

Wrócił, by zabić❗️Ratuj Marcelinkę przed bardzo złośliwym nowotworem mózgu!
Cel zbiórki: Zagraniczne leczenie guza mózgu – ratowanie życia
Przekaż mi 1,5% podatku
Przekaż mi 1,5% podatku
Cel zbiórki: Zagraniczne leczenie guza mózgu – ratowanie życia
Aktualizacje
Zostało 11% do zakończenia zbiórki❗️Pomóż sprawić świąteczny cud dla Marcelinki!
Po 4 miesiącach zbiórki w końcu widać na horyzoncie metę! Dzięki Waszemu wsparciu udało się zebrać już ponad 940 000 zł, a tym samym zapewnić leczenie Marcelince, które jest jej jedyną nadzieją na życie.
Do końca zbiórki na ten moment brakuje 120 000 zł. To wciąż ogromna kwota, ale wierzymy, że dzięki pomocy ludzi o wielkich sercach uda się ją zebrać dla Marcelinki!
Może jeszcze przed Świętami? Nie byłoby lepszego prezentu, niż ulga i świadomość, że nie zabraknie środków na leczenie...
Mama Marcelinki:
"Kochani, nawet nie wiecie, ile nadziei niesie nam Wasze wsparcie... W walce ze śmiertelną chorobą dziecka świadomość, że są ludzie, którzy nie zostawią nas samych, otula poczuciem, że jeszcze będzie dobrze.
Na chwilę obecną zmagamy się z infekcją. Wyniki krwi Marcelinki nie są dobre, dlatego musimy się izolować. 15 grudnia córeczka miała ostatni rezonans. Czekamy na wyniki z nadzieją, że będą optymistyczne.
Święta możemy spędzić w domu, wśród najbliższych! Marcelinka nie może się ich doczekać. Musimy jednak być bardzo ostrożni – nie będzie wielu gości, ale będą własne 4 ściany, łóżeczko, zabawki...
Dziękujemy, że z nami jesteście. A jeśli tylko możecie – wesprzyjcie Marcelinkę choć jednym udostępnieniem zbiórki.
Życzymy Wam zdrowych i spokojnych Świąt!"Ćwiczenia z utraty... Nie ma środków na dalsze leczenie Marcelinki❗️
Tracimy ją... Tracimy naszą Marcelinkę, choć ona tak walczy!
Kończą się jednak środki, a leczenie w Wiedniu – nasza jedyna nadzieja – dopiero się zaczęło!
Marcelinka straciła włoski...
Tego dnia bałam się najbardziej. Niby nie ma to znaczenia, to jest najmniej ważne – przecież odrosną... Ale to pokazuje nam dobitnie, że dzieje się naprawdę – nowotwór jest naprawdę. Śmierć też jest prawdziwa i dziś bardziej namacalna niż kiedykolwiek...
Marcelinka siedziała mi na kolanach. Każde przeczesanie jej główki to ogromna kępa jasnych włosków w mojej ręce... Łzy jak wodospad zalewały mi twarz. Po raz kolejny... Bo moja córeczka znów traci dzieciństwo, zdrowie i radość. Traci życie, a ja nie mogę tego zatrzymać!Nowotwór to ćwiczenia z utraty. Jednak one nie mogą przygotować na to, co nadejdzie... Jak można w ogóle się z tym pogodzić?! Dlaczego ona, dlaczego moja córeczka!? Dlaczego Marcelinka...

Do maleńkiej główki znów wbity port, dziesiątki nakłuć małych paluszków, litry chemii, kilogramy leków...
"Źle mi, mamusiu..." – powtarzane raz za razem... Moje pęknięte serce skleja tylko ogromna miłość do niej... Jeśli jej zabraknie, mnie też już nie będzie...Każdy wspólny dzień jest darem. Mimo nieopisanego cierpienia, straty dzieciństwa; oczka, które nie chce się zamknąć przez ucisk guza mózgu; buźki, która uśmiecha się tylko w połowie, bo drugą sparaliżował nowotwór... Ona tak bardzo chce żyć! Marcelinka kocha życie...

"Kocham Cię mamusiu, do ziobacienia" – mówi mi po swojemu przed tym, jak leki utulą ją do snu. A ja krztuszę się z płaczu, bo nie wiem, czy kolejny ranek będzie nam dany. Czy jej rączka wciąż będzie ciepła...
Błagam, pomóżcie nam...
Agnieszka, mama MarcelinkiMarcelinka rozpoczyna leczenie w Wiedniu❗️NIE MA ŚRODKÓW, by je opłacić!
Jesteśmy na miejscu... W Wiedniu... Rozpoczynamy kolejną walkę z nowotworem, który wrócił po Marcelinkę!
Z jednej strony nadzieja – udało nam się dostać na leczenie. Z drugiej wciąż paraliżujący strach... Czy Marcelinka przetrwa to koszmarnie trudne starcie z nowotworem? Czy uzbieramy pieniądze, by zapłacić za to leczenie?
Pierwszy dzień był okupiony morzem łez – nowe informacje, rozmowy z lekarzami, POTĘŻNE obawy. I operacja, która była kluczowa, by rozpocząć dalsze leczenie. Ta odbyła się 14 września.
Po operacji córeczka trafiła na oddział intensywnej terapii. Widok naszej Marcelinki na tej szpitalnej sali ściął nas z nóg... Musimy czekać. Jak tylko "dojdzie do siebie", rozpoczynamy leczenie. Bardzo kosztowne... Na ten moment NIE MAMY ŚRODKÓW, by je opłacić. Desperacko błagamy o pomoc...
Całe leczenie zaplanowane jest na kolejne 2-3 lata, a koszt rocznej terapii to ok. 80 tysięcy euro.
Prosimy o drobne wpłaty, każda złotówka ma moc ratowania życia.... Każda przybliża nas do celu – zazielenienia paska i możliwości opłacenia leczenia. Dziękujemy za wszystko.
Prosimy, trzymajcie mocno kciuki za naszą maleńką Marcelinkę. W czasie, gdy żyjecie swoją codziennością – jecie, bawicie się z dziećmi, wyprowadzacie pieska na spacer, idziecie do pracy, spędzacie wieczór ze znajomymi – Marcelinka toczy koszmarnie ciężką walkę o życie... Wyślijcie do niej dobre myśli...
Opis zbiórki
“Mam dla państwa niestety złą wiadomość. Są nowe ogniska, guz jest aktywny. To wznowa” – usłyszeliśmy dopiero co, 22 sierpnia, zaledwie 3 miesiące po ostatnich badaniach, gdzie wszystko było dobrze! Nasza ukochana córeczka, nasza Marcelinka znów wkracza do piekła nowotworu!
Jednak tym razem wyrwać ją stamtąd będzie znacznie trudniej… Jesteśmy wciąż w szoku, nie mogę powstrzymać łez… Wierzyliśmy, że będzie lepiej. Tymczasem najgorsze właśnie nadeszło…

Usłyszeliśmy właściwie wyrok śmierci, tak okrutny, a przecież legalny – nikt nie jest w stanie zabronić nowotworowi mózgu zabijania małych, niewinnych dzieci! Nie ma kary, sprawiedliwości. Są tylko ofiary…
W Polsce możliwości leczenia się wyczerpały… Jesteśmy przerażeni, ale zaczynamy działać od razu! Wysłaliśmy wyniki badań Marcelinki do Wiednia, Barcelony, klinik w USA. Wszędzie, gdzie leczą dzieci z guzem mózgu ATRT. Czekamy na odpowiedź, plan leczenia. I wycenę – tę sięgającą w zależności od miejsca od kilkuset tysięcy do ponad miliona złotych!

Dlatego już dzisiaj – dzień po poznaniu diagnozy – uruchamiamy zbiórkę na ratowanie życia Marcelinki i z całego serca prosimy o pomoc!
Nie wiedzieliśmy, że ten kontrolny rezonans znów zada nam cios prosto w serce. Jeszcze w maju badania nie wykazywały niczego niepokojącego! Było czysto! Skupialiśmy się na rehabilitacji, na powrocie córeczki do zdrowia. Gdzieś pod skórą tlił się lęk, że ten potwór kiedyś wróci… Odganialiśmy jednak tę myśl jak natrętną muchę. Aż w końcu strach stał się rzeczywistością…

Po córeczce jeszcze nie widać, że… umiera. Jeszcze jej nie powiedzieliśmy, że wracamy do szpitala… Ona jest już coraz większa, rozumie znacznie więcej, niż byśmy chcieli.
Pyta “mama, dlaczego płaczesz?”. Co mam jej odpowiedzieć? Że boję się, że umrze?! Moje serce pękło, ale posklejam je. Żeby tylko moja córeczka pokonała nowotwór, żeby mogła żyć, rosnąć, dorastać…
Wołamy o pomoc! Błagam, pomóżcie nam! Pomóżcie ratować Marcelinkę!
Agnieszka, mama Marcelinki

- Wpłata anonimowa20 zł
- Kamil Gnitecki160 zł
Darowizna przekazana przez skarbonkę Licytacje dla Marcysi
- Kamila Hajduk30 zł
Darowizna przekazana przez skarbonkę Licytacje dla Marcysi
- Wpłata anonimowa541 zł
- 50 zł
- Wpłata anonimowa100 zł