Twoje 10 zł i dalsze udostępnienie ma ogromną moc

Skarbonka została założona z inicjatywy organizatora, który odpowiada za jej treść.
Próśb o pomoc dla dzieci na operacje jest bardzo dużo. Wszystkie są dramatyczne, wszystkie chwytają za serce...ale ta jedna jest dla mnie bardzo ważna, osobiście znam to dziecko, jego rodziców...
Czy dużo trzeba, aby pomóc? Brakuje już niewiele.. niecałe 40 tys zł. Co można zrobić? Wpłać np. 10 zł i udostępnij dalej... im więcej osób tak zrobi tym szybciej Olek będzie miał operacje.
Mój cel - znaleźć jeszcze 750 osób, które wpłacą 10 zł. POMOŻESZ?
OPIS ZBIÓRKI (ZE ZRIÓRKI GŁÓWNEJ)
PILNE! Każdy dzień odbiera nam coś niezwykle cennego! Ratunek musi przyjść natychmiast, inaczej jedyna szansa przepadnie na zawsze! Pomocy!
____
Lekarze powiedzieli, że mamy spodziewać się choroby, ale po cichu liczyłam, że najgorsze się nie wydarzy… Tymczasem to, z czym musimy się zmagać zaskakuje nas na każdym kroku. Niestety, codzienność nie tylko zadziwia, ale też napawa przerażeniem, bo choroba bezlitośnie postępuje, a przyszłość Olusia stoi pod znakiem zapytania.
Oluś miał tylko 5 miesięcy, kiedy pojawiły się pierwsze niepokojące symptomy. Badania nie pozostawiały wątpliwości, że zmagamy się z padaczką. Powikłania, które wystąpiły po porodzie okazały się tragiczne w skutkach… Wtedy o chorobie nie wiedziałam nic. Niestety, kolejne informacje przekazywane przez lekarzy brutalnie uświadomiły, że przyszłość nie będzie dla nas łaskawa...
Najgorsze jest to, że w tym momencie, dostępne leczenie, zamiast ratować, niszczy zdrowie mojego dziecka, powodując mnóstwo skutków ubocznych. Ogromne obciążenie, spowodowane nawracającymi atakami i podawanymi lekami, skutecznie powstrzymują rozwój Olusia. Mój synek niebawem skończy 2 latka, a dopiero niedawno nauczył się przewracać z pleców na brzuszek. To umiejętność, którą posiadają kilkumiesięczne maluchy! Nasza komunikacja, to w głównej mierze, zgadywanie potrzeb i możliwości…
Czasem to wykańczające. Czasem mam wrażenie, że choroba z nas kpi, bo efekty wypracowane podczas długich i męczących dla Olusia ćwiczeń, znikają bezpowrotnie, po kilkunastu napadach. Teraz mamy ich około 30 dziennie. To te, o których wiemy, bo ostatnie badania uświadomiły nam, że wiele dodatkowych odbywa się bezobjawowo. To sprawiło, że odkryliśmy przyczynę pogarszającego się stanu naszego synka…
Kiedy wszystkie możliwości i formy leczenia zawiodły, postanowiliśmy skonsultować chorobę Olusia za granicą. Oluś został poddany wstępnej, pięciodniowej diagnostyce w Schon Klinik Vogtareuth w Niemczech, która specjalizuje się w leczeniu epilepsji. Tam lekarze otworzyli nam oczy - dowiedzieliśmy się, że podawanie leków to w naszym przypadku za mało, bo tak ciężka odmiana choroby nie zareaguje na terapię farmakologiczną. Ich propozycja to skomplikowana operacja polegająca na oddzieleniu prawej (uszkodzonej) półkuli mózgu od lewej (zdrowej). Zdaniem lekarzy prawa półkula mózgu synka jest zupełnie wyniszczona. Silne napady padaczkowe, które w niej powstają bez przerwy oddziałują na lewą półkulę, która po operacji ma szansę się rozwijać. Zabieg ratujący Olusia przed dalszym rozwojem choroby, musi być poprzedzony szeregiem badań, za które musimy zapłacić ogromną cenę.
Całe życie naszej rodziny podporządkowaliśmy z mężem pod chorobę Olka. Ani na chwilę nie straciłam nadziei na to, że z tego piekła da się go uratować. Tak bardzo chcę wyrwać moje dziecko z objęć choroby… Marzę tylko o tym, by zagrożenie zniknęło raz na zawsze, by Oluś mógł stanąć na własnych nóżkach i mógł swobodnie pobawić się ze starszym braciszkiem. To cierpienie nie może trwać dłużej! Pomóż nam proszę wyciągnąć rękę po jedyną szansę i nadzieję na zdrowie.
Choroba uwięziła Olka w pułapce. Przeciwnik jest bezlitosny i nieprzewidywalny. Nie mogę biernie czekać na kolejny cios - dopóki mój synek oddycha, jestem gotowa do walki. Podaj nam pomocną dłoń - tylko o to dziś proszę…
Wszystkie środki zebrane na skarbonce trafiły
bezpośrednio na subkonto Podopiecznego:
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Próśb o pomoc dla dzieci na operacje jest bardzo dużo. Wszystkie są dramatyczne, wszystkie chwytają za serce...ale ta jedna jest dla mnie bardzo ważna, osobiście znam to dziecko, jego rodziców...
Czy dużo trzeba, aby pomóc? Brakuje już niewiele.. niecałe 40 tys zł. Co można zrobić? Wpłać np. 10 zł i udostępnij dalej... im więcej osób tak zrobi tym szybciej Olek będzie miał operacje.
Mój cel - znaleźć jeszcze 750 osób, które wpłacą 10 zł. POMOŻESZ?
OPIS ZBIÓRKI (ZE ZRIÓRKI GŁÓWNEJ)
PILNE! Każdy dzień odbiera nam coś niezwykle cennego! Ratunek musi przyjść natychmiast, inaczej jedyna szansa przepadnie na zawsze! Pomocy!
____
Lekarze powiedzieli, że mamy spodziewać się choroby, ale po cichu liczyłam, że najgorsze się nie wydarzy… Tymczasem to, z czym musimy się zmagać zaskakuje nas na każdym kroku. Niestety, codzienność nie tylko zadziwia, ale też napawa przerażeniem, bo choroba bezlitośnie postępuje, a przyszłość Olusia stoi pod znakiem zapytania.
Oluś miał tylko 5 miesięcy, kiedy pojawiły się pierwsze niepokojące symptomy. Badania nie pozostawiały wątpliwości, że zmagamy się z padaczką. Powikłania, które wystąpiły po porodzie okazały się tragiczne w skutkach… Wtedy o chorobie nie wiedziałam nic. Niestety, kolejne informacje przekazywane przez lekarzy brutalnie uświadomiły, że przyszłość nie będzie dla nas łaskawa...
Najgorsze jest to, że w tym momencie, dostępne leczenie, zamiast ratować, niszczy zdrowie mojego dziecka, powodując mnóstwo skutków ubocznych. Ogromne obciążenie, spowodowane nawracającymi atakami i podawanymi lekami, skutecznie powstrzymują rozwój Olusia. Mój synek niebawem skończy 2 latka, a dopiero niedawno nauczył się przewracać z pleców na brzuszek. To umiejętność, którą posiadają kilkumiesięczne maluchy! Nasza komunikacja, to w głównej mierze, zgadywanie potrzeb i możliwości…
Czasem to wykańczające. Czasem mam wrażenie, że choroba z nas kpi, bo efekty wypracowane podczas długich i męczących dla Olusia ćwiczeń, znikają bezpowrotnie, po kilkunastu napadach. Teraz mamy ich około 30 dziennie. To te, o których wiemy, bo ostatnie badania uświadomiły nam, że wiele dodatkowych odbywa się bezobjawowo. To sprawiło, że odkryliśmy przyczynę pogarszającego się stanu naszego synka…
Kiedy wszystkie możliwości i formy leczenia zawiodły, postanowiliśmy skonsultować chorobę Olusia za granicą. Oluś został poddany wstępnej, pięciodniowej diagnostyce w Schon Klinik Vogtareuth w Niemczech, która specjalizuje się w leczeniu epilepsji. Tam lekarze otworzyli nam oczy - dowiedzieliśmy się, że podawanie leków to w naszym przypadku za mało, bo tak ciężka odmiana choroby nie zareaguje na terapię farmakologiczną. Ich propozycja to skomplikowana operacja polegająca na oddzieleniu prawej (uszkodzonej) półkuli mózgu od lewej (zdrowej). Zdaniem lekarzy prawa półkula mózgu synka jest zupełnie wyniszczona. Silne napady padaczkowe, które w niej powstają bez przerwy oddziałują na lewą półkulę, która po operacji ma szansę się rozwijać. Zabieg ratujący Olusia przed dalszym rozwojem choroby, musi być poprzedzony szeregiem badań, za które musimy zapłacić ogromną cenę.
Całe życie naszej rodziny podporządkowaliśmy z mężem pod chorobę Olka. Ani na chwilę nie straciłam nadziei na to, że z tego piekła da się go uratować. Tak bardzo chcę wyrwać moje dziecko z objęć choroby… Marzę tylko o tym, by zagrożenie zniknęło raz na zawsze, by Oluś mógł stanąć na własnych nóżkach i mógł swobodnie pobawić się ze starszym braciszkiem. To cierpienie nie może trwać dłużej! Pomóż nam proszę wyciągnąć rękę po jedyną szansę i nadzieję na zdrowie.
Choroba uwięziła Olka w pułapce. Przeciwnik jest bezlitosny i nieprzewidywalny. Nie mogę biernie czekać na kolejny cios - dopóki mój synek oddycha, jestem gotowa do walki. Podaj nam pomocną dłoń - tylko o to dziś proszę…
Wpłaty
- Wpłata anonimowa20 zł
- Karol W100 zł
- Wpłata anonimowaX zł
- Wpłata anonimowa10 zł
- Martyna Syslo10 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
