, co pomyślałam - niemożliwe, na pewno pomyłka! Pierwsze kroki skierowałam do ginekologa i już na USG okazało się, że na jajniku mam gigantycznego, 8-centymetrowego guza… Oblał mnie zimny pot, byłam w szoku. To było 20 września zeszłego roku. Już 10 października byłam w szpitalu w Warszawie na operacji - i tak szybko, jak na polskie warunki. Te dni, które były pomiędzy, chętnie wymazałabym z pamięci… Powiedzieli mi, że guz może pęknąć w każdej chwili, musiałam żyć z tykającą bombą w sobie wiedząc, że każda sekunda może być ostatnią. Nie da się opisać, jak ciężkie to doświadczenie…

Agnieszka Ślusarczyk

Operacja się udała, wycięli mi całego guza razem z jajnikiem. Trzeba było czekać na wynik histopatologii, by poznać wroga. Czekałam długich sześć tygodni… W końcu przyszły - rak śluzowy, mało złośliwy. Kamień z serca, bo duża szansa na całkowite wyleczenie! Aż do grudnia czekałam na rozpoczęcie chemioterapii, która miała ostatecznie rozprawić się z nowotworem. Zaczęłam chwilę przed świętami, skończyłam w kwietniu. Leczenie było bardzo ciężkie, wykańczające… Nie mogłam pracować, nie miałam sił. Były skutki uboczne, straciłam włosy, męczyły mnie wymioty. Jednak - skoro to miało mi pomóc - znosiłam wszystkie niedogodności i żyłam nadzieją, że ten koszmar w końcu się skończy!

Na kontroli w maju powiedzieli mi, że wszystko jest dobrze. Niestety, mieli tylko wyniki sprzed dwóch miesięcy, na nich bazowali. Ja jednak cieszyłam się, bo to znaczyło jedno - rak został pokonany! Miało już być normalnie, ale jakiś wewnętrzny lęk nie pozwalał mi na spokój. Czułam, że coś jest nie tak, że zło jeszcze nie odeszło. Niestety - miałam rację.

Czerwiec, kolejne USG. Niepokój na twarzy lekarza i nieopisany lęk - rak wrócił... Badanie PET pokazało, że rak jest złośliwy. Nie mogłam w to uwierzyć… Przecież poprzednie badania mówiły zupełnie co innego! Czekała mnie kolejna, tym bardziej o wiele rozleglejsza operacja. Bałam się, jednak lekarz powiedział, że bez operacji mam góra pół roku życia… Nie chciałam umierać. Wycięli mi węzły chłonne, macicę, drugi jajnik. Na domiar złego okazało się, że mam przerzuty niemal wszędzie. Trzeba było spojrzeć prawdzie w oczy - poprzednia chemia w ogóle nie pomogła, równie dobrze mogłam jej nie brać. Tyle cierpienia, wszystko na marne… Walka na śmierć i życie zaczęła się ponownie.

Agnieszka Ślusarczyk

Miałam pecha, sam lekarz tak przyznał. Jestem w 5% osób, które nie zareagowali na ten rodzaj chemii, czasami tak bywa… Zaraz po operacji znowu zaczęła się chemia, nie miałam nawet czasu odpocząć, dojść do siebie. Jestem po 3 cyklach, przede mną prawdopodobnie jeszcze trzy. Jeśli mój organizm wytrzyma, może więcej… Potem planowane jest leczenie Avastinem, który nie jest refundowany. On da mi szansę na dłuższe życie, a przecież to takie ważne, gdy się ma dopiero 40 lat… Koszt leczenia jest przerażający, dlatego muszę poprosić o pomoc. To trudne dla kogoś, kto całe życie radził sobie sam, kto niedawno przecież był taki silny… Rak jednak jest bezlitosny, wszystkich traktuje równo. Proszę o pomoc, bo dzięki temu mam większe szanse…

Agnieszka

************


Agnieszka, lekarz stomatolog, nasza koleżanka z pracy, przyjaciółka – od lat pomagająca innym ludziom, dzisiaj sama potrzebuje pomocy i wsparcia. Agnieszka, do tej pory okaz zdrowia, osoba pełna energii, niezależna, silna, rzetelna w pracy, zawsze postępująca zgodnie z zasadami, została poddana przez los ciężkiej próbie.


We wrześniu 2017 roku podczas badań kontrolnych dowiedziała się, że ma guz w lewym jajniku. Operację przeszła już październiku, później przetrwała 6 cykli chemioterapii. Niestety, pomimo dobrego rokowania i nadziei na wyzdrowienie, przeprowadzone w lipcu tego roku badania kontrolne ujawniły szereg przerzutów, w tym jeden do kości. Niedawno, Agnieszka przeszła kolejną bardzo rozległą operację. Teraz czeka ją ponownie radioterapia i chemioterapia. Współczesna medycyna oferuje również inne możliwości leczenia nowotworów, niestety są one bardzo kosztowne...

Agnieszka jest osobą bardzo samodzielną i nie chciała nikogo prosić o pomoc. Dlatego my, na własne oczy widząc jej trudną walkę o życie, prosimy Was o pomoc w jej imieniu. Jesteśmy jej przyjaciółmi z pracy, wspólnie pracujemy już prawie 10 lat. Bardzo chcielibyśmy pomóc Agnieszce, żeby miała jak najwięcej możliwości, aby wymknąć się chorobie.

Przyjaciele

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 2 573 osoby
114 783 zł (33,19%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość