❗️Guz mózgu niesie śmierć – matka błaga o jego życie!

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 608 osób
28 653 zł (108,42%)
Wesprzyj Wesprzyj
Zbiórka na cel
Badania molekularne próbek guza w klinice w Heidelbergu

Igor Arendarczyk, 9 lat

Połaniec, świętokrzyskie

Nowotwór złośliwy mózgu - nieokreślony

Rozpoczęcie: 9 Lipca 2020

Szok, niedowierzanie i potworna świadomość, że przed nami bitwa o życie naszego synka. Igorek w czasie pandemii stał się osowiały i nie miał na nic ochoty. Tłumaczyłam to tęsknotą za kolegami. Ale gdy syn zaczął mieć problemy z nogą, zaczął utykać, a potem opadł mu kącik ust, natychmiast poszliśmy do pediatry, który od razu skierował nas do szpitala. Lekarze zrobili rezonans magnetyczny, który pokazał, że w główce Igora jest ogromny, prawie 6-centymetrowy guz. 

W Polsce nie ma na niego skutecznego lekarstwa. Jedyną nadzieją są dziś dla Igorka specjalistyczne badania molekularne guza, które mogą wskazać terapię celowaną, skrojoną dokładnie pod ten typ nowotworu. Badania i leczenie w zagranicznej klinice mogą kosztować nawet kilkaset tysięcy złotych.

Igor zawsze był trochę nieśmiały, lękliwy i wycofany. W przedszkolu nie chciał bawić się z innymi dziećmi, mało rozmawiał z opiekunkami. Ale włożyliśmy mnóstwo pracy w ośmielenie synka. Godziny pracy z psychologiem, terapia biofeedback dały w końcu efekt. Igorek poszedł do pierwszej klasy zupełnie odmieniony. Doskonale się odnalazł w szkole.

Igor Arendarczyk

Wszystko zaczęło się układać. Igorek z miesiąca na miesiąc był coraz bardziej samodzielny. Przestał się bać, nabrał pewności siebie. Dojrzał tak bardzo, że w trzeciej klasie zaczął już sam jeździć do szkoły autobusem. I doskonale sobie radził. Epidemia zmieniła wszystko...

Igorek został w domu razem z babcią i młodszym bratem. Zaniepokoiło mnie to, że jest taki osowiały. Nic go nie cieszyło, niczym się nie interesował. Nie chciał się nawet bawić z bratem. Najchętniej siedziałby cały dzień przed telewizorem. Nawet na spacer nie mogliśmy go wyciągnąć.  Wtedy tłumaczyłam sobie to tym, że pewnie brakuje mu kontaktu z kolegami z klasy.

Na początku maja pojawiły się nowe niepokojące objawy. Igor zaczął utykać. Na początku byliśmy przekonani, że to wina trochę za dużych nowych butów. Ale po kilku dniach zaczął również kuleć, gdy chodził na boso po domu. Pociągał nóżką coraz mocniej. W końcu dostaliśmy skierowanie do ortopedy, ale zanim doczekaliśmy się na termin wizyty stan synka się pogorszył.

Zaczął jeść tylko lewą rączką. Pojawiły się ogromne trudności z pisaniem – nie można było rozczytać jego pisma. Ale najbardziej przestraszyłam się, gdy pewnego dnia zobaczyłam jego uśmiech. Kącik ust po jednej stronie zupełnie opadł. Znów pobiegliśmy do pediatry, która tym razem dała nam od razu skierowanie do szpitala.

Życie w sekundę runęło w gruzach. Igorek trafił do szpitala w Kielcach. Tam lekarze zrobili rezonans magnetyczny, który pokazał, że w główce chłopca jest ogromny, prawie 6-centymetrowy guz. Po godzinie, w nerwach i stresie powiedzieli mi, że synek musi natychmiast trafić do Centrum Zdrowia Dziecka i że będzie musiał przejść tam operację. Wiedziałam, że sytuacja jest dramatyczna, ale jechałam do Warszawy z wiarą, że lekarze zoperują mojego synka i wróci do zdrowia. Niestety. Niemal na samym wejściu neurochirurdzy rozwiali moją nadzieję. Powiedzieli, że nie są w stanie go wyciąć i jedyne co mogą zaproponować to biopsja.  Chwyciłam się tej jedynej szansy – wiary w to, że guz jest niezłośliwy i synek pokona chorobę.

Biopsja odbyła się 26 maja. W Dzień Matki. Jej wynik odebrał wszelką wiarę. Guz jest wyjątkowo złośliwy. Nieoperacyjny, bo umiejscowiony w bardzo niebezpiecznym miejscu. Każda interwencja chirurgiczna mogłaby nieodwracalnie uszkodzić mózg Igorka. 

Lekarze bardzo brutalnie powiedzieli mi, że na tego guza nie ma lekarstwa. Chemia może tylko przedłużyć życie, a nie je ocalić. To jednak dziś dla nas jedyna szansa. W dzień dziecka mój synek trafił na onkologię. W prezencie na swoje święto dostał pierwszą chemię… Nie mogę się z tym pogodzić. Szansa tylko za granicą Dziś Igorek jest już po pierwszych dwóch cyklach chemii, którą znosi wyjątkowo źle. Męczą go gwałtowne wymioty i biegunki.  Płacze z bezradności.

Igor Arendarczyk

Igorek zamyka się w sobie. Nie chce nawet wyjść z łóżka. Cały czas leży, godzinami wpatrując się w jeden punkt. Gdy minął pierwszy szok, zaczął wypytywać o wszystko. Na korytarzu widział łyse główki dzieci, a i jemu zaczęły wypadać włoski. Miał bezwładną rękę i nogę. Cierpliwie tłumaczyłam mu, że ma w główce guza i musimy go wyleczyć. 

W Polsce nie ma skutecznego lekarstwa. Jedyną nadzieją są dziś dla Igorka specjalistyczne badania molekularne guza, które mogą wskazać terapię celowaną, skrojoną dokładnie pod ten typ nowotworu. Badania i leczenie w zagranicznej klinice mogą kosztować nawet kilkaset tysięcy złotych. Poza nimi szans nie ma wcale.  To wszystko tak szybko się potoczyło, że nawet nie było czasu, żeby się pozbierać. Tak bardzo bym chciała, żeby ktoś dał mi nadzieję. Żebym miała dzięki niej siłę, by walczyć. Zrobiłabym wszystko, żeby uratować mojego synka. Ale już teraz wiem, że choćbym serce oddała, to sama nie dam rady. Będę potrzebować wsparcia i pomocy w zbieraniu pieniędzy. Bo tylko pieniądze dają dziś, choć cień wiary w to, że mój synek będzie żył.

Pomogli

Ładuję...

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 608 osób
28 653 zł (108,42%)
Wesprzyj Wesprzyj