
2 latka to jeszcze nie czas, żeby iść do nieba - ratujmy życie Nastusi❗️
Cel zbiórki: Ratowanie życia – leczenie onkologiczne w Izraelu
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Cel zbiórki: Ratowanie życia – leczenie onkologiczne w Izraelu
Opis zbiórki
Kiedy Nastusia przyszła na świat, poczułam miłość, jakiej nie znałam wcześniej. Godzinami siedziałam przy jej łóżeczku i po prostu na nią patrzyłam. To było bezgraniczne, wszechogarniające szczęście. Ani przez moment nie przyszło mi do głowy, że za tak piękne chwile zapłacę najwyższą cenę, bo jest już z nami rak... Że śmierć już krąży po pokoiku mojej córeczki i uderzy w najmniej spodziewanym momencie, żeby mi ją odebrać!
Nastia nie chorowała, rozwijała się książkowo, była cudowna i zawsze pozwalała mi się wyspać. Moje serce było spokojne, pełne miłości i planów. Aż nadszedł grudzień 2023 roku... Jeden mały siniak pod okiem córeczki podzielił nasze życie na PRZED i PO...

Od okulisty usłyszeliśmy najpierw, że to nic groźnego. Jęczmień, który zniknie z czasem... Kiedy nie było poprawy, pojechałam z Nadią do szpitala i znowu - „proszę się nie martwić, to nic groźnego"... Niestety leczenie nie pomagało, zmiana rosła, wokół oczka pojawiły się sińce, a ja czułam coraz większy strach. Domagałam się interwencji i w końcu wysłano nas na operację, by usunąć zmianę...
Przed zabiegiem Nastię wysłano na jeszcze jeden tomograf... Pokazał, że zmiana zdążyła otoczyć całe oczko. Wtedy wszystko się zmieniło... Zabieg zmienił się w biopsję po to, by pobrać materiał do badań histopatologicznych. Prawda uderzyła jak cios: to nie był naczyniak. To był mięsak. Nowotwór, który od miesięcy rósł i rozprzestrzeniał się dalej...
Pamiętam ten moment, gdy lekarz mi powiedział. Chciałam wyjść i krzyczeć z rozpaczy, ale nie mogłam. Obok mnie była moja córeczka, uśmiechnięta, niczego nieświadoma, czekająca na powrót do domu... Do domu już nie wróciliśmy. To był 4 czerwca. 6 czerwca już podpisywałam dokumenty, że zgadzam się na ryzyko przedwczesnej śmierci mojego dziecka... Nastusia rozpoczęła chemioterapię. Guza nie dało się usunąć operacyjne - był za blisko opon mózgowych - więc lekarze podjęli decyzję o chemii, która miała zniszczyć go w całości.

Za nami bardzo ciężkie, wymagające leczenie. 15 cykli chemii, radioterapia... Były dni, w których córka codziennie była pod narkozą. Dwukrotnie musiała trafić na oddział intensywnej terapii. Przestałą chodzić, gaworzyć, uśmiechać się i reagować na cokolwiek. Jej małe ciało nie wytrzymywało leczenia: niewydolność nerek, osteoporoza, złamania... Nastusia jednak walczyła. Wytrwale znosiła wszystko, nie płakała, nawet gdy nie mogła już jeść ani pić podczas chemioterapii.
Przez chwilę wydawało się, że wygrywamy. Nastia znów biegała, śmiała się, marzyła o wyjeździe nad morze. Latem 2025 roku zostaliśmy wypisani do domu i do stycznia 2026 roku mogliśmy żyć prawie normalnie, odwiedzając dwa razy w tygodniu oddział onkologii dziecięcej, gdzie córka miała chemię podtrzymującą. Chodziliśmy na długie spacery, cieszyliśmy się życiem. Żyliśmy nadzieją.
A potem zaczął się rok 2026... Najgorszy w naszym życiu. Przyszły wyniki badań, że leczenie przestało działać. Guz odrasta i zachowuje się tak, jak na początku. Cała walka na nic... Świat się skończył w jednej chwili. Patrzę na moją córeczkę i przeraża mnie sama myśl, że w jej ciele znowu szaleje rak... Nastusia biega, skacze, bawi się, niczego nie podejrzewając, a moje serce pęka. Lekarze rozkładają ręce.

Przed nami leczenie ostatniej szansy w Izraelu... Tam jeżdżą dzieci, będące najtrudniejszymi przypadkami onkologicznymi. Dzieci takie jak Nastusia. Nie mamy już czasu... Musimy skorzystać z tej szansy, innej nie mamy. Jesteśmy zwyczajną rodziną… Nie mamy funduszy na leczenie i życie za granicą… ale kurczowo chwytamy się każdej, nawet najmniejsze nadziei na uratowanie naszej córeczki.
Nastusia zawsze budzi się z uśmiechem na twarzy i potrafi powiedzieć sto razy dziennie, jak bardzo kocha mnię, tatę i siostrę... Jest bardzo czuła i ciekawa świata. Nie wyobrażam sobie, żeby miało jej nie być.... Proszę, pomóż nam w tej najtrudniejszej walce naszego życia. Pomóż uratować życie mojej ukochanej córeczki!
- Wpłata anonimowa10 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
Niech ta symboliczna kwota przyniesie Boży cud i nagłe uzdrowienie.
- 50 zł
- Wpłata anonimowa100 zł