Dlaczego mama płacze? Odgonić strach i wygrać ze śmiercią, zanim rak zabije Wojtusia

Zbiórka na cel: 2 cykle immunoterapii anty-GD2
Zbiórka zakończona
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 7 124 osoby
289 742 zł (100,13%)

Wojtek Polański, 2 lata

Uhryń (Łabowa), małopolskie

neuroblastoma IV stopnia z MYCN+

Rozpoczęcie: 5 Lutego 2019
Zakończenie: 5 Kwietnia 2019

01 Kwietnia 2019, 14:47
NIE MAMY PIENIĘDZY NA DALSZE LECZENIE❗️

Nie pozwólmy, aby jego cierpienie poszło na marne!

11 doba od podania szpiku. Wojtuś przez większość czasu leży w łóżeczku. Wyniki krwi są już trochę lepsze. Hemoglobina i płytki ciągle utrzymywane były przetoczeniami na minimalnych poziomie. Odporność Wojtusia była prawie że zerowa. Stąd ta sterylność dookoła.

Nasz synek jest teraz zupełnie bezbronny! Leukocyty już w 8 dobie spadły do 40, po dzisiejszych badaniach wynik 460‼️!

Wojtek Polański


Mamy nadzieję, że najgorsze za nim, ale odchodzimy od zmysłów, bo wciąż nie ma środków na dalsze leczenie naszego dziecka...

Błagamy Was o pomoc!

Pokaż wszystkie aktualizacje

18 Marca 2019, 11:54
Zostało mało czasu, by uratować życie Wojtusia❗️

Wojtuś potrzebuje teraz waszej  modlitwy,  ale także ogromnej pomocy. Wciąż brakuje pieniędzy na dalsze leczenie. Czasu zostało niewiele, do 5 kwietnia musimy mieć pełną kwotę, żeby Wojtuś  mógł dalej żyć!

Wojtek Polański

Po standardowej chemioterapii kolejny trudny etap leczenia – autoprzeszczep. Najpierw kilka dni megachemii – potężnej dawki chemioterapii, która miała zniszczyć resztki komórek nowotworowych. Po niej przeszczep szpiku. Nowe życie, ale okupione ogromnym cierpieniem. 

Przed moim synkiem najcięższe dni – megachemioterapia.

W tym momencie Wojtuś w kiepskim stanie, na morfinie, antybiotykach i całej masie innych leków. Wojtuś ma popalone śluzówki, z powodu niechęci do jedzenia wdrożono dożywianie pozajelitowe. Każdy dzień jest walką o życie. 

Błagam, pomóżcie przeżyć mojemu dziecku...

Mama

To ten moment, w którym człowiek czuje się zupełnie bezradny w obliczu niesprawiedliwości. Dlaczego tak straszna choroba dopadła najsłabszego z naszej rodziny? Dlaczego nie można nic zrobić, nie można nawet usłyszeć od nikogo, że wszystko będzie dobrze. Nikt nie wie, jak będzie, bo rak, Neuroblastoma IV stopnia, zabiła już mnóstwo dzieci.

Kiedy człowiek walczy z tak potężnym wrogiem, każdy źle postawiony krok może oznaczać koniec. Przychodzi chwila, w ktrórej trzeba wyjść ze szpitala, wiedząc, że za drzwiami zostawia się swoje ukochane dziecko. A przecież rodzic miał być tarczą dla tego kruchego życia, miał osłaniać bezsilność swojego dziecka przed wszelkim złem tego świata.

Wojtek Polański

W tej chwili nie możemy zrobić absolutnie nic więcej. Najbliższe miesiące pokażą, czy nasz 2-letni Wojtuś doczeka kolejnych urodzin…
Dopóki Wojtuś nie wygra, my nie odzyskamy spokoju, dopóki nie wygra ze żmiercią, będziemy z nim i za nim. Wojtek urodził się, by żyć, nie by walczyć o każdy, kolejny dzień.

Wierzymy, że ta gehenna się kiedyś skończy, że leczenie, które wdrożą lekarze, będzie tym właściwym. Wierzymy w nasze dziecko, choć wiemy, że ma dopiero 2 lata i słabnie z dnia na dzień. Marzymy o dniu, w ktrym weźmiemy go w ramiona, spakujemy rzeczy i zabierzemy do domu, tam, gdzie nie będzie szpitala, zastrzyków, smutnych min i cierpienia w każdej sali. Taki dzień nadejdzie, ale musimy wykorzystać każdą szansę.

Wiemy już, jak bardzo podstępna jest to choroba i wiemy, że przychodzi niepostrzeżenie. Pamiętamy dzień, w którym wszystko się zaczęło, kiedy po badaniu USG okazało się, że Wojtuś ma guza w brzuszku…

Nie wiedzieliśmy, co się dzieje, co to może oznaczać. W pośpiechu pakowaliśmy rzeczy i jechaliśmy do szpitala. Potem tak wielkie tempo, że nie było nawet czasu na to, by się zastanawiać. Ciosy przyszły ze strony ludzi, na których liczyliśmy. Lekarze nie mieli złudzeń – Neuroblastoma IV stopnia, guz w brzuszku, fatalnie położony, duży…

Wojtek Polański

Statystyki, które można przeczytać na temat tego nowotworu, odbierają nadzieję, ale lekarze nie zostawili nam czasu na to, by płakać.
Z diagnozą nerwiaka zarodkowego współczulnego – Neuroblastomą o wysokim stopniu ryzyka (MYCN dodatni stopień zaawansowania, IV stopień według INSS), trafiliśmy na oddział. 

Ukazał nam się obraz, którego zawsze się baliśmy. Wojtusiowi założono centralne wejście, dostał swoje łóżko i worek z chemią ze swoim imieniem. Tak rozpoczęła się walka o życie…
Biopsja wykazała 92% zainfekowanego szpiku. Nowotwór szalał już na dobre, nie było czasu do stracenia.

Wojtuś otrzymał 8 cykli chemioterapii – niewyobrażalna ilość trucizny skierowanej w nowotwór. Trucizna zadziałała i 28 stycznia Wojtuś przeszedł ciężką i bardzo skomplikowaną operację usunięcia guza. Doktor, który operował nasze dziecko, mówił, że było bardzo trudno, bo guz rozrastał się pomiędzy organami wewnętrznymi. Udało się, operacja przebiegła pomyślnie, a Wojtuś wracał do siebie na OIOM-ie. Trudno się cieszyć, kiedy widzi się własne dziecko na takim oddziale, ale sam Wojtuś zadbał o to, byśmy nie mieli czasu o tym myśleć.

Na trzeci dzień po operacji próbował siadać, a dwa dni później chciał już chodzić. Czuliśmy, jak chwile radości wyłaniają się z całego morza smutku i rozpaczy, które towarzyszą nam przez ostatnie miesiące.

Chemia i operacja to sam początek leczenia, potem przyjdzie czas na chemię zerującą i przeszczep szpiku. Jeśli nic się nie wydarzy, jeśli Wojtuś wytrwa, lekarze podejmą decyzję o radio- i immunoterapii z użyciem przeciwciał anty-GD2. To ostatnie leczenie to ogromny koszt, z którym sami sobie nie poradzimy. Lekarze przewidzieli 5 cykli leczenia immunologicznego. By rozpocząć leczenie, musimy zdobyć niemal 300 tys. zł. Bez Waszej siły i ogromnej pomocy nie damy rady, będziemy musieli przerwać leczenie w najważniejszym momencie.

Wojtek Polański

Wojtuś nie wie, o jak ważną sprawę przyszło mu walczyć w 2 roku życia. My wiemy, że w tej chwili nasze dziecko walczy o wszystko. Chcemy mu pomóc na tyle, na ile pozwala współczesna medycyna. Potrzebujemy Waszej pomocy. Nie mamy zbyt wiele czasu, a nie możemy się spóźnić, dlatego prosimy Was ze wszystkich sił o pomoc w ratowaniu życia naszego dziecka. Chcemy, byście wiedzieli, że nie można zrobić niczego większego dla drugiego człowieka, niż uratować jego dziecko. Za każdą pomoc, będziemy Wam wdzięczni już na zawsze. Kiedy dziecko ma dwa latka, powinno bawić się i śmiać, a nie leżeć w szpitalu. Ufamy, że tak właśnie będzie wyglądał koniec tego roku, że znów zobaczymy uśmiech na twarzy naszego synka, że sami przestaniemy się bać, że wygramy ze śmiercią!

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparły 7 124 osoby
289 742 zł (100,13%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość