"Mam jeszcze wiarę, odmieni się los...." - Rysiek walczy o życie!

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 1 180 osób
42 563 zł (30,3%)
Brakuje jeszcze 97 863 zł
Wesprzyj Wesprzyj
Zbiórka na cel
Chemioterapia celowana w klinice w Burghausen - jedyna szansa na pokonanie raka

Ryszard Andrzejewski, 48 lat

Choszczno, zachodniopomorskie

Nowotwór złośliwy krtani

Rozpoczęcie: 17 Kwietnia 2019
Zakończenie: 17 Grudnia 2019

Zobacz poprzednie zbiórki

Tak dużo bym dał, by przeżyć to znów... Mam jednak za mało. Cena za moje życie jest gigantyczna. Czy pomożesz mi ją zapłacić?

Mam raka... Mam 48 lat, cudowną żonę, kochaną córeczkę, a choroba chce mi to wszystko odebrać! Chce mnie zabić… Nie mogę na to pozwolić! W Polsce lekarze chcieli wyciąć mi krtań, bo przez złe diagnozy zbyt długo czekali z leczeniem. Ratunek znalazłem w Niemczech! Żebym mógł żyć, muszę pojechać na chemioterapię celowaną. To dla mnie największa szansa, że nadal będę mężem i ojcem, wsparciem, a nie ciężarem dla mojej rodziny! Proszę, pomóż mi dokończyć terapię i pokonać tego potwora…

Majeczka i Marlena bardzo przeżywają moją chorobę, jednak odkąd zacząłem leczenie w Niemczech, wstąpiła w nie nowa moc i nadzieja, że jeszcze będzie jak dawniej! Przede mną chemioterapia celowana — jedyny skuteczny sposób, żeby plamy nowotworowe zniknęły. To jednak kosztuje bardzo dużo, ponad 30 tysięcy euro… Sam nie dam rady, dlatego bardzo proszę o pomoc.

Ryszard Andrzejewski


W 2018 roku rozpoczęła się najtrudniejsza walka w moim życiu. Przejechałem ponad 15 tysięcy kilometrów, żeby móc się leczyć. Spędziłem łącznie 51 dni w szpitalach w Szczecinie, Poznaniu, Hanowerze  i Burghausen. Trzykrotnie otrzymywałem chemię indukcyjną WCO w Hanowerze i  dwa razy z Barghausen. Były łzy rozpaczy, gdy terapia nie działała, ale też nadziei, gdy w końcu coś pomogło! Chociaż miałem stać się inwalidą, nie mieć krtani, umrzeć, w Niemczech dostałem szansę na normalne życie i pokonanie raka. Odzyskałem głos! Jednak walka trwa…


Bym mógł ogłosić ostateczne zwycięstwo, muszę pozbyć się plam nowotworowych. Radioterapia, którą proponują mi w Polsce, niesie za sobą wiele powikłań i może mieć tragiczne konsekwencje. Chemia celowana, podawana wprost do zmian nowotworowych, jest o wiele bezpieczniejsza. Mam na utrzymaniu rodzinę, mam małą córeczkę, dla której pragnę być silnym tatą, dlatego wybór jest tylko jeden. Nie mogę aż tak ryzykować, bo mam dla kogo żyć!


Poznaj moją historię:


Nie byłem przygotowany na wyrok, który usłyszałem… Przecież przez tyle czasu mówili mi, że mam się nie martwić, że wszystko jest dobrze! Zaufałem lekarzom. Nigdy wcześniej nie chorowałem, nie miałem z tym styczności. Dzisiaj żałuję, byłbym o wiele mądrzejszy… Większość badań zrobiłbym na własną rękę, teraz miał większą szansę na pokonanie raka, na przeżycie…

Ryszard Andrzejewski


Zaczęło się od chrypki. Mijały tygodnie, ona nie ustępowała, mimo bioprądów, które zlecił mi laryngolog. Zaczynała być coraz bardziej uciążliwa, więc poszedłem prywatnie do innego lekarza. Ten wykrył narośl, wysłał mnie do szpitala. Pojawił się niepokój, ale starałem się wytłumaczyć sobie, że to nic poważnego — tak też mówili mi wszyscy specjaliści. Podejrzewali refluks, różne inne schorzenia, ale wykluczali nowotwór. To trwało pół roku — co miesiąc jeździłem na różne badania, które nic nie wykazywały. W końcu zlecili biopsję, pobrali wycinek. Wyniki były niepokojące — podejrzenie nowotworu, ale za mało materiału, by być pewnym na sto procent. Poprosili o powtórzenie, ale lekarze znowu zwlekali. Kolejne pół roku… Tak minął 2017 rok.

W styczniu 2018 ponowna biopsja i słowa, które zachwiały w posadach moim światem — złośliwy nowotwór, guz chrząstki — bardzo zaawansowany. Powiedzieli mi, że już za późno na leczenie, że zostało tylko usunięcie krtani… Wiem, że gdyby zrobili odpowiednie badania wtedy, gdy zgłosiłem się do lekarzy ponad rok wcześniej, możliwe było wycięcie guza laserem, o wiele łatwiej pokonać nowotwór! Byłem zły - na siebie, że nie naciskałem lekarzy, nie poszedłem prywatnie. Ale skąd miałem wiedzieć? Byłem też zły na lekarzy, którzy tak długo zwlekali, a teraz umywają ręce. Wiedziałem, że zostałem sam i nie zostało mi wiele czasu…

Wiedziałem, że po usunięciu krtani stanę się kaleką - stracę głos, nie mógłbym normalnie jeść i oddychać. Zostałbym z dziurą w krtani, niezdolny do pracy, do niczego… Pogodziłbym się z tym, gdybym miał 70 lat. Wziąłbym stos książek, usiadł przy kominku i tak egzystował czekając na koniec… Ale nie teraz! Moja córeczka Maja ma dopiero 9 lat, muszę żyć dla niej i dla żony, muszę pracować! One mnie potrzebują...

Ryszard Andrzejewski


Konsylium lekarskie zdecydowało, żeby wysłać mnie na radiochemię do Szczecina. Wcześniej jednak pojechałem do Poznania, do jednego z najlepszych specjalistów w kraju na konsultację. On pierwszy dał mi nadzieję… Powiedział, że jest cień szansy, by pokonać nowotwór i zachować krtań — niezwykle silna chemia indukcyjna. Jestem jeszcze młody, mam silny organizm. Musiałem to wytrzymać. Od maja przez 1,5 miesiąca wziąłem trzy cykle takiej chemii. Przez pięć dni, dzień i noc bez przerwy, do moich żył sączyła się trucizna, która miała pokonać raka. Cierpiałem, bardzo. Potem był tomograf i cała nadzieja prysła jak bańka mydlana — chociaż rozwój nowotworu zatrzymał się, chemia nie pomogła. Nadal wyjście było tylko jedno — wycięcie całej krtani…

Zacząłem szukać ratunku za granicą. Leczenie w Hannowerze nie zadziałało, dostałem namiary na inną niemiecką klinikę — Medias Klinikum GmbH & Co KG w Burghausen. Tam stosują nowatorskie leczenie, którego NFZ nie refunduje. Próbowałem znaleźć taką terapię u nas, w Polsce, ale nie udało się. Pojechałem do Niemiec na konsultację — tam usłyszałem, że rokowania są dobre, bo guz jeszcze nie uciska od środka, jest szansa na uratowanie krtani! Po leczeniu  onkologicznym lekarze mogliby wyciąć samego guza z martwą częścią tkanek, oszczędzając resztę. To była moja jedyna szansa! Wtedy po raz pierwszy poprosiłem o pomoc i udało się! Rak jest w odwrocie, guzy zniknęły, a ja znowu mówię! Niestety, zostały plamy nowotworowe, trzeba je jak najszybciej usunąć celowaną chemią…


Bardzo proszę, bądźcie ze mną w tej najtrudniejszej walce - o własne życie. Nie walczę tylko dla siebie, ale także dla mojej rodziny, która bardzo mnie potrzebuje. Chcę patrzeć, jak moja córeczka dorasta, poprowadzić ją do ołtarza, być wsparciem dla żony… Nie mogę ich zostawić, nie teraz, gdy już zaszliśmy tak daleko!

Ryszard

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 1 180 osób
42 563 zł (30,3%)
Brakuje jeszcze 97 863 zł
Wesprzyj Wesprzyj