
Mały Wiktorek toczy bój o życie❗️Nie pozwól umrzeć nadziei!
Cel zbiórki: Leczenie onkologiczne w Barcelonie
Cel zbiórki: Leczenie onkologiczne w Barcelonie
Aktualizacje
Wznowa podczas leczenia❗️Trwa dramatyczna walka o życie Wiktorka!
Mieliśmy nadzieję, jednak niestety, nie mamy dla Was dobrych wiadomości...
Podczas leczenia nastąpiła wznowa choroby, dlatego trzeba było przerwać standardową terapię. Obecnie Wiktor bierze udział w badaniu klinicznym.
Niestety dwa dni temu otrzymaliśmy wynik scyntygrafii, który pokazał, że jest jeszcze gorzej... Nowotwór zajmuje kolejne części ciała naszego dziecka – kilka węzłów chłonnych i prawie wszystkie kości (od głowy, aż do stóp), czyli jest tak, jak na początku rozpoznania choroby!Nowotwór postępuje niezwykle szybko, jest nieprzewidywalny i agresywny. Przez geny ALK i N-MYC organizm Wiktorka staje się chemiooporny...

Jako rodzicom jest nam ogromnie ciężko przyjmować kolejne złe wieści... Widzimy, jak bardzo Wiktor pragnie żyć!
Od początku leczenia przeszedł już tak wiele: 12 cykli różnych chemioterapii, 4 immunoterapie, ryzykowną operację usunięcia guza, który otaczał aortę i inne ważne naczynia krwionośne, przecięcie moczowodu podczas operacji, ostre uszkodzenie nerek, nadciśnienie tętnicze, różnego rodzaju infekcje bakteryjne i wirusowe.
Synek zmaga się z okropnym bólem nóg, spowodowanym zajęciem kości i złamaniem patalogicznym lewej kości strzałkowej. Nie może już chodzić... Jednak codziennie walczy, pomimo bólu, osłabienia, nudności i braku apetytu. Dzielnie przełyka dawki tabletek przez poparzony chemią przełyk.Przeważnie całe dnie spędza w łóżku, przywiązany drenami do kroplówek, do worków z chemią, z krwią, z płytkami krwi i ze środkami przeciwgrzybicznymi. Jest ograniczony przez podłączone strzykawki z przeciwciałami, z antybiotykami i ze środkami przeciwbólowymi. Te wszystkie płyny są podawane w małe ciałko jednocześnie i ciągiem przez kilkadziesiąt dni...

Gdy jego wyniki krwi spadają do zera, skóra robi się coraz ciemniejsza, kości zaczynają przez nią prześwitywać, a organizm staje się jeszcze bardziej wyniszczony przez kolejny cykl chemii, to przychodzi czas na "osę". To codzienne podawanie bolesnych zastrzyków z czynnikiem wzrostu, które pozostawiają siniaki...
Podczas gdy organizm Wiktorka już od 9 miesięcy jest wystawiane na nieludzką próbę, jego hart ducha nie ustępuje. Tak samo my - rodzice – nie poddajemy się i pomimo niekorzystnych rokowań i informacji, razem z Wiktorem walczymy o jego zdrowie i życie!
Szansą na całkowite pokonanie tej choroby jest leczenie poza granicami naszego kraju. Niestety czas nie jest naszym sprzymierzeńcem, zostało go coraz mniej...
Możliwości leczenia w naszym kraju się kończą, a koszty terapii w zagranicznych klinikach są ogromne i przerastają nasze możliwości finansowe, dlatego bardzo potrzebujemy Waszego wsparcia! Bardzo o nie prosimy...
Opis zbiórki
Standardowa rodzina – tak myśleliśmy o sobie i tak większość pewnie o nas myślała. Mama, tata, mały synek i kolejny dzidziuś w drodze. Pełnia szczęścia, takiego prostego, które docenia się po stracie… A my straciliśmy wszystko… Spokój, poczucie bezpieczeństwa, radość. Okazało się, że nasz syn, Wiktor, ma złośliwego guza! Nowotwór zaatakował niespodziewanie, rujnując brutalnie nasz świat! Dziś walczymy o życie, pełni strachu, bólu i niepewności… Prosimy, bądźcie z nami, jest tak strasznie ciężko…
Pod koniec października nasz 2,5-letni synek Wiktor zachorował. Zapalenie oskrzeli, brak apetytu, zwracał wszystko, co zjadł. Lekarze twierdzili, że to “wirusówka” i stan zapalny. Przepisali antybiotyk, kazali czekać na poprawę. Ale ta nie nadchodziła…
Gdy Wiktor przestał chodzić, trafiliśmy od razu do szpitala. USG pokazało nam straszliwą prawdę – to nie wirus szalał w organizmie synka. To było coś znacznie gorszego, coś, co wypełza z najmroczniejszych zakamarków rodzicielskiego strachu – nowotwór! Okazało się, że w lewym nadnerczu jest guz wielkości 5 cm. Diagnoza była jak sztylet wpity prosto w serce – neuroblastoma. Nowotwór, który atakuje najmłodsze dzieci, zabija je od środka…

Po końcu świata okazało się, że żyjemy dalej. I musimy żyć i walczyć o naszego synka! Niestety, rak dał już przerzuty do szpiku, który okazał się być zajęty w 90%. Zaatakował także kości, dlatego Wikuś przestał chodzić…
Nasz synek przechodzi obecnie bardzo ciężkie leczenie standardowym protokołem. Chcemy leczyć się w Polsce, jak najdłużej to będzie możliwe, jednak może się okazać, że tutaj już dla Wikusia nie będzie ratunku… Co chwila słyszymy inne informacje. Łączy je jedno – jest źle…
Po piątym cyklu chemii poważnemu uszkodzeniu uległy nerki. Lekarze planują przerwać chemię i szybciej przeprowadzić operację wycięcia guza. Czekamy na informację, czy będzie to możliwe… W międzyczasie skontaktowaliśmy się z kliniką w Barcelonie, która specjalizuje się w leczeniu neroblastom. Niestety, koszty leczenia są gigantyczne… Nawet jeśli spełni się nasze marzenie i Wiktor przejdzie z powodzeniem całe leczenie w Polsce, będziemy potrzebować ogromnych pieniędzy, by opłacić szczepionkę przeciwko wznowie. Dlatego uruchomiliśmy zbiórkę i z całego serca prosimy o wsparcie…

Jest nam bardzo ciężko. Moja żona jest już w 7. miesiącu ciąży z naszą córeczką. Niedługo nie będzie już miała siły i możliwości dojeżdżać do szpitala do Wiktorka. Wiem, że jej serce wtedy będzie krwawić z rozpaczy… Ja muszę zrezygnować z pracy, żeby opiekować się chorym synkiem i żoną. Nie stać nas na tak kolosalnie drogie leczenie, a nie mogę pozwolić, by brak pieniędzy stał się przeszkodą w ratowaniu życia mojego synka…
Proszę, jako tata, mąż, jako człowiek – proszę drugiego człowieka o wsparcie. Proszę, uwierzcie mi, że po wiadomości o chorobie, proszenie o pomoc jest równie trudnym doświadczeniem… Za wszystko z góry dziękuję.
Marcin, tata Wiktorka
- Wpłata anonimowaX zł
- Wpłata anonimowa50 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
- Karolina20 zł
Wierzymy, że się uda ❤️