Zbiórka zakończona
Adrian Jarosz - zdjęcie główne

Błaganie ojca o ratunek dla syna!

Cel zbiórki: Rehabilitacja

Organizator zbiórki:
Adrian Jarosz, 34 lata
Giżycko, warmińsko-mazurskie
Śpiączka, stan minimalnej świadomości, niedowład czterokończynowy
Rozpoczęcie: 22 października 2021
Zakończenie: 10 października 2022
13 589 zł
Wsparło 201 osób

Przekaż 1,5% podatku

Numer KRS0000396361
Cel szczegółowy 1,5%0000968 Adrian

Cel zbiórki: Rehabilitacja

Organizator zbiórki:
Adrian Jarosz, 34 lata
Giżycko, warmińsko-mazurskie
Śpiączka, stan minimalnej świadomości, niedowład czterokończynowy
Rozpoczęcie: 22 października 2021
Zakończenie: 10 października 2022

Rezultat zbiórki

Adrian walczy! Terapia, na którą zebraliśmy podczas poprzedniej zbiórki, pozwoliła nam osiągnąć kontakt, o który tak bardzo walczyliśmy! Adrian nie jest już pacjentem, który bezwładnie leży, nieświadomy tego, co się z nim dzieje! To wszystko dzięki Wam!

Adrian Jarosz

Dzisiaj zwracamy się do Was z błaganiem o pomoc! Koszty rehabilitacji cały czas rosną – brakuje pieniędzy na kolejne sesje terapeutyczne. 

Tylko z Wami możemy pomagać naszemu synowi, którego życie cały czas jest dla nas bardzo cenne. 

Prosimy, pomóżcie nam dalej walczyć o Adriana – za pomoc jesteśmy bardzo wdzięczni!

Aktualizacje

  • Pamiętacie Adriana? Potrzebna jest pilna pomoc!

    Adrian walczy! Terapia, na którą zebraliśmy podczas poprzedniej zbiórki, pozwoliła nam osiągnąć kontakt, o który tak bardzo walczyliśmy! Adrian nie jest już pacjentem, który bezwładnie leży, nieświadomy tego, co się z nim dzieje! To wszystko dzięki Wam!

    Adrian Jarosz

    Dzisiaj zwracamy się do Was z błaganiem o pomoc! Koszty rehabilitacji cały czas rosną – brakuje pieniędzy na kolejne sesje terapeutyczne. 

    Tylko z Wami możemy pomagać naszemu synowi, którego życie cały czas jest dla nas bardzo cenne. 

    Prosimy, pomóżcie nam dalej walczyć o Adriana – za pomoc jesteśmy bardzo wdzięczni!

Opis zbiórki

Miłość ojcowska to nie tylko słowo kocham, trzeba jeszcze wziąć tę miłość w ręce. Przenieść przez całe życie pomimo trudności i przeciwności towarzyszących opiece nad chorym dzieckiem. Każdy facet może zostać ojcem, ale tylko prawdziwy mężczyzna zostaje tatą.

Wszystko miało być inaczej. Powinniśmy siedzieć teraz gdzieś nad jeziorem, gadać i śmiać się. Wspólnie planować jakiś wypad na żagle. Tymczasem leżysz z przykurczonymi rękoma na łóżku, a z twojej krtani wystaje ta paskudna rurka. Nic nie mówisz, nie żartujesz. Pogrążony w półśnie wodzisz za mamą i za mną oczami, gdy się przy Tobie krzątamy.

Adrian Jarosz

Adrian był pogodnym dwudziestolatkiem. Od zawsze jego największą pasją była woda i bezinteresowna chęć niesienia pomocy innym, dlatego po ukończonym kursie ratownika WOPR, w krainie wód i jezior miał ręce pełne pracy, by czuwać nad bezpieczeństwem innych. 17 października 2013 roku to on potrzebował wsparcia. To on bezgłośnie krzyczał na pomoc. Gdybym nie wrócił wtedy wcześniej z pracy do domu, Ciebie by z nami nie było. W wyniku nieszczęśliwego wypadku doszło do zatrzymania krążenia oraz niedotlenienia mózgu, w wyniku czego zapadł w śpiączkę. Jak długo Adrian czekał na pomoc, tego nie wie nikt. Na wyjaśnienia nie było czasu. W tamtych chwilach liczyły się minuty, by jego życie nie zakończyło się na zawsze. Reanimacja własnego dziecka jest przeżyciem, którego nikomu nie życzę, ale moment, kiedy serce zaczyna ponownie bić, było najwspanialszym darem od Boga.

Do szpitala Adrian trafił w stanie krytycznym, gdzie przez pierwsze miesiące toczyła się walka o jego życie. W ciągu dwóch miesięcy od wypadku waga jego ciała spadła poniżej 40 kilogramów. Nie traciliśmy wiary w „powrót” Adriana. Po niemalże półrocznej walce, choć oddech ułatwiała rurka tracheotomijna, udało się wyrwać ze szpitalnego życia...

Wyszliśmy w trójkę drzwiami dla żywych i tylko to się liczyło…

Adrian Jarosz

W życiu mam jedno marzenie. Usiąść z Tobą pewnego dnia nad brzegiem jeziora, otworzyć piwo, pośmiać się, pogadać i mieć tę pewność, że dalej dasz sobie radę sam. Wtedy będę spełniony i będę mógł umrzeć w spokoju... Wierzę, że się uda. Przez te cztery trudne lata udało nam się osiągnąć wiele. Dzięki setkom godzin poświęconym na rehabilitację i całej masie specjalistycznych urządzeń powoli odzyskujesz świadomość. Kiedy włączam Ci “Sen o Warszawie”, ruszasz ustami, z całych sił próbujesz śpiewać. Wiem, że jeszcze kiedyś pojedziesz na mecz ukochanej Legii, której kibicowałeś na przekór wszystkim i zaśpiewasz tę pieśń razem z całym stadionem, a na drugi dzień pójdziesz na spacer i ujrzysz ten nadwiślański świt.

Dzięki rehabilitacji i wszczepieniu stymulatora w maju 2016 roku u Adriana stan neurologiczny bardzo się poprawił. Dowiedzieliśmy się, że widzi, słyszy, rozpoznaje bliskich – dostaliśmy skrzydeł. Obecnie jest to stan minimalnej świadomości. Według najnowszych diagnoz stan neurologiczny bardzo się poprawia, niestety jak zwykle są problemy, które w przypadku Adriana zagrażają życiu. Synowi opada podniebienie, zmniejsza się powierzchnia oddechowa, a brak tlenu to przecież śmierć. Już raz w jego życiu tlenu zabrakło. Teraz musimy wygrać z czasem. Ratunkiem dla Adriana, dla nas i dla naszych wspólnych marzeń są komórki macierzyste. Tylko tak możemy odbudować cały układ nerwowy, niczym sieć z klocków. Adrian jest w stanie minimalnej świadomości, a następnym celem do osiągnięcia jest pełna świadomość.

Adrian Jarosz

Koszty przywracania naszego syna do normalnego życia są ogromne, ale uwierzcie, że warto. Błagamy Was tym razem o to, by w jego życiu drugi raz nie zabrakło tlenu, by mógł samodzielnie oddychać. Robimy, co możemy, by świat naszego dziecka wyglądał inaczej. Każdy rodzic walczy o swoje dzieci do końca, a ja zawsze powtarzałem, jak Adrian był pełnosprawny, że wolę dawać innym niż być tą osobą, która potrzebuje pomocy, ale przewrotność losu jest straszna i ciężka do akceptacji.

Wybierz zakładkę
Sortuj według

Adrian Jarosz dalej walczy o zdrowie. Wesprzyj aktualną zbiórkę.

WesprzyjWesprzyj