Pilne!
Lev Ovchinnikov - zdjęcie główne

Lew potrzebuje stada – razem pokonajmy złośliwy nowotwór❗️Pomóż uratować życie naszego synka!

Cel zbiórki: Ratowanie życia – leczenie onkologiczne w Izraelu

Organizator zbiórki:
Lev Ovchinnikov, 4 latka
Chabarowsk
Neuroblastoma w przestrzeni zaotrzewnowej jamy brzusznej z przerzutami do szpiku kostnego (4 stadium)
Rozpoczęcie: 23 września 2025
Zakończenie: 24 marca 2026
555 906 zł(47,29%)
Brakuje 619 560 zł
WesprzyjWsparło 16 526 osób
Wpłać, wysyłając SMS
Numer telefonu
75365
Treść SMS
0841403
Koszt 6,15 zł brutto (w tym VAT)
HeyahOrangePlayPlusT-mobile

Przekaż mi 1,5% podatku

Numer KRS0000396361
Cel szczegółowy 1,5%0841403 Lev

Cel zbiórki: Ratowanie życia – leczenie onkologiczne w Izraelu

Organizator zbiórki:
Lev Ovchinnikov, 4 latka
Chabarowsk
Neuroblastoma w przestrzeni zaotrzewnowej jamy brzusznej z przerzutami do szpiku kostnego (4 stadium)
Rozpoczęcie: 23 września 2025
Zakończenie: 24 marca 2026

Aktualizacje

  • Jest źle... Nowy Rok zaczął się dla nas tragicznie... Stan Lwa się pogorszył... Błagamy o ratunek❗️

    Nowy Rok nie zaczął się dla nas dobrze... Już 1 stycznia gorączka sięgnęła 38,7°C. Morfologia gwałtownie spadła do zera. Owrzodzenia pokryły cały język i gardło synka – nie mógł mówić, jeść ani pić... 

    Chemioterapia w wysokich dawkach okazała się straszliwie wyniszczająca. Skutki uboczne przyszły później, ale uderzyły z ogromną siłą. Silny ból brzucha i gardła, wrzody w jelitach, całkowite wyczerpanie… Były dni, gdy płacz nie miał końca. Nic nie sprawiało mu radości… 💔

    Mieliśmy wyjść na chwilę do domu. Wyniki morfologii poprawiły się, kroplówki zostały odłączone. Byliśmy szczęśliwi. Wieczorem wszystko runęło. Temperatura znów wzrosła. Wróciły kroplówki, zastrzyki, kolejne badania, ból i łzy… 😢

    Lev Ovchinnikov

    Ciężko patrzeć w oczy dziecka, któremu jeszcze chwilę temu opowiadałam o wyjściu ze szpitala i zakończeniu tej trudnej misji… Synek jest tak bardzo zdenerwowany, że przestał mówić. Nie odpowiada na pytania. Leży cicho i patrzy w przestrzeń. Tylko jego pełne łez oczy krzyczą, że nie rozumie: dlaczego znowu? Moje serce rozpada się na kawałki… 💔

    Przed rozpoczęciem chemioterapii lekarze mówili wprost: bez jej skuteczności konieczna byłaby bardzo rozległa operacja – usunięcie śledziony, nerki i części trzustki, bo guz ściśle przylega do narządów... Dlatego dziś modlimy się z całych sił, by ta wyniszczająca chemioterapia zmniejszyła guz na tyle, aby operacja mogła się odbyć bez niszczenia innych organów. Wierzymy, że tak właśnie się stanie...

    Przed nami kolejne badania… i trzymamy się myśli, że przyniosą one wieści, których tak bardzo pragniemy... Oby Bóg dał… Błagamy Was o pomoc...

  • Święta na onkologii… w izolatce, z nadzieją silniejszą niż strach. Nadzieją na ŻYCIE!

    Te Święta są inne niż wszystkie. Zamiast domu – szpitalny pokój, zamiast zapachu choinki – dźwięk pomp infuzyjnych, zamiast rodziny – izolacja. A jednak… w tej małej sali dzieją się prawdziwe cuda.

    Synek zakończył właśnie kolejny cykl chemii. Poradził sobie z nią z niezwykłą siłą i spokojem. Aby pomóc mu przetrwać izolację, wymyśliłam historię o bardzo ważnej misji – o tym, że nie możemy wychodzić z pokoju, a jak nam się uda wypełnić misję, przyjdzie Święty Mikołaj ze skrzynią pełną skarbów. Lew przyjął tę misję z radością i wykonuje ją odpowiedzialnie, jak prawdziwy bohater, którym rzeczywiście jest.

    Każdego dnia wymyślamy nowe gry, śmiejemy się, nie pozwalamy, by wkradła się nuda. Nawet wtedy, gdy patrzymy, jak wypadają rzęsy i brwi – cichy znak tej nierównej walki...

    Lev Ovchinnikov

    Lew nie boi się już zastrzyków ani kroplówek. To on uspokaja mnie i mówi: „Mamo, to wszystko wkrótce się skończy. Nie martw się.” Jakby wiedział więcej niż my…

    Gdy zapytano go o świąteczne życzenie, nie poprosił o zabawkę. Poprosił o zdrowie.

    Wierzymy w cuda. Wierzymy, że za rok Święta spędzimy już poza murami szpitala, w domu, przy prawdziwej choince.

    Dziękujemy, że jesteście z nami. Dzięki Wam te Święta – nawet w izolatce – są pełne nadziei.  I prosimy, bądźcie z nami dalej. Każde wsparcie to kolejny krok w stronę cudu.

  • Błagam — wysłuchajcie mnie do końca… Czas ucieka, a my mamy coraz mniej nadziei na ŻYCIE❗️

    Lew przechodzi przez kolejne, wyniszczające cykle chemioterapii. Jego włoski, które kiedyś  opadały na czoło, dziś zostają garściami na poduszce. Synek płacze, mówi, że go boli i że chce je odzyskać. Noce są najgorsze: budzi się z krzykiem, z bólem, którego nie potrafi nazwać...

    Czasem woła do lekarzy: „Błagam, nie róbcie mi krzywdy…" a do mnie "Mamo, zabierz mnie stąd…” A ja wtedy pękam. Pękam, bo nie mogę spełnić jego prośby, bo jego dzieciństwo stało się walką...

    Za nami siódmy cykl chemii — jeden z najcięższych. Wymioty, duszność, obrzęki, transfuzje, gorączka 41°C, chwile, w których Lew mnie nie poznawał. Myślałam, że moje serce nie wytrzyma widoku własnego dziecka, które patrzy pustym wzrokiem i nie wie, gdzie jest...

    Lev Ovchinnikov

    Przed nami ósma runda chemii — ostatnia. Potem punkcja, PET-CT i… przeszczep szpiku, od którego zależy życie mojego synka. Niestety nie mamy na niego pieniędzy. W szpitalu mamy już dług, nowe rachunki liczone są w milionach. A jeżeli nie wpłacimy kwoty na czas — leczenie zostanie przerwane...

    Mój chłopiec tak bardzo chce wrócić do domu… tęskni za tatą i za swoim pieskiem. Marzy o tym, by przestało boleć. Wiem jedno: rak odebrał mu dzieciństwo. Ale nie pozwolę, by odebrał mu życie.

    Dziękuję za każdą pomoc — to Wasze wsparcie trzyma mnie przy sile, to Wasze słowa czytam w nocy, kiedy boję się najbardziej. Proszę… pomóżcie nam zdążyć. Wciąż mam nadzieję. Nie pozwólcie mi jej stracić... Pomóżcie mu żyć.

    Natalia, mama Lwa

Opis zbiórki

Jesteśmy rodzicami czteroletniego Lwa – małego bohatera o imieniu, które od początku miało w sobie siłę. Dziś ta siła jest nam potrzebna bardziej niż kiedykolwiek, bo synek zachorował na raka i walczy o życie. Nowotwór, który zaatakował Lwa, jest śmiertelnie niebezpieczny i zabija połowę chorych na niego dzieci! Toczymy dramatyczną walkę, by wyjść z tego koszmaru i znaleźć się w szczęśliwej połowie...

Każdy poranek ja - mama - zaczynam od cichej modlitwy, by ten dzień nie przyniósł złych wiadomości. Patrzę, jak moje dziecko – tak małe, a już tak dzielne – znosi kolejne badania, kroplówki i ból, którego nigdy nie powinno znać! Świat sprzed diagnozy już nie istnieje. Teraz liczy się tylko to, by on wyzdrowiał, by żył! Wiem, że sama nie nie wygram tej walki – proszę Was o pomoc, o każdą cegiełkę nadziei, która pozwoli mojemu synkowi raz na zawsze pokonać nowotwór...

Lev Ovchinnikov

Nasz świat skończył się zaledwie kilka miesięcy temu... Jeszcze w czerwcu synek był radosnym i bardzo aktywnym dzieckiem, chodził do przedszkola, biegał, skakał, cieszył się życiem, jeździł na hulajnodze, uczył się pływać... Chcieliśmy zapisać go na piłkę nożną. Bardzo rzadko chorował, może z dwa razy w życiu był przeziębiony. Wszystko było wspaniale do dnia, który podzielił nasze życie na „przed” i „po”...

9 lipca 2025 roku syn miał wypadek, który zapoczątkował serię tragicznych zdarzeń. Podczas festiwalu dla dzieci spadł ze sceny z wysokości 1,5 metra. Wydawało się, że nic mu nie jest. Po 2 tygodniach zaczął jednak kuleć, a jego czoło było rozpalone... Chirurg, u którego szukaliśmy pomocy, odesłał nas z kwitkiem.

24 lipca 2025 roku synek obudził się w nocy, krzycząc, że boli go całe ciało. Przerażeni wezwaliśmy karetkę i zabrano nas do szpitala. Tam zrobiono szereg badań - wykonano rentgen kręgosłupa i stawów biodrowych, wszystko było w porządku, pobrano krew i mocz. Wskaźniki były trochę podwyższone, więc lekarze przepisali antybiotyki. Synek poczuł się lepiej, ale niestety nadal kulał...

Bardzo zmartwieni, postanowiliśmy z mężem zrobić synkowi prywatnie rezonans kręgosłupa oraz USG jamy brzusznej... Wszystko było w normie. Biegałam po różnych lekarzach, którzy uspokajali mnie, że nie ma powodu do obaw. Moje serce, serce matki, krzyczało, że coś jest nie tak... 

Lev Ovchinnikov

1 sierpnia 2025 roku u Lwa pojawiła się gorączka 38 stopni, ból kości wrócił. Natychmiast pojechaliśmy do szpitala. Tym razem już nikt nie mówił, że wszystko jest dobrze... Ruszyła diagnostyka, a ja postanowiłam, że nie opuszczę szpitalnych murów bez poznania odpowiedzi, co dolega mojemu synowi. Nie sądziłam jednak, że usłyszę najgorszych z możliwych wieści....

Kiedy 8 sierpnia 2025 roku usłyszałam słowa „neuroblastoma w IV stopniu z przerzutami do szpiku”, poczułam, jakby świat nagle się zatrzymał i rozsypał na milion kawałków. Ziemia uciekła spod nóg. Jeszcze wczoraj mój synek śmiał i się bawił, a dziś lekarze mówią mi, że w jego małym ciele toczy się śmiertelna walka.

Neuroblastoma to rzadki, bardzo agresywny nowotwór, który atakuje tylko malutkie dzieci! Wywodzi się z niedojrzałych komórek układu nerwowego. Najczęściej rozwija się w brzuchu, może dawać przerzuty do kości, węzłów chłonnych, wątroby czy – jak u Lwa – do szpiku kostnego. IV stopień oznacza, że choroba rozprzestrzeniła się po całym organizmie i wymaga natychmiastowego leczenia, by ratować życie!

Dla mamy to niepojęte – jednego dnia zwyczajne życie, a następnego walka o każdy oddech i każdą szansę na uratowanie ukochanego dziecka. 29 sierpnia 2025 roku przylecieliśmy do Tel Awiwu, do szpitala, gdzie leczy się dzieci z najtrudniejszymi przypadkami nowotworów... Przeprowadzono niezbędne badania. Wyniki wykazały kolejne przerzuty...

Lev Ovchinnikov

Jedna z kości jest w połowie zniszczona, dosłownie rozerwana przez nowotwór! Pojawiło się kolejne ognisko nowotworowe. Synek jest w tragicznym stanie, przestał chodzić...

5 września 2025 roku rozpoczęliśmy chemioterapię, która będzie składała się z 8 kursów. Następnie planowany jest przeszczep szpiku kostnego, kolejny kurs chemioterapii, operacja i radioterapia. Koszty leczenia są przerażające – to kwoty, których żadna rodzina nie jest w stanie unieść sama... Ale dla życia własnego dziecka nie ma granic, nie ma rzeczy niemożliwych.

Jako mama zrobię wszystko, by mój synek żył – błagam o pomoc, klękam przed Wami z prośbą o każdą złotówkę, o każde udostępnienie, o każdą iskrę nadziei. Wasze wsparcie to jedyna droga, by mój mały chłopiec mógł dalej walczyć i żyć.
 
Natalia, mama dzielnego wojownika Lwa

Wybierz zakładkę
Sortuj według