Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

W portalu siepomaga.pl wykorzystujemy pliki cookies oraz podobne technologie (własne oraz podmiotów trzecich) w celu, m.in. prawidłowego jego działania, analizy ruchu w portalu, dopasowania apeli o zbiórkach lub Fundacji do Twoich preferencji. Czytaj więcej Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Polityce prywatności .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Guz mózgu odlicza mój czas do końca... Proszę, daj mi szansę na życie!

Mariusz Domański

Guz mózgu odlicza mój czas do końca... Proszę, daj mi szansę na życie!

Cel zbiórki:

Immunoterapia w klinice w Kolonii i leczenie uzupełniające

Organizator zbiórki: Fundacja KAWAŁEK NIEBA
Mariusz Domański, 47 lat
Dominów, lubelskie
Guz mózgu - glejak IV stopnia
Rozpoczęcie: 24 Października 2019
Zakończenie: 23 Lipca 2020

Opis zbiórki

Minęło ledwie pół roku, od kiedy usłyszałem wyrok. Od tego czasu życie moje i mojej rodziny to rollercoaster. Walka z nieznanym przeciwnikiem, który próbuje odebrać mi siły, może doprowadzić do tego, że nie zobaczę jak moje dzieci dorastają. Glejak to wyrok śmierci. Nie zamierzam na nią czekać z założonymi rękami. By walczyć, potrzebuję pomocnej dłoni!

Mariusz: Zaczęło się niewinnie - zwyczajne bóle głowy. Kilka omdleń, które dla mnie i mojej rodziny stały się sygnałem alarmowym. Nie mogłem tego ignorować, bo dotychczas czułem się doskonale. Spodziewałem się, że to chwilowy spadek formy, ale kolejne zasłabnięcie nie pozostawiało wyboru, wylądowałem na SORze. Lekarze szybko podjęli decyzję o badaniach. Standardowa procedura, a później wiadomość, która zwaliła mnie z nóg. Do końca nie wiedziałem, co się do mnie mówi. Podejrzewano guza. Życie mi się usunęło mi się spod stóp...

Mariusz Domański

Szybka reakcja lekarzy uratowała mi życie. Pod koniec maja odbyła się operacja, usłyszałem, że guza udało się usunąć w całości. Poczułem ulgę. Jeszcze wtedy nie zdawałem sobie sprawy, z czym mam do czynienia. Nie spodziewałem się, że czeka mnie jeszcze poważne wyzwanie i dalsza walk o życie. Dni po operacji dłużyły się w nieskończoność. Dopiero po 2 tygodniach – glejak wielopostaciowy IV. Najwyższy stopień złośliwości. To wtedy to do mnie dotarło. Żyję, ale gdzieś tam nade mną wisi wyrok śmierci. Zdałem sobie wtedy sprawę, że wygrałem tylko pierwszą bitwę, a prawdziwa wojna jeszcze jest przede mną. 

Żona Mariusza: Mąż zawsze był naszą iskierką energii. Wszyscy, razem z dziećmi stanowiliśmy doskonały team. Myślałam, że jesteśmy gotowi na każdą ewentualność. Są jednak sytuacje, które są w stanie powalić wszystkich, nawet najsilniejsze jednostki. Takie, w których miłość to za mało. Kiedy mąż trafił do szpitala drżałam o to, co usłyszymy od lekarzy. Wizja niezniszczalności zniknęła, prysnęła jak bańka mydlana. Podczas operacji miałam w głowie jedną myśl: ratujcie mojego męża. Nie wyobrażałam sobie, że coś mogło pójść nie tak...

Mariusz Domański

Mariusz: Wyjście ze szpitala oznaczało dla mnie tylko jedno: poszukiwanie ratunku. Świat zmienił bieg, wiedziałem, że moje życie w najbliższym czasie nie wróci na tory takie, jak dawniej. Kosztowne zabiegi i terapia wykańczająca organizm… Standardowa kuracja szybko odebrała mi siły i zniszczyła wątrobę. 

Nie mam chwili do stracenia. Nie mogę pozwolić sobie na to, że choroba odbierze mi siły. Nie chcę, by patrzyły na to moje dzieci… Dorastanie w cieniu śmierci rodzica będzie dla nich piętnem na zawsze. A ja chcę żyć! Mam jeszcze mnóstwo planów i marzeń. Chcę zobaczyć, jak moje dzieci pokonują kolejne szczyty, jak dorastają. Dla mnie to najważniejsza walka. By w ogóle ją podjąć potrzebuję ogromnej kwoty. Leczenie w Kolonii może wpłynąć na spowolnienie procesu odrastania guza. Ta bomba tykająca w mojej głowie może wybuchnąć w każdej chwili. Niemieccy lekarze mówią, że mam szansę, że nie wszystko skończone. Dla mnie to jak wygrana na loterii, choć znów, podobnie jak z operacją, to dopiero początek drogi. Wycena mojego zdrowia, życia i przyszłości, nieliczonej w miesiącach, to prawie 300 tysięcy złotych! Możesz stać się częścią mojego zwycięstwa! Błagam, pomóż mi uciec przed tym, co bez leczenia nieuniknione…

Najbardziej w życiu nie boję się śmierci. Boję się tego, że moje dzieci będą patrzeć jak opadam z sił, staję się coraz bardziej zależny od innych. Że nie będę mógł ruszyć ręką, by napić się wody, że nie ruszę ramię w ramię z moimi dziećmi na spacer. Nie powiem im, jak bardzo je kocham… 

Dla mnie i mojej rodziny życie stało się najwyższą wartością. Jeden dzień lepszy, kolejny gorszy, a w ogólnym rozrachunku pozostaje mi liczyć na to, że guz nie będzie odrastał zbyt szybko, a ja doczekam leczenia. Że jeszcze będzie mi dane cieszyć się danym dniem, bez zmartwień, że za rogiem czeka ciemność, za którą nic już nie ma. 

Obserwuj ważne zbiórki